No i co z tym fantem dalej?

Cytat:
nie ma jak placic za gowno 3000zl hehehehehe buahahah




Cytat:cierp cialo 'luxusowa' nokie na szpan kupic chcialo...



Dużo wniosłeś.

Cytat:a konkretnie to pomoc masz na pl.soc.prawo i .konsumenci.



Good idea.

Cytat:i polec znajomemu te nokie z platynowa buda hehehe



Umiesz czytać ze zrozumieniem? Ja im ich nie polecałem, nie przepadam
obecnie specjalnie za Nokiami, kiedyś jednak 2110(i) (czasem też 1611 z
solar-akku) była bezkonkurencyjna, ale wtedy to jak mawia Nina: "Ty
pewnie na stojaka..."

Pozdrawiam - Nuta
(Remove "da" from my address. Usuń "da" z mego adresu)

 

FOTOGRAFIE LUDZI 2009

Misiek: Tez probaowalem pionowy kadr, ale tak jakos gubi mi sie "podobanie" zdjecia. Poza tym fachowcy od kadru zaraz beda nazekac ze gory u gory za duzo
Tak jak napisal amv , nie ujmujac nic "harmonijce", to wlasnie to tlo powoduje ze wyglada ona swietnie. Przy pionowym kadrze niestety to tlo sie gdzies gubi. A i harmonia jako "pozioma" bardziej sugeruje kadr poziomy. Na drugim zdjeciu gdzie harmonia gra zdecydowanie nie pasuje pion.

Jezeli chodzi o balaganik:
- stojaki chyba nie sa takie najgorsze
- glowy jakby troche przyciemnic to moze bylyby mniej zauwazalne
- najgorszy jest ten skrzypek. Cale tlo (nawet z glowami) jest w miare jednolite, na srodku harmonika, a raczej jej gorna czesc ,ktora jest kontrastem dla tla. No i ta nieszczesna reka, ktora powoduje ze patrzac widzi sie dwie rzeczy harmonijke i skrzypka reke.
Stoiaki, a nawet nuty skrzypka nie tworza kontrastu do tla, tylko te nieszczesne "kolorowe" skrzypce

Pozwolilem sobie teroche przyciac i dolozyc drugie zdjecie jako wytlumaczenie dla kadru poziomego .

To tyle wytlumaczenia "co poeta mial na mysli", dzieki za komentarze i czekam na dalsze, mozna "zjechac", nie jestem profi nie obrazam sie



[Klawisze] CASIO CTK-631- co o nim sądzicie?

Witam, planuję zacząć amatorsko grać na klawiszach. Nie mam jednak zbyt wygórowanego budżetu, ale chciałbym, aby mój sprzęt miał dość sporo funkcji(tak na przyszłość). Mam okazję odkupić za ok.500zł CASIO CTK-631 (+Stojak, podstawkę pod nuty, i 2 książki do nauki gry). Czy to się opłaca? Sprzęt jest praktycznie nie używany. Ma ktoś z nim jakieś doświadczenia, i czy mógłby napisać na jego temat coś więcej? W googlach nie mogłem znaleźć żadnych konkretów.

Kupno majka i miksera. Mini studio w domu.

Cytat:Było coś takiego znaczy nie w sensie takiej samej jakości wygłuszenia jak Kabina i nie chodziło tez o Popkillera, tylko wyglądało to jak stojak do nut który otaczał mikrofon od tyłu i boków co miało dać efekt jakiegoś tam wygłuszenia;] jak to działało nie wiem



no ok ale gdzie tu rola wspomnianej przez kolegę kabiny?

btw. wiem o co Ci chodzi sam nagrywałem z takim wynalazkiem.. spisuje się całkiem ciekawie

 

Stojak na nuty.

W ofercie sklepiku "Kroll-Rzeczy Z Dupy i nie tylko" przedstawiam państwu dziś taki oto doskonały STOJAK NA NUTY. Stojak na nuty otrzymałem w prezencie , z okazjii przyjęcia mnie do szkoły muzycznej , jednak do niej zbytnio się nie przyłożeyłem (tzn. do szkoły) i nie chciało mi się ćwiczyć więc stojak stał nieużywany. Jako ze górna "blacha" stojaka może się złożyć pod kątem prostym _| to stojak ma równiez wiele praktycznych zastosowań:
-Można namalowac białe pola i używać jako przenośnego stołu szachowego
-Można położyć serwetkę i wazonik na stojaku
-Można wypić na nim piwo
-Można zrobić z niego stolik
-Można trzymać na nim nogi
etc.

Rura główna jest teleskopowa czyli można stojak składać , jest on również bardzo stabilny z powodu trzech "nóżek". Moja cena - 80 złotych (w sklepie schodzą za ponad stówę )

Sharps - niebawem

Pomysl dobry na tarcze. Trzeba teraz ustaic jakiej wielkosci maja byc te figurki.
Beda blizej ale najdalej beda na 100m. Do Wojtka Rusznika. Sprobuj sie dowiedziec z czego robia Czesi te dzwieczace tarcze. Wtedy nie trzeba by chodzic do tarcz - byloby slychac ze trafiona. Oni wala z broni calkiem wspolczesnej i na malym dystansie do takich blach. Co prawda na czas ale to mozna modyfikowac. Mnie chodzi o cel inny niz tarcza po prostu. Stad te figury. Jesli upadna to po kazdym trzeba pojsc 100m + 100m i postawic. To trwa. Co prawda na 100m rekord to cos kolo 9 sekund ale mnie zajmuje wiecej czasu przejscie :-).
Wiec takie "dzwieczace" tarcze byluby dobre. Moze powiesic na stojaku na sznurkach? Za trafienie w sznurek odejmujemy 1 punkt :-). Wtedy 4 figurki by wystarczyly. Bim-bam-bom.... i nie wiem co jeszcze. :-). W kazdym razie trzeba by zagrac te 4 nuty. Czyli kolejnosc okreslona. Moze inaczej oceniac trafienie na 100m a inaczej na 50? Krotko mowiac warto pomyslec o regulaminie.

MarekP
PS. Malowana tarcza nie wytrzyma dlugo. Sylwetka bedzie nieczytalna. A poza tym skad wiadomo ze trafilem w sylwetke? Jesli ma upasc to po trafieniu w prostokat upadnie. Jesli ma dzwieczec to tez zadzwieczy. Trzeba by wycinac.

Kościół Wniebowzięcia NMP

Do Oskara .Wspominasz że w wiezy Poludniowej było muzeum.Otóz i ja w nim byłem.Wpuscił nas tam ks Trela nauczyciel religii.W mojej klasie w LO byli koledzy którzy mieszkali na stancji u Jezuitow.Podobno mieli w perspektywie wstąpic do zakonu .Pod ich niejako opieka weszlismy do tego muzeum.Zapamietałem ogromną swiecę wotywna ofiarowana kosciołowi za cudowne uzdrowienie.Świeca ważyła tyle ile ozdrowieniec.Stała w specjalnym stojaku.Były też kajdany i piękny spiewnik z tekstami po niemiecku i nutami .Śpiewnik był bogato ilustrowany i też stał w specjalnym stojaku.Z tego muzeum można było wejść na krużganki wokół nawy głównej .Nie były sprzatane od czasów niemieckich więc były tam rózne skarby.Całe paczki kalendarzy żołnierskich z roku 1943 zeszyty ołowki w paczkach ,cały magazynek .Znalazłem też krzyż zołnierski z I wojny światowej .Byłem za młody żeby do takich znalezisk przywiazywać wagę.Pogineło to gdzieś w czasie przeprowadzek.Miałem też rarytas medal pamiatkowy wydany w Czechach zwiazany z biskupem Arnosztem.Wyglądał tak z jednej strony odwzorowany jego pomnika z Kościoła WNMP i napiis "Arnost z Pardubic Prwni Arcybiskup Prażsky"Na drogiej s tronie herb Pardubic -koń z uniesionymi do góry przednimi nogami i napis Na Pamiet 600 let Powyszenia Pardubic na Mesto".Medal był z brazu o średnicy jakies 10cm.

(Nowy) Rozśpiewany "Lwów"

Tacku kochany. Wiesz co to jest trema? I ten glos, co nigdy nie chce przyjsc...

Wiem, wiem, tlumaczę się. Podaj szybko popularny mikrofon tańszy od SM58 i łatwo dostępny, to sobie go kupię, a co! (szyla mnie zabije...). I co? Trzeba od razu kabel XLR/Jack i przejsciowka z jacka na mini-jacka?
---
Nie. Nie mam kasy. (Znaczy, poradz jak powyzej), ale plan na Gwiazdke to stojak do nut i nic wiecej nie dostanę :)
---
Aha, ostatni akord przed refrenem warto zmienic z A7 na A, bardziej przypomina to oryginal i lepiej sie wiaze z refrenem.

1 pytanie i 1 odpowiedz

@UP No własnie..

Nikt nie wie jakie pomocne przedmioty masz w domu.. Jak ja nie miałem statywu to aparat kładłem na stojaku pod nuty od keyboardu, na biórko kładłem i kręciłem pod tym.. Spróbuj może zrobic jakąś budowlę z książek. Albo po prostu zaangażuj w to drugą osobe której się ręce nie trzęsą.. =]]
Najważniejsze to troche inwencji twórczej..

(do)Wolny temat

Cytat:Tak, Selene będzie występowała, ale to będzie porażka, takie imprezy są beznadziejne do występów. Wolę sobie obserwować ;)
Czyli może się w końcu poznamy osobiście? :)

Faktycznie, Dzień Bociana nie zaliczał się do najlepszych imprez, ale występ wasz był ok, biłam wam najgłośniej brawo:P Ale współczuje wam braku stojaków na nuty, bo niektórzy bardzo się z nimi męczyli. Ale ogólnie gratuluję występu i dobrze, że zdążyliście przed burzą :)

(do)Wolny temat

Cytat:Faktycznie, Dzień Bociana nie zaliczał się do najlepszych imprez, ale występ wasz był ok, biłam wam najgłośniej brawo:P Ale współczuje wam braku stojaków na nuty, bo niektórzy bardzo się z nimi męczyli. Ale ogólnie gratuluję występu i dobrze, że zdążyliście przed burzą :)



Te stojaki to się pulpity nazywa ;p mamy ale na takie imprezy szkoda brać, bierzemy na dłuższe występy na scenie. Widziałam Cię chyba :)
Przed burzą zdążyliśmy ale zmokłam i tak i teraz chodzę zakatarzona, kicham i wszystko mnie boli. Czyli źle...
Dzisiaj paznokcie M., potem do drugiej M. na urodzinki. Jutro ten durny Urząd Pracy. Aż mi gorzej na myśl o tych kolejkach...

No, no... niezła sztuka!

A może to współczesne pojmowanie sztuki jest wynaturzone? Grecy jak się zdaje pojmowali sztukę użytkowo. Miała być piękna i przydatna. Rzeczy użyteczne miały być piękne, a piękne miały być użyteczne. Jak w Grecji wypadłaby instalacja ze sterty śmieci i stojaka na nuty?

Łapię się na tym, że jak jestem w muzeum, galerii, słucham koncertu itd, odbieram sztukę emocjami. Czy czuję / słyszę / widzę, że to jest piękne, podoba mi się, wprawia mnie w radość, melancholię, irytację, wprowadza w inny świat, czy przeciwnie, ma się ochotę natychmiast zatkać uszy albo wstawić dzieło z powrotem panu artyście do salonu. Ewentualnie wyjść i więcej nie wracać.

To co mi się podoba, to nie musi być akurat realizm. To bywają ciapki i cętki. Ale niech mi się nie chce od tego rzygać. Jeżeli gromada ekspertów wmawia mi potem że chce mi się rzygać bo jestem kołtunką i artystycznym imbecylem, to... niech sobie produkują opinie jakie chcą w swoim własnym dobrze izolowanym rezerwacie.

No, no... niezła sztuka!

No i pasuje mi ten Francis Bacon. Ma w sobie "coś", i nic mi na siłę nie wciska. "Coś" jest na tyle wyraźne, że można się w te obrazy wpatrywać. Ale pamiętam wystawę "Arsenał ileśtam" (nie pamiętam, który to był rok, dość dawno temu", gdzie właściwie wszystko było bardzo ciapate, pstrokate i nie wiadomo jakie. Mnóstwo kolorów, plam, tu i ówdzie jakieś części ciała, ale tego "czegoś" nie stwierdzałam. Przykład ze śmieciami i stojakiem na nuty to też stamtąd. Obejrzałam wszystko, i wyszłam z poczuciem, że to nie dla mnie.

No, no... niezła sztuka!

Cytat:A może to współczesne pojmowanie sztuki jest wynaturzone? Grecy jak się zdaje pojmowali sztukę użytkowo. Miała być piękna i przydatna. Rzeczy użyteczne miały być piękne, a piękne miały być użyteczne. Jak w Grecji wypadłaby instalacja ze sterty śmieci i stojaka na nuty?

Łapię się na tym, że jak jestem w muzeum, galerii, słucham koncertu itd, odbieram sztukę emocjami. Czy czuję / słyszę / widzę, że to jest piękne, podoba mi się, wprawia mnie w radość, melancholię, irytację, wprowadza w inny świat, czy przeciwnie, ma się ochotę natychmiast zatkać uszy albo wstawić dzieło z powrotem panu artyście do salonu. Ewentualnie wyjść i więcej nie wracać.

To co mi się podoba, to nie musi być akurat realizm. To bywają ciapki i cętki. Ale niech mi się nie chce od tego rzygać. Jeżeli gromada ekspertów wmawia mi potem że chce mi się rzygać bo jestem kołtunką i artystycznym imbecylem, to... niech sobie produkują opinie jakie chcą w swoim własnym dobrze izolowanym rezerwacie.



Bardzo ładnie powiedziane. Ja do swojego pojmowania sztuki dodaję też zawsze pomysł _i_ umiejętności, razem. Nie wystarczy mi wytłumaczenie dlaczego sterta śmieci jest sztuką, bo stertę śmieci każdy potrafi usypać. Nie zachwyci mnie też, powiedzmy zdjęcie, jako sztuka, jeśli nie ma w nim żadnego zamysłu - ot będzie to ładny obrazek, na który przyjemnie popatrzeć, ale sztuką tego nie nazwę, a autor pozostanie dla mnie fotografem, a nie artystą.

West 2008/2009

Byłem zaskoczony jak NOH rozniesli Wizards w 1 połowie. W pewnym momencie myślałem, że nie zdobędą 10 punktów przez 2 kwarty jednak w końcówce 'obudzili się' CP3, Posey, Stojak - jak z nut. Świetna zespołowa D, R. Butler kreujący sobie pozycje i trafiający przez łapy ( ). Natomiast Washignton hmmm grali bez Jamisona co w jakimś stopniu ich usprawiedliwia ale ...takich batów to nawet Miami D-Leauge nie dostawali

The beatles

Wczoraj odbył sie ten koncert w mojej szkole. Z 6 zespołów, zostały dwa. Pierwszy zespół z naszej szkoły- fajne chłopaki okazały sie głupimi świniami, zlali to całkowicie, nie było mikrofonu w szkole ani nawet stojaka. Uważali sie za wielkie gwiazdy, w ogóle sie nie przygotowali, a ich improwizacja, to horror,zlali zagrali all you need is love, potem gosciu odlożył saksofon i powiedzial ,ze nie gra, ma to w dupie i usiadl, powiedział, że nie gradalej. Potem musieli coś improwizować, wiec grali co popadło. Gdy przyszedł drugi zespół, przyszło zbawienie. Byli niesamowici(juz pomijm fakt, ze gdy grali pierwsi kilka osob wysżło, zresztą nie ma co sie dziwić) przed każda piosenka jakies pytanie, coś było zabawnie, kamarelany nastrój ludzie śpiewali. Nic nie narzekali na organizację, mimo, że mieli tylko jeden mikrofon(własny) nie było stojaka na mikrofon ani nuty. Będę miała filmiki, to pokażę. Chłopak grał na gitarze + wokal, dziewcyzna wokal flet poprzeczny, miała niesamowity głos, trzecia dziewczyna altówka. Byli genialni. Mimo duużych problemow organizayjnych dali rade i nie narzekali mimo, że nie są z mojej szkoły i musieli z drugiego końca miasta przyjechać. Już mamy plany na kolejne tego typu koncerty, tyle że na większą skale i lepszą organizacją.

Własne kompozycje

ale obowiązkowo pianino musi być!<please> keybord pfe.. => i nuty spadają ze stojaka

Wskazania episkopatu cz.3

stała ambona ZAWSZE? a jeśli ołtarz nie jest stały? ( a o ile mnie pamięć nie zawodzi to niekiedy NIE MOŻE być stały - co wtedy? ):>

Rozumiem że nie może to być np. stojak na nuty, ale godne miejsce dla Słowa Bożego.

A tak w ogóle, to straszne dużo w tym dokumencie stwierdzeń ZAWSZE I NIGDY...

Jaką firmę na gitarę elektryczną????

Elektryk.... Jeśli jesteś praworęczna (zakładam, że nie masz problemu, który mnie dotyka....), to dla początkującego (zakładam, że zbyt długo to nie grasz....) najlepsza chyba jest na www.muzycznymarket.pl, hambucker. Wygodny, dość dobre brzmienie (miejmy nadzeję, że nie będziesz go używać do Iron Maiden, bo zarywa tremolo, że szok....). Do metalu.... Chyba średnio pasuje, ale wystarczy przesterować na mocniejszy bas w piecyku i strzela.
A akurat do podanej "oferty" wystarczy dokupić piecyk - wyposażenie jest wliczone w cenę gitary i jest wpisane w jej zamówienie. Czyli w zamówieniu gitary masz: gitarę (rzeczywiście, odkrywcze....), kostki, pasek, struny, pokrowiec, kabel i klucze do regulacji. Jeśli nie masz ochoty ciągle pakować jej do pokrowca, to żeby się nie poobijała, opierając się powiedzmy na regale, lepiej kupić także stojak, ale to już na innym adresie. Niestety, podany adres, nie daje nam możliwości zakupienia pełnego wyposażenia gitary, do którego bezwzględnie wliczony jest stojak. na pewno przydałby Ci się jeszcze podnóżek (jest dostępny na podanym adresie) i pulpit - o ile masz zamiar grać z nut. Osobiście uważam, że dobrze byłoby zapoznać się z pięciolinią i umieć przynajmniej czytaj nuty tak mniej więcej. Wygodnie jest pierwsze kilka ćwiczeń na wyrobienie palców (które szanujący się gitarzysta, nawet z wieloletnim stażem, powtarza parę godzin dziennie) poćwiczyć sobie z jakichś nutek. I zaglądać do nich dość często.

Mięjąc nadzieję, że jakoś pomogłem....

Pozdrawiać.

PS: Aaaaaa, zapomniałbym, cena tej gitary wynosi 279 złotych.

Sesja: Spokojna Wieś

Człowiek popatrzył na was. Jego włosy przyprószone siwizną lśniły w blasku ogni kuźni. Pokiwał głową i kazał "synowi" tak zwracał się do młodzieńca posprzątać bałagan.
- Stary poczciwy Artur. Nadal szuka "wybrańców" spośród tłumu? - rzekł z nutą rozbawienia w głosie - Nie obraźcie się. Dla mnie poszukiwanie przygód zakończyło się dawno temu. Ustatkowałem się i osiedliłem tu. Artur jeszcze przez długi czas łaził po świecie. Jak skończył? Widzieliście.
Zaprosił was gestem w głąb kramu jaki mieścił się przy samej kuźni. Na ścianach wisiał oręż a na stojakach stały pancerze. Tarcze oparte o ścianę czekały tylko aż trafią w dobre ręce.
- To co tu mam to wyrób pierwsza klasa. Nie znajdziecie lepszych rzeczy w całym Reiklandzie. Przechwalam się? Panie krasnolud weź pan ten topór. - podał Tragg'owi solidnie wykonany oręż. - Jeśli użyjesz go pan do rąbania drewna to się obrażę.
Krasnolud dźwignął porządny toporek i zamachnął się kilkukrotnie. Dobrze leżał w dłoni i można było nim się szybko posługiwać. W sumie z ataku do obrony (i na odwrót) można było przejść błyskawicznie.
- Ten napierśnik wykonałem dla pewnego szlachcica - wskazał ładnie zdobioną zbroję - Pic na wodę. Miała tylko ładnie wyglądać. Jest lekka jednak gdyby spotkał się z kopią przeszyłaby go na wylot. Jednak ta koszula kolcza - uniósł w górę siateczkę splecionych ze sobą oczek - Oprzeć się może rozpędzonej strzale. Oczka nie rozwierają się tak szybko jak w normalnej kolczudze. To mój prywatny stop metali. Jest trwały i nie traci na wadze czy krępowaniu ruchów. Ale, ale ja tu gadu gadu a nie wiem po co dokładnie panowie się zjawiliście?

Weekend majowy 1- 4.05.2008

Ja jestem za!!! Porządny instrument kosztuje 3.000 zł. Nie wspomnę już o futerale, stojakach na nuty, podnóżku, strunach co miesiąc (1 lekcja w ognisku kosztuje 35 zł) itd….. I podobno nauka gry na gitarze jest jedną z tańszych. Zastanówcie się rozbudzając zainteresowania muzyczne w swoich dzieciach.
Wczoraj byłam na koncercie Raz Dwa Trzy – kurcze jak wymiatali na gitarach. Mam nadzieje że Basia też kiedyś będzie tak grała.

Kielce, Kadzielnia (LP Symfonicznie)

Cytat:

Obok Kuby stoi sobie fotelik Pana As-a a pod nim poukładane ładnie karteczki ze słowami do Konstalacji i Zabić Strach, które to Pan As samodzielnie (!!!) drukował
Nie było źle, ba mnie to nie przeszkadzało, ale następnym razem proponowałbym czcionkę Arial Bold o wielkości min 48



Na koncercie symfonicznym zupelnie na miejscu mogl byc stojak na nuty, lecz z tekstami wybranych piosenek. Podczas arii operowych to standard. Bylam swiadkiem takowych rowniez na koncercie poezji spiewanej. Wiec na koncercie rockowo-klasycznym takowy stojak nie bylby rzecza razaca.

proszę o pomoc przy wyborze multiefektu

Hmm , moze takie cos w rodzaju stojaka do nut. Widzialem takie rozwiazanie , stoisz sobie, grasz elegancko , nagle pochodzisz do poda, zmieniasz ustawienie , nie musisz kucac , zdejmowac wiosla , wygodne dosc. Druga sprawa, to moze jakis zasilacz, chyba, ze daja go razem z podem, niewiem. Urzadzenie to raczej nie odzywaia sie energia sloneczna.

wk 3000 problem z smart media pomocy !!!

Cytat:kupiłem wk 3000 na allegro za 1230 zł razem z stojakiem nutami , keyboard ma 33 miesiące gwarancji jeszcze a karte Smart media kupiłem osobno też na allegro .



do czego jej używasz? i czy jesteś z niej zadowolony?

miałeś coś już przed tym kibordem?

[SPRZEDAM] KeyBoard Casio CTK 731

Witam.
Mam do sprzedania KeyBoard`a ( używany ) w stanie idealnym technicznym jak i wizualnym.
Sprzęt praktycznie niegrany. Sprzęt jest wystawiony na allegro :

http://allegro.pl/item269...io_ctk_731.html

Pokrótce o nim :

61 standardowych klawiszy,
dynamiczna klawiatura,
podział klawiatury
warstwowe łączenie brzmień,
232 brzmienia,
110 rytmów,
auto akompaniament, auto harmonizacja,
32-głosowa polifonia,
funkcja miksowania,
syntezator,
stacja dysków,
free session (100),
sekwencer melodii (6 ścieżek/2 melodie),
sekwencer wzorów,
rejestracja pamięci (20),
10 efektów cyfrowych,
przycisk one touch (100),
2 melodie demonstracyjne,
pitch bender,
modulacja,
transpozycja,
wyświetlacz LCD,
wyjście na sustain pedal,
wyjście na słuchawki,
General MIDI,
wbudowane głośniki stereo i bass reflex

Jeżeli masz jakieś pytanie wal śmiało na GG #8791129 .
Cena jaka mnie interesuje to 700 zł.
W skład wchodzi KeyBoard + Stojak + Statyw na nuty + zasilacz ( wszystko widoczne na zdjęciach )

Pozdrawiam i zachęcam do kupna.

Tunery..!?

Dzieki za rady, mam jeszcze jedno pytanie, kiedys pracowalem z tunerem ktory wskazywal dzwieki tylko na diodach, teraz widze, ze wiekszosc modeli posiada wyswietlacze, jak takie rozwiązanie sie sprawuje, chodzi mi o to czy cos na nich widac, bo jakos te wyswietlacze mnie nie przekonuja, a nie zamierzam potem stać obok stojaka z nutami zeby jakos widziec mala literke na nim
Jedyny tuner na allegro jaki posiada diody, czy jak kto woli lampki to:
http://www.allegro.pl/ite...lka_gratis.html
(nie zamierzam tutaj nikogo reklamowac, zamieszczam tylko odnosnik, dla przykladu, jesli zlamalem jakis obowiazujacy tutaj regulamin to przepraszam )

Dosc drogi i tylko sam tuner, do tego inne funkcje, ktorych zapewne nie bede uzywal .... Wole sie upewnic, za nim cos wybiore

SPRZEDAM KEYBOARD CASIO LK 65 + STOJAK GRATIS!

Sprzedam w zasadzie nieużywany instrument muzyczny Casio LK 65.
Sprzęt ma ok. dwa lata, ale używany był w sumie może ze trzy godziny.

Sprzęt ma fantastyczne możliwości, idealnie nadaje się dla osób rozpoczynających przygodę z instrumentami klawiszowymi. Krótki opis podstawowych funkcji:

- Podświetlane klawisze (instrument uczy jak grać, podświetlając klawisze, które trzeba nacisnąć grając wybrane melodie)
- 61 klawiszy
- 5 oktaw
- Dynamiczne klawisze (reagują na siłę nacisku)
- 24-dźwiękowa polifonia
- Głośniki stereo
- Duży wyświetlacz LCD
- 100 rytmów
- 3-stopniowy wbudowany system nauki gry
- Playback
- Metronom
- Real-time recording
- Pamięć 2 utwory / 2 ścieżki
- Zasilanie z kabla lub baterii

Bliższe szczegóły poniżej (link do instrukcji obsługi i danych technicznych):
http://www.manualshark.org/p/casio-18/casio-lk-65-13708/

Oczywiście w zasadzie w każdej chwili instrument jest do przetestowania.

Do keyboarda dokładam GRATIS stojak z regulowana funkcją wysokości oraz kilka książeczek z nutami, akordami etc.

Cena za całość 999 zł (cena sklepowa ze stojakiem ok 1.5 tys.)

tel. 512 305 425

Ponieważ nie wiem czemu, ale daje się tu wstawić zdjęcia, załączam link do strony z fotką sprzętu
http://www.pro-music-news.com/html/04/d11201ca.htm

Rozważania nad zerwaną przez dresiarzy pacyfką

Jak możecie tak po Apolinarym jechać?? Gdzie wasze chrześcijańskie miłośierdzie?? A ten stojak do nut to nosi po to, żeby następnym razem rozłożyć go przed dresiarzem, wyciągnąć skrzypce i zagrać mu odę do radości i odejdą razem w zgodzie, budując razem zjednoczoną europę... n

który keyboard lepszy?

Ja miałam niegdyś Yamahę (właściwie nadal mam, zapomniana leży u babci na szafie), działała bez zarzutu. Nadal działa, gdy Ada przy okazji pobytu w Polsce ją wyciąga...
Ma intuicyjne, wygodne menu, łatwo się przełącza różne style i brzmienia. W komplecie był oczywiście zasilacz, montowany na instrument stojak na nuty i porządna utwardzana torba. Brzmienie ok, moc głośników wystarczająca (choć gdy bardzo głośno się ustawi, to jakość dźwięku spada, ale nie wymagałam więcej od głośników wmontowanych w instrument), wejście na słuchawki.
Próbowałam znaleźć mój model w sieci, ale nie ma, chyba już takich nie produkują.

Co do Casio - nie wiem, nie znam.

który keyboard lepszy?

ja swojego czasu grałam na casio, teraz to stary grat dawał radę, nie psuł się, miał trochę mało opcji, w komplecie stojak na nuty, zasilacz, stojak na sam keyboard, ale ja i tak zasze marzyłam o pianinie.. więc nigdy nie byłam do końca zadowolona.

o yahamach nic nie wiem

Roland EM-50 sprzedam

Mam do sprzedania keyboard Roland EM-50. Instrument jest używany ale jego stan zarowno techniczny jak i zewnetrzny jest idealny. Razem z keyboardem do sprzedania oryginalny zasilacz, pulpit pod nuty a takze pokrowiec i stojak. Cena za wszystko to 2000 zł (do negocjacji).
Na zyczenie moge tez wyslac na maila zdjecia instrumentu.
Kontakt ze mna pod adresem sylwia@kamena.com.pl .

Uszkodzony va3

Witam !
Zdarzyła się katastrofa chyba ?
Organy włanczaja się ale nie do końca tzn. wyswietlacz się swieci na dole cieki czerwony pasek i tyle nie ma dzwieku chyba nie uruchamia się do końca !Przed ta awaria zdarzyła się dziwna rzecz : organy były wyłączone ,zasilacz też odłączony z sieci zakładałem pulpit na nuty metalowy odstawiłem od sciany stojak zamonowałem pulpit i probowałem dostawić do sciany niestety docisłem za mocno i coś zatrzeszczało ! odstawiłem organy wraz z stojakiem i wyjołem pulpit i tu ! wyswietlacz w organach się zapalił na sekunde i zgasl o zgrozo zasilacz wyłaczony z sieci !podłączylem zasilacz do sieci i probowałem uruchomić organy niestety objawy jak opisałem na początku ! Rozebrałem organy i stwierdziłem że w srodku wyrwaly sie z obudowy blaszki w które wchodzi wsponiany wczesniej pulpit niestety jedna z blaszek wpadla pod wzmaczniacz -zasilacz i chyba robiła jakies spięcie dokladnie zwarla chyba kondensator to chyba spowodowalo jakiś krótkie spięcie albo co ?jak opisalem wczesniej wyswietlacz zapalil sie na sekunde i zgasł przy wyłączonym zasilaniu !
Prosze o pomoc co mogę jeszcze zrobić aby niknąć oddania do serwisu ? [istnieje tez mozliwość że bylem naelektryzowany a wspomniana blaszka nie miala wpływu na awarie tylko metalowy pulpit zpowodu braku blaszki wszedl za głęboko ?] prosze o jakies rady ?

Ustawa o rybactwie śródlądowym

Cytat:w naszych realiach osoba zatrudniona w jakimś wydziale jakiejkolwiek instytucji nie musi być kompetentna w sprawach którymi ma się zajmować.


Od kilku lat się obserwuje wszechstronność zainteresowań i umiejętności urzędników i polityków, o zgrozo I coś na deser http://www.rp.pl/artykul/...onych_ryb_.html
Ja już przygotowałem sobie stojak na nuty dla skrzypka i tam będę miał przypięty rejestr na zawodach

Ustawa o rybactwie śródlądowym

Cytat:Ja już przygotowałem sobie stojak na nuty dla skrzypka i tam będę miał przypięty rejestr na zawodach


Widze Jarku ze nie dajesz spokoju urzędasom ,tak trzymac a te ich wymyślne utrudnienia nie majace nic wspólnego z wędkowaniem (przepisy) są całkiem do DUP........ ten np .REJESTR POŁOWU jaki idiota to wymyślił.
Czy rybacy muszą coś takiego wypisywac po wyjęciu sieci z wody???
Skoro nie muszą oni to dlaczego musimy my.???
Niech ten cymbał co to wymyślił sam sobie założy takie bzdurne cudo np .do swojej roboty i niech sobie sam wypisuje ile dziennie zrobił bzdurnych nikomu do niczego nie potrzebnych rzeczy ,albo czego nie zrobił ..
Zresztą szkoda słów ciśnienie mi skoczyło ...

"Filharmonia Kaszubska"

Cytat:Filharmonia Kaszubska - wracamy do korzeni naszego regionu? Tylko za jak ą cenę. Pochłonie to olbrzymie środki własne czyli naszego budżetu, rozumiem że i dotacje z UE też s ą brane pod uwagę.Zastanawiam się nad zasadno ści ą tej inwestycji. Staniemy się konkurencj ą dla Kartuz i Ko ścierzyny w organizowaniu imprez kaszubskich? Czy to pomoże w rozbudzeniu i rozwoju naszej mie ściny. Jestem za rozwojem kultury tej regionalnej i tej wielkomiejskij. Mamy by Ś konkurentem w organizowaniu imprez wokalnych dla Gdyni, Sopotu, czy Gda ąska ? W ątpie czy projekt otrzyma wsparcie finansowe i merytoryczne od marszałka województwa. Nie będ ą sobie robi Ś konkurencji. A naszego miasta chyba nie sta Ś na inwestycję dla czyjego ś kaprysu. Popieram wyburzenie reliktu minionej epoki czym jest obecnie WCK i stworzenie czego ś praktycznego na miarę potrzeb naszego miasta i okolic. Mam nadzieję że będzie to obiekt w którym przede wszystkim nasza młodzież będzie miała możliwo ś Ś realizacji swoich projeków pod okiem wykwalifikowanej kadry. Jestem również za powstaniem chociażby jednej sali kinowej- profesionalnej. Brakuje tego w naszym mie ście. My ślę że pomysł nie jest zły, ale warto się zastanowi Ś komu on ma służy Ś - nam mieszka ącom czy no wła śnie komu? Brak tu opini drugiej strony a to wielka szkoda. Czyżby strach przed pytaniami mieszka ąców? Zbliżaj ą się wybory warto to zmieni Ś i podj ą Ś rozmowy na naszym forum bo biuletyny miasta nie daj ą odpowiedzi na trudne pytania.



Uff, tak piękny tekst, że w cało ści zacytowałem

Tak się składa, że pracuj ąc w naszej operze, jeżdżę do ś Ś często na różne tornee zagraniczne. Gramy tam niekiedy w pięknym wielkich salach... Ale nie zawsze. W Danii bywało tak, że pulpitów (stojaków dla nut) dla nas nie mieli - zagrali śmy z krzeseł. Komu ś było trochę głupio, wstyd itd...
Z kolei w południowych Niemczech (Bawaria) niejeden raz grałem w np. F źssen, gdzie sala mie ścił ą ok. 300 osób, była porz ądna scena. Podobnie sytuacja wygl ądała w Marktoberdorf, gdzie nawet co roku odbywa się (licz ący się w muzycznym świecie) festiwal chóralny. Specjalnie te dwa miasta podałem, bo to s ą... prawie wsie o wielko ści mniej więcej Luzina.

Dlatego jak widzę teksty typu "jaka ś filharmonia", "już biegnę" (w domy śle - na koncert chyba), to przykro mi. Id źcie na ul. Wałow ą, napijcie się piwka, doł ączcie do grupy obszczymurów, potem płaczcie, że na rynku nie ma się gdzie odla Ś.

A co do kina - też jestem ZA. Ale co z tego...

[Sprzedam] Sprzedam Casio CTK-530

witam ja chciałbym sprzedac organy casio CTK-530 z zasilaczem oraz stojakiem na nuty to wszystko jest w orginalnym pudełku więcej info prosze kierowac na gg 3632978 lub kom. 782495225 woj. świetokrzyskie pozdrawiam Wojtek

Kupno majka i miksera. Mini studio w domu.

Było coś takiego znaczy nie w sensie takiej samej jakości wygłuszenia jak Kabina i nie chodziło tez o Popkillera, tylko wyglądało to jak stojak do nut który otaczał mikrofon od tyłu i boków co miało dać efekt jakiegoś tam wygłuszenia;] jak to działało nie wiem

No, no... niezła sztuka!

Godzilla, na Arsenale jednak coś było. Widzialam tam jeden obraz,ktory do dziś pamiętam. Wywołał we mnie niesamowite wrażenie. Bodajże był to rok 88? Stojaka na nuty i śmieci nie pamiętam.

pytanie

Mój kolega szuka stojaka na nuty. Czy macie może jakiś niepotrzebny, który moglibyście pożyczyć lub sprzedać?

1

może po prostu jakiś stojak na nuty spełni te funkcję?

Nasze Pulpity

tak samo mówimy na pulpity w szkole muzycznej (stojaki na nuty xD) więc mi się skojarzyło

A bambusy są wyraźne tylko w glupim formacie mi się screen zrobił

Sprzedaż kibordu

380 zł i masz z transportem <stojak,to rebło i nuty xD>

Wieża Magów

Gdy odchodziłeś starzec posmutniał nieco - A... Za 4 srebrniki? - Jednak wszedłeś do wieży. W środku wydawała się większa niż z zewnątrz, może to jakieś zaklęcie? W każdym bądź razie udałeś się na górę. Były tabliczki gdzie wskazywały drogę, podpisywane były pomieszczenia. Niektóre były niejasne, bo albo zamiast strzałek były jakieś dziwne znaki, bądź te wskazywały na ściany czy inne absrurdalne miejsca. Może tylko magowie wiedzą jak tędy przejść? W każdym bądź razie droga na piąte piętro była przejrzysta, przejrzysta ale i coraz bardziej uciążliwa. Gdyby nie było się uważnym można było by dostać jakimś lecącym po eksplozji garnkiem, kulą ognia wynikłą z kłótni magów, czy innym bóg wie czym. Ominąłeś wszystkie przeszkody wspinając się po schodach, aż w końcu na czwartym piętrze usłyszałeś już dobiegające z góry dźwięki, ekhm, muzyki...

Gdy wszedłeś na piąte piętro nie było tutaj nikogo. Przez chwilę urzałeś jakiegoś kota biegnącego na dwóch łapach, bo dwoma przednimi trzymał uszy i w pośpiechu ewakuował się z tego piętra. Nic dziwnego. Okrągłe pomieszczenie wypełniał jedynie dźwięk fałszujących instrumentów, trąbki oraz skrzypiec, oraz... Jakiś pojedyńczych przekleństw i krzyków. Wysoki męski - Koei! Nie przykładasz się!! - Oraz leniwy, damski - Wejrzyj prawdzie w oczy Kozber, oszukał nas... - Podszedłeś do drzwi z których wydobywał się ten okropny odgłos. Podpisane były "Mag iluzji Koei - Reklamy, bezpieczne wizualizacje i fajerwerki na każdą okazję". Zapukałeś, i otworzyłeś drzwi. Dźwięk trąbki i skrzypiec nagle się urwał, po czym ujrzałeś nieduże kwadratowe pomieszczenie. Najpierw jednak ujrzałeś zgrabną, o jasnej karnacji kobietę. Miała krótkie czarne rozczochrane włosy, zielone oczy, a na sobie fioletowy frak z żółtymi nitkami tworzące kwiatki i pnącza na rękawach. Do tego zielone spodnie i czarne buty. Siedziała rozłożona, z nogą na nodze na czerwonej sofie pod ścianą, i trzymała w ręku książkę. Drugi grajek stał po środku przed stojakiem na nuty. Ten był ciemniejszej karnacji, również o ciemnych, ale wylizanych do tyłu włosach i o oczach w odcieniu czerwieni. Przyodziany był w długie jasno-brązowe szaty. Ręce miał założone do tyłu. Dopiero potem zauważyłeś na środku, wiszące w powietrzu dwa instrumenty. Smyczek uniósł się w górę odrywając od skrzypiec, zaś magowie spojrzeli na ciebie nieco tępo.

W końcu kobieta zamknęła książkę, postawiła jedną z nóg na ziemi, nadal jednak leżąc - W czym mogę pomóc? - Spytała od niechcenia - Jak chcesz reklamę to przyjdź jutro, dzisiaj sobie wolne zrobiłam.

!BARIMBAU!

W okresie niewolnictwa Capoeira pozbawiona była instrumentów muzycznych. Z biegiem czasu, stając się coraz bardziej "wolną" sztuka walki, roda zaczęła obfitować w instrumenty, które do dziś dzień nadają jej specyficzny wymiar.

Do głównych instrumentów należą :

BARIMBAU

Berimbau : Jest najważniejszym instrumentem w bateria. Dyktuje rytm i rodzaj gry odbywającej się w roda. Wraz z klaskaniem w dłonie, śpiewem oraz pozostałymi instrumentami muzycznymi tworzy nastrój oraz napełnia graczy energią.
Berimbau wykonany jest z drewnianego łuku (verga), na którym napięta jest struna (arame). Pudło rezonansowe stanowi sucha i wydrążona tykwa (cabaça ). Grający na niej Capoeirstas może osiągnąć rożne modulacje tych samych nut poprzez przyciskanie lub tez odsuwanie tykwy od brzucha. Przymocowana jest sznurem do dolnej części kija z napiętą struną. Kamyk (pedra) lub moneta (dobrāo) służy do zmiany tonacji natomiast patyczkiem (baqueta) uderzana zostaje struna instrumentu wytwarzając dźwięk.

Oto kilka podstawowych rytmów na berimbau:
Sao Bento Grande de Angola x x o o
Sao Bento Grande Bimba x x o o
Benguela x x o
Angola x x o
Samba 1 o : o : x x x o : o o x x
Samba 2 x x o : o o x x x o : o o

pełny o pusty x szeleszczący

CAXIXI

Caxixi : to grzechotka w kształcie koszyczka wykonana z wikliny lub słomy z ziarnami i drobnymi kamyczkami w środku. Trzyma się ją razem z baquetą i w czasie gry wzbogaca dźwięk berimbau.

BATERIA

Bateria : złożona jest z trzech, różnie brzmiących Berimbau. Jest to zależne od rodzaju tykwy:

Gunga : ma najniższy dźwięk przypominający bas.

Medio : ( inaczej "de centro" ). Pełniąc role podobną do gitary rytmicznej nakłada się na rytm grany przez gunga.

Viola : (violinha) ma najwyższy dźwięk.

PANDEIRO

Pandeiro : jest to instrument ogólnie nazywany jako tamburyn. Różnica tkwi w wykonaniu a mianowicie, ilości dzwonków oraz naciągiem wykonanym ze skóry

ATABAQUE

Atabaque uży bęben stawiany na stojaku, wykonany z wydrążonego pnia drzewa z napiętą na nim skóra..

RECO-RECO

Reco-reco : ówcześnie instrument wytwarzany z trzciny cukrowej lub bambusa. Teraz wykonana z drewna rurka z wyżłobionymi rowkami. Do gry używa się drewnianego patyczka.

AGO-GO

Ago-go : (krowi dzwonek )- Na zakrzywionym uchwycie umieszczone są dzwonki, które potrząsa się drewnianym kołkiem wytwarzając pożądany dźwięk.

[-100-][NATURE] Ostatnia aktualizacja 8.10.2007! str5

Siema!
To chyba pierwsze akwa z HQI na LFA
2x70W wieszaczek DIY wykonany ze stojaka na nuty Wygląda trochę obskurnie ale niedługo to się zmieni.
Planuje zrobić osłonki na lampy z nierdzewki.

Odnośnie zdjęć:
Kabel który wisi swobodnie będzie zaczepiony o wieszaczek.
W siateczce która leży na akwa jest ikra gertrudek.

Jak pisałem wcześniej rośliny rosną tyle że powoli. Rotale zaczynają puszczać boczne pędy. Amania gracilis też bardziej na boki idzie bo z 1 łodyżki nawet 4 odnogi (zdjęcia niżej) jak narazie 3ma się bez problemów. Poszukuje Micranthemum umbrosum i innych zielonych roślin np.dużego heńka (bo ciut za czerwono w akwa) a przez allegro nie zawsze sie trafi dobry podwodny towar.
Glony? - taki problem to nie problem chociaż obawiam się ich teraz bardzo. Musze uważać na to co leje do akwa (np.dziś 4 krople kwasu orto-fosforowego ph.6.5; po4 - 0.5)

całość

boczkiem

z góry

Rotala marcranda 'small leaf'

Amania glacilis

Dori - Dodam że ten paletek już nie urośnie!


Pozdrawiam i zachęcam do komentowania

mankey

The Beatles

Cytat: Witam!

Moja znajomość z Beatlesami zaczęła się od LP "A Hard Day's Night", jeszcze na winylu. Przez długie lata to była jedyna ich płyta jaką znałem. Potem od kolegi zapoznałem składanki czerwoną "1962-1968" i niebieską "1968-1970" i to było to. Jak tylko uzbierałem trochę grosza to leciałem do sklepu i nabywałem kolejne kasety. A potem słuchałem ich na okrągło, i tylko ich. Im bardziej ja ich uwielbiałem tym bardziej moja rodzina miała ich dość ... Niestety zainteresowałem się też samym zespołem, nie tylko twórczością i przeczytałem kilka ich biografii i bardzo w nich zwątpiłem, bo to co wyprawiali poza płytami to było dla mnie czyste szaleństwo. Odstawiłem ich na dość długo, całe szczęście piosenki obroniły się same i już nie zbierają kurzu na stojaku tylko są co rusz odświeżane.
Ulubionej piosenki nie mam, wszystkie mi podchodzą a większość nawet bardzo. Mam za to kilka ulubionych fragmentów piosenek jak na przykład początek "I feel fine" - takie smaczki małe

Ech... łezka w oku się kręci...
Idę ich posłuchać

Pozdrawiam



Podobnie zacząłem swoją znajomość z tym zespołem. Z tym że składanka czerwono-niebieska była podzielona na lata 1962-1666 i 1966-1970 z dołączonymi tekstami wszystkich piosenek. Tak zaczęła się moja przygoda z językiem angielskim. Wogóle Beatlesów poleca się dla początkujących w nauce tego języka. Mialem wtedy 10 lat i oszalałem na ich punkcie. Pierwszą piosenką, dzięki której się to zaczęło była "All my loving" z LP "With The Beatles". Zacząłem zbierać kilka ich kaset i wkrótce na TVP1 w 25 rocznicę rozwiązania zespołu emitowana była ich antologia w wersji filmowej. Nagrałem wszystko na video. Dzisiaj niestety mam tylko jedną kasetę (do momentu Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza). Druga zaginęła. Kiedyś odłożę pare złotych i kupię na DVD.

A odnośnie ich życia poza muzyką, to który artysta w tamtych czasach robił inaczej?

Urzeka mnie przede wszystkim ich humor. Nie nawidzę angielskich komedii, ale ich filmy jakoś do mnie trafiły. Do tego stopnia, że weszło mi to w krew i często jak w "A hard day's night" przy piosence "Can't buy me love" wygłupiam się biegając i skacząc po polu

Ja, jako muzyk - samouk, w pierwszej fazie samonauczania korzystałem z nut przede wszystkim ich piosenek. Ich kompozycje są zarazem najprostsze w odbiorze i interpretacji, jak i najbardziej ...hmm... fantrazyjne - wolne od wszelkich reguł i muzycznych schematów. Nikt (poza Mocartem) nie potrafił tak zgrabnie łączyć wszystkiego w całość. Mimo, że tworzę zupełnie inny styl, są oni do dziś moją główną inspiracją.

Wiele zespołów było fabryką hitów - oni byli najszybszą.

MUZYKA FILMOWA - SOUNDTRACKS

No w sumie racja, ale muza swietna.
Ja wczoraj spojrzalem na moje stojaki z plytami i puscilem sobie nute z Amelii - cudowna jest ta francuska muzyka na akordeonach...

Rozdział I, Epizod I

Otwierasz powieki...
Z początku trudno zobaczyć to co cię otacza. Skupiasz wzrok na suficie i podnosisz głowę z łóżka... Gustowne krzesła w secesyjnym stylu, lustro, toaletka. W pokoju w którym się znajdujesz są dwa okna przepuszczające bardzo wygaszone światło. Spuszczasz nogi na podłogę. Wzrok pada na dół. Kapcie z napisem SilverThrone. Nagle spostrzegasz, że jesteś nagi! Szybko zasłaniasz genitalia prześcieradłem, zastanawiając się co tu robisz...
Ostatnia noc? Gdzie ja jestem?
Tysiące myśli... Pomimo wysiłku nie możesz nic skojarzyć. Zaczynasz zadawać sobie bardziej podstawowe pytania, jak się nazywasz, ile masz lat? I znów pustka, zmieszana ze złością i bezsilnościa.
- Żesz kurwa mać...
Ciągnąc za sobą prześcieradło, dochodzisz do okna. Szukasz jakiegoś systemu podniesienia żaluzji. Bezskutecznie, jednak przypadkowo odsłaniając firanę dotykasz szkła i nagle ciekłokrystaliczne okno blednie wpuszczając do środka dzienne światło. Nie przyzwyczajony wzrok dostosowywuje się ociężale niczym parowa lokomotywa. Twoim oczom pojawia się miasto...
Nie potrafisz go skojarzyć jaką ma nazwę. Może je wcześniej widziałeś a może nie. Szukasz wzrokiem jakiegoś charakterystycznego obiektu. Tuż obok budynku przelatuje policyjny pionowzlot na sygnale. Na kadłubie policja napisana jest trudnymi do określenia znakami. Chiny? Korea? Japonia?
Zerkasz w doł i widzisz, że jesteś na jakiś pięciuset metrach nad ziemią, tak że jakieś drobne chmurki otaczają wieżowiec tuż po twoimi stopami. Pytań jest coraz więcej. Ponownie wysilasz umysł. Zero skojarzeń. Powiązań...
Twój wzrok pada na krzesło, na którym leżą spodnie, bielizna, podkoszulka... Tuż obok stojak z koszulą i marynarką. Porzucasz prześcieradło i nerwowo się ubierasz... I znów zaskoczenie. Trochę te spodnie przyciasne jak na twoje atletyczne nogi. Marynarka jakby za mała o 10cm. Na brzuchu "kaloryfer" więc co się dziwić.
- Niech to szlag...
Wciskasz się w łachy. Zapinając spodnie czujesz w kieszeni portfel. Wyciągasz i otwierasz, ze środka wypada karta. Podnosisz ją z podłogi. Znów cholerne robaczki. Przeglądając portfel wyciągasz podobne karty. Znów robaki... Troche gotówki. Cyfry znasz, ale nie wiesz co to za waluta. Kątem oka zauważasz odbicie w lustrze. Sylwetka drwala, potężny kark i łysa wygolona na zero głowa. Na twarzy potężny tatuaż z nutą fanatyzjnych kształtów płomieni zakrywający pół twarzy. Czy znasz tego faceta?
Nagle dociera do ciebie nowy dźwięk. Jednostajny szum dobiega zza drewnopochodnych drzwi. Zbliżasz się do nich. Powoli je otwierasz. Szum wzmaga się. Brzmi jakby była to woda dochodząca z łazienki. Drzwi są niedomknięte. Ze środka wydobywają się obłoczki pary. Cicho podchodzisz do drzwi łazienki, zza pomarszczoną folią kąpiel pod prysznicem bierze... facet!!!

SPRZEDAM ROLAND EXR 5s

Stan Bdb
W skład zestawu wchodzi :

Stojak
podstawka do nut
zasilacz
instrukcja w języku angielskim
CD

gg: 5102751

ODBIÓR OSOBISTY (woj.śląskie) Pozdrawiam
Cena: 1300 zł

Mariusz "Georgia" Pieczara?

Kolega podał temat,to wypowiem sie po raz kolejny,bo zdania nie zmienię.
Georgia to dla mnie tylko i wyłącznie zbyteczny element choreografii na koncertach LP.
A jak oglądam juz choćby świetny koncert Bo&Ku z Mrągowa i widze tego koleżkę ze stojakiem do nut to... każdy chyba był kiedyś na weselu-tam jest to reguła,weselny muzykant obowiązkowo takowy sprzęt posiada,bo bez tego ani rusz
Georgii ani nie słychać podczas grania numerów LADY PANK-czyli zagadką pozostanie wystawianie tego kolezki na scene-chyba,że to maskotka kapeli.Gdyby był on dobrym muzykiem to powiedzmy sobie jasno,że Janek nie wprowadzałby do kapeli w zastepstwie żadnych Winnickich,ale dał pograc Pieczarze.Niestety widać go i powiedzmy sobie szczerze,widze go w takich kapelach jak np.Sumptuastic czy też w jakimś boys-bandzie,gdyz kolezka ma wygląd raczej dancingowy-rock'n'rolla tam nie widzę(te piekne biało-czarne buciki potwierdzaja,że bliżej mu do parkietu niz do rock'n'rolla)
Wiemy dobrze co jest prawdziwym powodem,że Janko daje mu zarobić na zycie.
Troche mnie to dziwi,ze Jan go wystawia na scene,bo jego idole Stonesi,aby nie burzyc legendy nawet klawiszowca chowali za kurtynę podczas koncertów.VAN HALEN sam grał partie klawiszy,albo "szły" z mini-discu,a KORN drugiego wioslarza wystawiają całkiem z boku,aby legenda była legendą i miejsce nalezne ludziom,którzy zasłuzyli sobie na udział w tej legendzie(tutaj mam na mysli Head-a) zawsze będzie zarezerwowane tylko dla nich.Chyba,że ktos wnosi cos do kapeli w sensie artystycznym lub muzycznym-wtedy ok,jest to nowa jakość,ale w tym przypadku nie ma o czym mówic.
Gdyby w tym miejscu stał na scenie np.wentylator to robiłoby to na mnie dokladnie takie samo wrażenie
Udział tego kolezki w moim ukochanym zespole jest żartem.

wk 3000 problem z smart media pomocy !!!

kupiłem wk 3000 na allegro za 1230 zł razem z stojakiem nutami , keyboard ma 33 miesiące gwarancji jeszcze a karte Smart media kupiłem osobno też na allegro .

Wioślarskie dywagacje

Trochę Ci zazdroszczę! Pamiętam zapał i emocje początków swojego grania pod prądem (będzie już z 15 lat) ... Miałem wtedy taki defilowski wynalazek podłączany do radmora z altusami 75 (to było prawdziwe cudo nadmorskiej elekroniki wystane nocą w kolejce). Potem u Waldka Tkaczyka (wstyd mu dzisiaj rękę podać, no ale jeść trzeba) w Sopocie nabyłem kopię strata by Hohner. I na tym już można było jako-tako grać. Do tego rzemieślniczy distortion i można było coverować metalikę. Piękne to były czasy. Bez pieniędzy w kieszeni i bez porządnego sprzętu w sklepach (perkusję kupiliśmy okazyjnie w likwidowanym pegieerowskim domu kultury, gratis dorzucili nam ze 30 ... stojaków na nuty ) skupialiśmy się na graniu, a nie na bajerach. No i dziewczyny były bardziej alternatywne, a nie zdiskomanione jak dzisiaj. Milsze to były muzycznie czasy dla polskiej sceny rockowej.

Teraz kiedy wiem już mniej więcej jaka jest sytuacja czas na diagnozę. Nie będzie brutalna: możesz kupić cokolwiek Ci pasuje

OLP na pierwszy rzut oka wydaje się toporne, słaba jakość wykonania (gryf - surowy kawałek drewna), plastikowe siodełko, niemarkowy osprzęt.

Jeśli odpowiada ci stratocaster, to za taką cenę warto rozważyć Flame Bell II S (965 zł w bigbeat.pl). To już jest prawidłowo pod względem lutniczym wykonany instrument, sezonowane dobre drewno, mechanika schallerowska, siodełko roller-nut, wersja sunburst z pełową maskownicą, jest układ fatstrat S-S-H. To solidny amatorski instrument, który po wymianie przetworników (zdecydowanie polecam olsztyńskie merlin pickups - ręcznie robione humbuckery są baaardzo dobre!) wystarczy na lata bez kompromisów.

Dla siebie początkującego wybrałbym Bella II S z merlinowską zebrą przy mostku plus dobry przester w kostce. Ale możesz się nie sugerować, bo to jest efekt starczego konserwatyzmu, stałem się takim gitarowym Lemem: zaczyna mi wystarczać fender + kabel + marshall Koniec ze mną.

Natomiast jeśli zdecydujesz się na MM1 (co pewnie nie będzie złym wyborem) rozważ dokupienie mocnych przetworników EMG - w axisie miałem EMG81 i skutek był jak z początków Genesis

Rozważania nad zerwaną przez dresiarzy pacyfką

Bo zerwali mi niedawno pacyfkę bardzo cenną dla mnie, bo podarowaną przez Zuzę, i wyrzucili ją w krzaki. Było ciemno, więc nie mogłem jej znaleźć. Przebywałem w towarzystwie, dobrze więc, że nie skończyło się to większą awanturą.
- Co ty pacyfkę nosisz?
- Każdy ma prawo nosić chyba, co mu się podoba, nie?
- Co, kurwa, podoba! Może swastykę będziesz nosił jeszcze, co?
- A co to ma wspólnego?
- Co, kurwa, wspólnego!?
I tak dalej, do nikąd.

I nie będę już nosił pacyfki. Noszenie pacyfki jest sprzeczne z ideami, które pacyfka niesie. Jest prowokująca. W naszych warunkach kulturowych i społecznych. Zresztą - kto oprócz pacyfistów i dresiarzy wie, co oznacza pacyfka? Ostatnio zapytano mnie czy to znak satanistyczny.

Co zrobiłby Chrystus, gdyby został napadnięty przez ówczesnych dresiarzy?

Zrobiłby cud? Chyba nie, nie chciałby się cudem zasłaniać wobec zdarzenia, które może się przydarzyć każdemu z jego wyznawców i naśladowców.

Pozwoliłby się złupić, zbić, zabić? To by przedwcześnie zjednało mu przeciwników i niedowiarków. Bo co mówiono pod Krzyżem przecież? "Niech cię ojciec uratuje! Dlaczego teraz nie chce ci pomóc!?"

Co mam robić ja?

"Kiedy ktoś uderzy cię w jeden policzek, nastaw mu drugi".

Dresiarze chcą mi z robić z gęby lądowisko. "Bijcie" - mam rzec? Zbiją. I łatwiej im będzie szukać następnego, gdy znów zechce im się przetrzepać komuś skórę. To będzie podanie zła dalej.

Ale skąd ja to wiem, co oni zrobią, jeśli ja powiem: "bijcie"? Może pomyślą: "pomylony jakiś" i pójdą sobie. Może mi tylko spluną w twarz czy pod nogi, popchną tylko na chodnik. I drugi raz pomyślą może (naiwność?), zanim zechcą podobnego zakłopotania znów doświadczyć? Bo dla pewnych umysłów zakłopotanie jest bardziej niepożądanym uczuciem niż upokorzenie nawet.

Może tak by było, gdyby to "bijcie" wypowiedziane było z przekonaniem, wiarą w słuszność Chrystusowej "idei drugiego policzka". Lecz ja nie mam prawdziwej wiary w tę słuszność. Kiedy ktoś próbuje mi coś wydrzeć przemocą, nie daję. Reaguję postrachem. I ten ktoś pewnie próbuje dalej, u kogoś innego. Musiałbym go pobić, zmasakrować, żeby nie odważył się więcej nikogo zaczepiać. A i to nie wiadomo. Zaś bicie i masakrowanie - już nie rozumowo nawet - sumiennie - jest czymś krańcowo mi obcym. A żeby osiągnąć tę wspomnianą prawdziwą wiarę, trzeba mi... wiary w ogóle więcej. Teraz z mojego chlebaka wystaje wysuwalny pręt ze stojaka na nuty, którego może bym dobył, gdyby mnie napadnięto.

Rozważania nad zerwaną przez dresiarzy pacyfką

Krótko mówiąc uważajcie na hipisa ze stojakiem na nuty w chlebaku. "Bijcie" - mam rzec?

internet to przekleństwo
http://polek.schronisko.a...rozwazania.html

Rozważania nad zerwaną przez dresiarzy pacyfką

Stojak do nut w plecaku? Do jakich, kurwa nut Nie dość, że pacyfista, to jeszcze smutny grajek z egzystencjalną muzą dla wyalienowanych licealistów?
Mamy kije bejzbolowe dla Apolinarych.

Kupię perkusję!!!

"CENA DOTYCZY TYLKO STOJAKA NA NUTY" To dlatego chyba tyle kosztuje.

Sprzedam Korga PA1X-PRO z dyskiem twardym

Sprzedam KORG PA1X-PRO z dyskiem twardym. Stan idealny - nigdy nie grał poza domem. W komplecie instrument, stojak na nuty, instrukcja angielska w formacie pdf na dysku CD, kabel zasilający. Instrument do odbioru w trójmieście na poczatku marca. Cena 6700 do uzgodnienia.

[S] syntezator Casio CTK-531

Sprzedam syntezator Casio CTK-531, stan bardzo dobry, praktycznie nie używany, idealny do
nauki gry.Dołączam stojak na nuty, zasilacz oraz stojak na syntezator. 508857917 gg:962059

Gwiazdka 2008

Stojak na gitarę, pulpit na nuty, płyta Led Zeppelin - IV, kalendarz z mądrościami na każdy dzień, skarpetki (wbrew pozorom bardzo cieszę się z tego prezentu:) i 100 zł.

PBF - K"ebo

Gdy gospodarz pozwolił nam zostać miny pozostałych mężczyzn były nieufne. Najgorzej decyzję przyjął Daner, skrzywił się pomimo tego, że Jedari przytulała się do niego. Jego wzrok nie był przyjemny, ale uniknąłem go patrząc się na Galora, to z nim rozmawiałem. Kątem oka zobaczyłem, że dziewczyna mocniej przytuliła się do niego, pewnie i tak nie się pokłócą. Nie chciałem być powodem konfliktu, bo trzeba by poszukać jakiejś innej pracy. Poczułem ulgę, gdy pan domu wstał i kazał nam iść za sobą. W przedpokoju założyliśmy płaszcze i wyszliśmy na zewnątrz. Nie szliśmy długo. Naszym celem była szopa obok tej, w której znajdowało się drewno. Była większa i zamykana była na kłódkę. W środku znajdował się skład narzędzi.
- Będziecie potrzebować dobrych toporów.
Galor stanął na środku pomieszczenia i rozejrzał się dookoła. Po chwili podszedł od ściany. Stał tam stojak w którym znajdowały się siekiery. Mężczyzna obrócił się jeszcze raz i zmierzył nas wzrokiem, kiwnął głową i wziął dwa, które uznał za dobre. Stałem kilkanaście stóp od niego.
- Łap Damen. - powiedział rzucając mi topór.
- To dla ciebie. - i rzucił po raz drugi, tym razem do Tramala.
Złapałem rzucony przedmiot dwoma rękami. Byłem przyzwyczajony raczej do miecza, ale lata spędzone na statku zahartowały mnie. Drewniany trzonek był dobrze wyszlifowany i pasował mi do dłoni, na jednym z jego końców znajdowało się ostrze siekiery.
Galor podszedł do przeciwnej ściany, zdjął gruby materiał zasłaniający szlifierkę. Powiedział uśmiechając się:
- Tępą siekierą niewiele zdziałasz.
Spojrzałem na swojego towarzysza, znałem go na tyle dobrze, że nie musiałem pytać. Podszedł do szlifierki i usiadł. Kilka dłuższych chwil przyglądał się uważnie toporowi po czym ruszył kilka razy nogą obracając koło szlifierki. Spojrzał jeszcze raz na ostrze i rozpędził kamień. Przyłożył metal do szlifierki i rozpoczął pracę. Czekając na swoją kolej przyglądałem się ostrzu danej mi siekiery i gospodarzowi, który przyglądał się jak pracuje Tramal.
Gdy usiadłem przy szlifierce skupiłem się na pracy. Nie wiem jak długo ostrzyłem topór, ale gdy skończyłem byłem zadowolony z efektu. Gospodarz chyba też, bo gdy skończyłem powiedział z nutą zadowolenia w głosie:
- Czas coś zjeść. Siekiery połóżcie tutaj. - mówiąc ostatnie zdanie wskazał miejsce.
Wyszliśmy z Tramalem z szopy. Gospodarz zamknął kłódkę i poprowadził nas do domu. Gdy weszliśmy przywitał nas miły zapach jedzenia. Spacer i odrobina pracy zaostrzyły mi apetyt.
Weszliśmy do jadalni, przy stole pozostały trzy wolne miejsca. Jedno dla gospodarza i dwa dla nas. Tramal wyprzedził mnie i usiadł pierwszy, musiałem usiąść obok Danera. "No cóż... i tak zjem obiad." - pomyślałem. Zazdrosny mężczyzna nawet nie próbował się przesunąć, by ułatwić mi siadanie. Nie przeszkodziło mi to jednak i po chwili jadłem już gorącą zupę podaną przez Jedari.
Post był edytowany przez autora dnia 03 15 2005 o godzinie 22:26

ARMIA CIEMNOŚCI-ZEBRANIE

-Ile można? Zaczyna mi sie nudzić... a nikt nie bedzie zadowolonych z efektów mojej nudy... - w jej głosie zabrzmiała złowieszcza łobuzerka nuta.
Harminim zaśmiał sie cicho i podszedł do nimfy
- Skąd ja to znam - połozył jej dłoń na ramieniu, a jego uśmiech nieco się zmienił, bliźniaczki doskonale go znały, ale na szczęście nie było ich tutaj - Chodźmy, posłaniec dostarczy twój naszyjnik na dwór razem z zapakowanymi zakupami. Masz może ochote odpocząć w pewnym ciekawym miejscu?

Haruka trochę spochmurniała. Erachne wyraźnie pokazywała swoje humory i trzeba to było jakoś ukrócić. Problem w tym, że ona nie za bardzo wiedziała jak to zrobic. Ze smokami zawsze był problem. Były bardzo niezalezne i rzadko słuchały kogokolwiek. Trzeba było mieć siny charakter żeby je sobie podporządkować, a skoro Erachne przestawała jej słuchac...
- Dość - powiedziała sobie stanowczo - to nic nie da.
Haruka weszła do zbrojowni. Zbrojmistrz własnie grzebał się przy jej zbroi. Usmiechnęła się lekko i podeszła do niego. uniósł głowe. Jego brazowe oczy roszerzyły sie w zdziwieniu, ale zaraz potem wyraxnie się rozpromienił
- Witaj moja pani!
- Witaj. Widze, ze bawisz się z moją zbroją.
- Nie zawałabym tego zabawą - spojrzął na nią krytycznie - Wole nie pytać co ty w tym robiłaś, ale dawno już ta zbroja nie wygladała tak źle. Da się ją połatać nowymi elementami ale zastanwiam się czy nie będzie wiekszego sensu w zrobieniu nowej. tym bardziej, ze akurat nie mam wszystkich potrzebnych materiałów.
Haruka zamyśliła się. Zbrojmistrz był znany ze swojej dokładności i rzetelności. Skoro sugerował zmiane oznaczało to, ze było to najlepsze wyjście. Wiedziała już tez co zrobić z Erachne.
- Posle Erachne z wiadomością do Quadarin. Może zdążą przysłac ją z powrotem przed naszym wyjazdem.
- Tak z ciekawości. Czy ta rysa... - zawiesił głos i zobaczyła w jego oczach błysk niedowierzania.
- Tak -mruknęła niechętnie przygladając się ryzis zrobionej prze bełt - To była strzała drowów.
- Zdecydowanie potrzebujesz nowej zbroii - elf pokiwał głową niezadowolony - Nie ryzykowałbym, że uzupełnione łuski zawiodą.
- Dobrze, wieczorem posle Erachne do Eraddaar. Na placu jest pusto? - zapytała ruszajac do drzwi
- Tak, pewnie. teraz mało kto tam ćwiczy. Cała młodzież jest u księżnej Haynny.
- Czyli matka ma urwanie głowy - zaśmiała się cicho Haruka. Zanim wyszła na plac treningowy zabrała jeszcze ze stojaka łuk, kołczan i strzały. Trzeba się pozbyć resztek eliksiru z organizmu, a najlepszym sposobem oprócz odpoczynku był wysiłek fizyczny.
Ustawiła się w sporej odległości od tarczy, przypieła do uda kołczan i umieściła w nim pierwszą partię strzał. Łuk, który ze sobą wzięła miał wiekszy naciag niż te których z reguły używała, ale przeciez chciała oderwać swoje myśli od bieżących spraw i zmusić mięsnie do wysiłku. Naciagnęła cięciwę do samego kacika ust i spuściła strzałe. Nie był to najcelniejszy strzał, ale nie szkodzi, pomyslała, w końcu wprawa wróci.

--
tashika ni hitotsu no jidai ga owaru no o boku wa kono me de mita yo
dakedo tsugi ga jibun no ban datte koto wa shiritaku nakatta n da

Ayumi Hamasaki - "Duty"
Post był edytowany przez autora dnia 04 24 2005 o godzinie 20:19

Plan Zemsty Akt I - Powrót

Strażniczki, używając siły i przymusu gdy tylko było to możliwe, poprowadziły Siriona niejako znanymi mu już korytarzami. Wpierw na piętro poniżej, potem zaś ku magazynowi, skręcając jednak w odnogę, którą bohater uprzednio omijał w przebraniu.
Po przejściu większej części długiego korytarza i przekazaniu rozkazów kilku drowom, skręcili po raz kolejny w prawo, ku sporemu holowi. Jego przeznaczenie było bliżej nie okreslone, posiadał jednak cztery prostokątne kolumny, zaś jego centrum, znajdujące się między nimi było obniżone o jakieś pół metra. Sprawiało to, że większa część pomieszczenia stanowiła tzw. 'basen', reszta zaś, dawała możliwość jego okrążenia.
Z tego pomieszczenia skręcili w lewo, gdzie znajdowały się kolejne, prowadzące w dół schody.
Najniższe piętro wyglądało podobnie do poprzedniego, sprawiało jednak wrażenie mniej żywotnego i bardziej opuszczonego.

Tutaj strażniczki nieco zwolniły, zupełnie jak gdyby chciały, by bohater miał szansę dokładnie przyjrzeć się okolicy. Po niedługiej chwili zaś, było się czemu przyglądać.
Po przejściu kawałka korytarzem i minięciu kilku par drzwi skręcili w lewo w korytarz kolejny. Ten zaś już przy pierwszej parze otwartych drzwi dostarczył Sirionowi nie lada atrakcji. Zarówno wzrokowych jak i zapachowych.
Jeszcze nim zdążył zajrzeć do środka, w nozdrza uderzył go silny zapach o metalicznym posmaku. Krew.
Pomieszczenie dość sporych rozmiarów. Na pierwszy plan wychodziło umocowane do podłogi krzesło z zestawem kajdan i pasków do uwiązania kandydata na karmę dla vidrai. Podłoga wyścielona zeschłą roślinnością nie pozostawiała złudzeń skąd, bierze się ów uderzający zapach.
Przy ścianach znajdowały się stojaki z przeróżnej maści piłami, ostrzami, młotami i innymi urządzenia do dostarczania rozrywki uwiązanemu. W pomieszczeniu znajdowały się także inne, nieco większe urządzenia takie jak dwie drewniane belki ułożone w 'X', z kajdanami na każdym z czterech końców, stalowe łoże z otworami, które podpowiadały, iż coś z nich zapewne wychodzi, być może gorąca para, być może ostrza. Była tam także sławetna żelazna dziewica, czy coś przypominające koło od wozu. Bohater słyszał niegdyś do czego ono służy. Przywiązanemu doń szczęściarzowi łamano ręce oraz nogi, owijając je wokół brzegu okręgu.
Ściany, drzwi i sufit wyłożone były słomą, która doskonale tłumiła wrzaski i biadolenie.

To właśnie podczas przechodzenia obok tego pomieszczenia drowki najbardziej zwolniły.

Dalej znajdowały się cele. Stalowe drzwi z lufcikiem na poziomie oczu oraz drobnymi drzwiczkami przy ziemi. Wszystkie zamknięte.

Strażniczki zatrzymały się przy tych z numerem 5 wygrawerowanym na framudze. Khaili zerknęła przez lufcik do środka, Feriel zaś wyciągnęła w stronę bohatera otwarty worek.
- Powoli włóż tutaj wszystkie posiadane przez siebie przedmioty. Jedyne co ma na tobie pozostać to ubranie. - rzuciła spokojnie, jednak z pewną nutą groźby zawartą w głosie.

Tu Es Petrus

ja teraz poszaleję i się rozpiszę(a tego to możecie nie przetrzymać, ale to już wasz problem) 13 grudnia-jak dla mnie pamiętana data...o tym koncercie dowiedziałam się jakiś miesiąc przed tym "przedsięwzięciem" więc poczęłam zbierać pieniążki 4 grudnia uzbierałam sobie 55 zł i postanowiłam, że 6 grudnia ( środa, Mikołaj) pojadę na miasto po bilet. Okazało się ze moja koleżanka z klasy (Madzia) też chce iść na ten koncert (oczywiście ze względu na p.Janusza) więc zadzwoniłam do mojej sister Kini, czy chce iść z nami na koncert. Po jakiś 2 h Kinia zadzwoniła i oznajmiła mi, ze biletów nie ma od dawna. Postanowiłam z Madzią stać pod areną(bo tam był własnie koncert).
Spotkałyśmy się o 18.30 przed wejściem A. I tu winna wam jestem wyjaśnienia; do areny prowadzą trzy wejścia, wejście A-główne, wejście B-boczne, wejście C-dla artystów) Madzia przybyła z mamą, bo ta chciała ją odprowadzić. Mama Madzi powiedziała, że może będziemy miały szczęście i trafimy na "koników"-tzn. kogoś, kto bedzie miał bilety i nam odsprzeda. No to we mnie i Madzi napłynęła na nowo wiara w cuda.
O 19 koncert. Minęła 19. A my dalej pod areną...Już na scenę wyszedł facet, który tam wymienia sponsorów itp itd. Ja z Madzią, przyklejone do wejścia od areny miałyśmy łzy w oczach. I nagle >jak by anioł z nieba< podeszła do nas jakaś babka i zapytała się nam czy mamy bilet. My na to, że też chcemy od kogoś odkupić. Ona powiedziała, że może nam dać 1 (!) bilet. My na to, że troche szkoda, ze tylko jeden, bo byłyby potrzebne dwa, no ale zawsze coś.
Podbiegłyśmy do ochroniarza. Bardzo fajny facet, ale nie przekupny ( na początku ). No i my sie go pytamy czy by nas dwie nie wpuścił na jeden bilet,a on na to, że nie ma takiej możliwości. Ja tak patrze co już w arenie się dzieje, a tu już "Zdumienie" śpiewają...No to wpadłam w furię. Wychodziłam ze skóry, zeby tylko się tam dostać. No to zaczyna się "Strumień" i ochroniarz do nas, że mamy podejść pod wejście B. No to my biegiem pod B i nas wpuścił...Dosłownie miałam ochotę rzucić mu się na szyję
Tylko powiedział, ze nie mamy siadać na miejscu, które jest na bilecie. Więc bilet był za 55zł a my usiadłyśmy na miejscu za jakieś 70zł co najmniej
Koncert był miodzio. Na "litanii do każdziutkiego na ziemi" się poryczałam z Madzią. Na bisach Madzia tak zwinnie przedostała się pod scenę, że przesunęła kolumnę :oops:
Bisy wyglądały tak:
1. Niech mówią, ze
2. Będziesz miłował
3.Psalm dla ciebie
4.Niech mówią, że(w wykonaniu p.Janusza, Rubika, Jaremy i chyba Szomańskiej)
Tak się przyjrzałam Jaremie, ze zauważyłam, ze jest w ciąży
Po koncercie pobiegłyśmy pod C...Tam stała grupa z 6-7 dziewczyn. Podjechała taka cieżarówka, do cięższych instrumentów i facet zaczął wyjmować z niej takie materace, zeby się grajotka za bardzo nie potłukły. Na to tamte dziewczyny do niego, ze bardzo miłe ale nie zamierzamy tutaj spać. Na to on tak zaczął się z nas śmiać. Potem jedna z nich zaczęła im tam pomagać wkładac do środka jakieś stojaki czy pulpity na nuty.
I podjechała taka extra bryka. Wypolerowana, czarna, błyszczaca a za sterami jakaś blondyna. Potem się okazało, ze to Paskudzka.
Potem wyszła Słowińska, w genialnej czapce. Bardzo podobał się jej mój notatnik. Potem z areny wyszedł Rubik, pod obstawa ochroniarzy. No to ja do niego biegnę, on banan na twarzy, bierze długopis, już zaczyna jakby coś pisać, odkłada i idzie w długą. No to ja na głos :,,Rubik mnie olał!!!".
Z areny jako kolejny wyszedł Branny. I taki zdziwiony : ,,Pada? Idźcie do domu,bo zmokniecie" No to my do niego ,,Ale my na (p.) Radka czekamy" No to on się odwraca i woła ,,RADEK!!!"
Potem wybiegł Miecznikowski w genialnym, pomarańczowym szaliku. Napisał mi i Madzi autograf, no to ja mu ,,Bardzo dziękuję!" a on ,,Bo wy takie grzeczne..."
No i w końcu wyszedł MISTRZUNIO! W końcu tam do Niego podeszłam i mu daje notatnik. W ręce miał jakis wypisany długopis i tak próbuje cos nagryzmolić ale mu nie idzie i tak do mnie: ,,Kto coś takiego wymyślił? Przecież to jest jak papier toaletowy"! Dałam mu mój lepszy długopis, podpisał się i pojechał taxi...KONIEC :sunny:

Oto jak przejść 7 misję!

Prawdziwym autorem tego jest M512m
Oto źródło, z którego to skopiowałem: ://www.newspenguin.boo.pl/1,162,5,item.html
Screenów nie umiem dodawać więc przepraszam
Screeny znajdują się na stronie powyżej
1. klikamy 2 razy na G

2. klikamy na pierwsze zdanie

3. klikamy 5 razy na G i na pierwsze zdanie

4. klikamy 4 razy na G i na telewizor który miga

5. odchodzimy od telewizora jak już zobaczyliśmy co tam jest

6. klikamy jeden raz na G i na pierwsze zdanie

7. klikamy trzy razy na G i na pierwsze zdanie

8. klikamy dwa razy na G i na pierwsze zdanie

9. klikamy jeden raz na G i odwracamy się w stronę drzwi od gadet room'u

10. mamy tam 3 pułki na jakieś przedmioty zamknięte na kłódkę więc klikamy na tą półkę po środku

11. mamy tam kłódkę na hasło, a hasło brzmi "key"

[12. bierzemy elektromagnes do schowka

13. idziemy do gadget room'u i bierzemy koło ratunkowe

14. idziemy na beach i bierzemy wiaderko

15. idziemy do dock

16. widzimy tam dwa pingwiny

17. klikamy dwa razy na tego co trzyma kule ze śniegu i na pierwsze zdanie

18. klikamy pięć razy na pingwina tego co wcześniej i znowu na pierwsze zdanie

19. klikamy sześć razy na tego pingwina co wcześniej i na pierwsze zdanie

20. klikamy jeden raz na tego pingwina co wcześniej i zaczyna się gra o odzyskanie tarczy od zegara

21. spróbuje nieco pomóc w przejściu tej gry:
a) przed rzutem śnieżką ustaw rzut na najsilniejszy, czyli kliknij lewym przyciskiem myszy byle gdzie i jak wskaźnik ustawi się na full wtedy klawisz puść

b) rzucaj zawsze z wyprzedzeniem czyli celownik ustawiaj nieco przed tarczą (tym dalej jest pingwin tym dalej celownik)

22. klikamy sześć razy na tego pingwina który nie trzymał tarczy i wtedy ten co trzymał tarcze da ją nam więc ją chowamy

23. teraz dajemy im koło ratunkowe w zamian za tarczę

24. klikamy cztery razy na tego pingwina co daliśmy mu tarczę

25. idziemy do town

26. widzimy zielonego pingwina więc klikamy na niego dwa razy i następnie na pierwsze zdanie

27. klikamy znowu dwa razy na pingwina i na trzecie zdanie

28. klikamy dwa razy na pingwina aż da nam plany

29. idziemy teraz do snow forts

30. wyciągamy wiaderko i nabieramy wiaderkiem śnieg

31. idziemy teraz do pizza parlot

32. bierzemy do schowka kartkę z nutami

33. idziemy do stage

34. podchodzimy do fortepianu

35. wyciągamy kartkę z nutami i kładziemy na stojaku

36. teraz trzeba zagrać to co na tej kartce (po kolorach rozpoznajemy jakie klawisze wciskać ale ja je przy okazji po numerowałem)

37. jak zagraliśmy melodie (wystarczy jeden raz) powinien podejść żółty puffel, jak podejdzie odchodzimy od fortepianu

38. dajemy mu plany od zębatki z zegara

39. następnie dajemy wiaderko ze śniegiem

40. wykona on nam zębatkę więc chowamy wiaderko do schowka a następnie zębatkę

41. idziemy na ice berg'a

42. jak już jesteśmy odwracamy się w stronę zamarzniętej sprężyny

43. wyciągamy elektromagnes i klikamy elektromagnesem na ta sprężynę

44. chowamy elektromagnes i sprężynę do schowka

45. idziemy teraz do gadget room'u

46. wyciągamy sprężynę i kładziemy na taśmociągu

47. klikamy na dźwignie

48. klikamy na pierwszy guzik od prawej

49. klikamy znowu na dźwignie

50. chowamy sprężynę do schowka

51. wyciągamy zębatkę i kładziemy na taśmociągu

52. klikamy na dźwignie

53. klikamy na pierwszy guzik od lewej

54. klikamy na dźwignię

55. chowamy zębatkę do schowka

56. idziemy do snow forts

57. podchodzimy do zegara

58. wyciągamy zębatkę i kładziemy ją na wałku

59. wyciągamy sprężynę i kładziemy ją na siłowniku po lewej stronie

60. kładziemy celownik na wałku

61. odchodzimy od zegara

62. klikamy jeden raz na robotnika i następnie na komórkę bo nam dzwoni

63. dzwoni do nas miś polarny więc klikamy dwa razy na ten tekst i wtedy podchodzi do nas G

64. klikamy jeden raz na G i na pierwsze zdanie

65. klikamy dwa razy na G
66. KONIEC

Czy śniły Wam się kiedyś t.A.T.u. ?

Kilka moich starych snów :
Pierwszy sen polegał na tym, że byłem na ich wielkim koncercie w Polsce (nie wiem dokładnie gdzie). Świetnie się bawiłem, reszta tłumu również. Nagle Julia powiedziała że potrzebują kogoś do pomocy...Wiele osób było chętnych, ale wybór padł na mnie Nie mogłem przecisnąć się przez tłum, a więc na scenę dostałem się za pomocą... Gigantycznego wysięgnika który wysunął się ze sceny Na scenie regulowałem jakieś stojaki, a następnie śpiewałem "Malchik gei". Sen nagle się urwał.

Drugi sen był troszkę podobny... Tatki dawały koncert w kinie w Suchowoli (miasteczko, w którym się uczyłem )Lulia i Lena były super, występ był wystrzałowy. Na koncercie była cała moja klasa i osoby towarzyszące (wszyscy ubrani jak na studniówce) oraz kilka innych osób. Wszyscy byli tacy spokojni jak nigdy... Na widowni panowała taka melancholia, a nawet rzekłbym że był to marazm Powtórzyła się sytuacja z poprzedniego snu, kiedy dziewczyny wytypowały mnie na ich "pomocnika". Gdy wchodziłem na scenę, Sven ... zalotnie się do mnie uśmiechał ( ). Na scenie miałem okazję śpiewać NND i Malchik - gei (znowu ). Na widowni wszyscy trzymali się za ręce i uśmiechali, a kilka osób chodziło wte i wewte jak w transie... Pamiętam że byłem zajebiście szczęśliwy, niestety obudziłem się i sen się urwał...

Scenerią mojego kolejnego snu było moje byłe (niestety ) LO. Właśnie podążałem korytarzem na WF, gdy nagle ktoś krzyknął "koncert t.A.T.u. na hali" Wtedy wszyscy hop-siup biegiem na salę gimnastyczną ! Dobiegłem do hali, niestety wejście było zablokowane przez samych wysokich ludzi i nic nie mogłem zobaczyć... Słyszałem tylko LI. Po tym, jak dziewczyny skończyły śpiewać LI, przyszła nauczycielka z innej szkoły prowadząc z sobą dzieci z zerówki ( ) i robiąc im przejście... Wykorzystałem to to i wepchnąłem się wgłąb sali. Innym to się nie podobało, ale krzyknąłem "Ja też jestem mały! " Wtedy ujrzałem Lenę z Julią... Były bardzo grube Przywitały wszystkich zgromadzonych na sali (po polsku ) i zapowiedziały, że dadzą nam wystrzałowy show, jak z przed lat. Były ubrane w swoje szkolne mundurki, Lena miała również na nogach obleśne, tanie rajstopy. Tatuszki powiedziały, że zapomniały "akcesoriów" i poprosiły zerowiaków o pożyczenie ich plecaków na czas występu ( ) Po otrzymaniu plecaków, założyły je na plecy i zaczęły śpiewać Malchik - Gay. Sam występ jednak nie trwał za długo, gdyż dziewczyny nie dały rady zatańczyć układu do tej piosenki... Julia nie wytrzymała i rozpłakała się. Lena zaczęła ją gładzić po włosach, a Wołkowa na to "Jestem głodna" - po czym wyciągnęła z plecaka bułkę z masłem i zaczęła ją jeść Więcej nie pamiętam...

Następny sen to znowu koncert... Tym razem u mnie w garażu Jak zwykle chodziłem sobie po podwórku i nagle zobaczyłem, że jakieś światła z garażu biją... Biegnę tam i patrzę, a to t.A.T.u. ! Dookoła było kilkunastu fanów z Białegostoku, którzy dostali osobiste zaproszenie na ten koncert... Lena i Julia stały na "scenie" , zrobionej z kilku połączonych ze sobą desek... Gdy wszedłem do garażu, Julia kazała mi uklęknąć przed nią , co bez zastanowienia zrobiłem... Śpiewały AAU... Po tej piosence dały nam prezenty w postaci... Kartek z tekstami ich piosenek. Przy czym na jednej kartce A4 były wydrukowane wszystkie teksty taką drobniutką czcionką, żeby wszystko się zmieściło. Potem śpiewały "Doschitay Do Sta". Następnie Julia powiedziała, że zespół zapomniał nut do "220" i kazała mi przynieść jej moją komórkę, bo wie, że mam na niej wgrane "220" Przyniosłem jej szybko mojego Sony Ericssona i upadłem przed nią na kolana... Puściły muzę z komórki i zaczęły śpiewać - w momencie gdy miał zacząć się refren, Julia chwyciła mnie za głowę - zrozumiałem że chodzi o to, żebym się położył. Obydwie z Leną zaczęły mnie deptać... Nie pamiętam, jak skończył się koncert... Sen skończył się tym, że wszedłem do mojego pokoju i zobaczyłem Dziewczyny ubrane jak do "220" - Lena leżała na moim łóżku, a Julia siedziała przy kompie i grała w jakąś flashową gierkę... Uff...

dzwiek w linuksie


has been fingerprinted by Zbigniew A.:

Cytat:| Co trzeba zrobic, aby kilka programow moglo odgrywac kilka dzwiekow
| jednoczesnie (gdy odpale xmms inne programy czekaja az xmms skonczy
| odgrywac dzwiek) ?

Musisz wywołać demona! *



Charmiston obudził się potwornie skacowany - ostatnio zbyt wiele czasu
spędzał w karczmach. Aby się "odchamić" postanowił udać się wieczorem do
altuksdorfskiej Filharmonii. Przyszedł punktualnie, muzycy właśnie
stroili swoje instrumenty przygotowując się do występu, układali zeszyty
z nutami na stojakach, a niektórzy zaczynali już nawet wywoływać demony.
Charmiston lubił na to patrzeć, muzycy zwykle nie byli biegli
w demonologii ani nawet w magii Mniejszej Ścieżki, więc dosyć często
zdarzały im się pomyłki - w zeszłym tygodniu pewien podstarzały
klarnecista użył w obrzędzie przywoływania o jedną czarną różę za mało
i zamiast demona wywołał stadko krasnoludków, które zaczęły sikać po
publiczności - jak to krasnale.

Było to zabawne, ale zdarzały się już groźniejsze w skutkach pomyłki
muzyków - dwa lata temu pewna młoda skrzypaczka przed swoim pierwszym
występem w filharmonii zająknęła się podczas inkantacji (zapewne była to
wina stresu wywołanego premierą), lecz to niewinne przejęzyczenie słów
"suno hero" w "suno heroro" wystarczyło, by zamiast oczekiwanego
niegroźnego i przyjaznego demona wodnego pojawił się złośliwy demoniak
piaskowy.  Który w przeciągu pół minuty zjadł większą część skrzypaczki
i zabrał się za nogę siedzącego obok basisty.  Na szczęście tamtego
wieczoru na sali był też Młody Uczeń, który zręcznie przeteleportował
demoniaka gdzieś poza mury miasta (razem z basistą, no ale w końcu Młody
Uczeń nigdy nie był orłem w teleportacji selektywnej).

Duża część mieszkańców przychodziła na występy nie po to, by posłuchać
muzyków, lecz by popatrzeć na ich pomyłki. Paleta ich błędów była bowiem
bogata, rozciągała się od wywołania nagłej (natychmiastowej) biegunki po
spontaniczne samospalenie, a w tym roku zdarzyły się już nawet trzy
przypadki polimorfii! Niestety, Charmiston "załapał się" tylko na tę
biegunkę. Excentryczny Stary Miszcz opowiadał mu, że w pierwszych latach
istnienia Filharmonii zdarzały się dużo ciekawsze przypadki - np. gdy
grający na fletach bracia Petrina[1] upili się przed występem i próbowali
inwokacji w kanonie - udało im się wtedy wezwać około trzydziestu
sukubów. Ten wypadek prawie-że zlikwidował altuksdorfskie puffy - sukuby
były ładniejsze od tych starych zdzir w burdelach, sukuby były też
chętniejsze do zabawy i co najważniejsze - sukuby nie żądały zapłaty. Co
prawda po ich pojawieniu się w dziwnych okolicznościach zaczęli znikać
mieszkańcy miasta i niektórzy łączyli te wydarzenia z postaciami
demonicznych rozpustnic, ale męska część populacji raczej stała murem za
sukubami. W końcu jednak okazało się, że faktycznie sukuby mogą
mieć z tym coś wspólnego - w końcu skądś brały te swoje grzebienie
i misterną biżuterię z ludzkich kości - więc Rada Miasta uznała, że
należy się ich pozbyć. Ku zasmuceniu męskiej części populacji
Altuksdorfu.  Wyklinaniem demonów zajął się Excentryczny Stary Miszcz
(zwany wtedy przez przyjaciół "Prykiem") z trzema swoimi najlepszymi
druhami - Renardem "Szczałą" Dosikiem[2], Silvą "Krótkim" Trebaux[3]
i Dalanem "Kaznodzieją" van de Brauk[4]. Taaak, Szczała, Krótki
i Kaznodzieja byli mu wtedy naprawdę dobrymi przyjaciółmi...

[1] - Adolf i Anzelm Petrina dożyli późnej starości (co rzadkie
u zawodowych muzyków). Incydent z sukubami uczynił ich sławnymi, większe
miasta zabiegały o ich wizyty, a ich honoraria liczono w setkach tysięcy
od występu. Adolf w wieku czterdziestu lat zmienił fach i został
bankierem, a po paru latach ożenił się z siedemnastoletnią Luizą Bouvie.
Która bardzo szybko została bogatą wdówką po tym, jak Adolf zapadł
niespodziewanie na dziwną, wyniszczającą chorobę zdiagnozowaną po jego
śmierci jako bardzo egzotyczna kegońska rwica płucna.

Luiza nie była długo wdową, po trzech miesiącach wyszła za młodego
i ambitnego alchemika z Kegonu, niejakiego pana Rreno.

A Anzelm po śmierci brata zerwał z muzykowaniem i wyjechał gdzieś na
Południowe Rubieże, gdzie podobno został zagryziony przez jakąś
wygłodniałą wampirzycę.

Więc zapewne żyje po dziś dzień i cieszy się dobrym zdrowiem. Choć to
mogą być tylko ludowe bajdy, równie dobrze mógł umrzeć na syfilis albo
zostać zeżartym przez chomikołaka, których tamtymi czasy pełno było na
Rubieżach, zwłaszcza tych Południowych.

Cytat:jeśli używasz sterowników ALSA to musisz uruchomić arts.
Jeśli OSS to esd.



Nie, to nie do końca tak; rozgraniczenie arts/esd dotyczy raczej tego,
jakiego środowiska używasz. Jeśli używasz KDE, to arts. Jeśli używasz
Gnome lub w ogóle "niczego" (czegoś innego od Gnome/KDE), to esd.

Jeszcze inaczej: arts jest w sumie KDE-only a esd spotyka się w Gnome
i poza nim (ale raczej nie w KDE, bo tam jest arts).

Królewski łuk. [Vulko]

Egir Lodowy Grot powolnym krokiem wszedł na dziedziniec Zamku Królewskiego.
Przystanął na chwilę, spojrzał w nocne niebo i odetchnął mroźnym powietrzem po czym zbliżył się do dębowych wrót siedziby króla Vardana Złotobrodego. Uchylił lekko drzwi i szybko wśliznął się do sali przyjęć w której król udzielał audiencji.
W sali panował półmrok, dalsze rzędy krzeseł niknęły po bokach w odmętach ciemności, jedynie środek sali był rozświetlony ogniem pochodzącym z zapalonych pochodni osadzonych na agapitowych stojakach.
Pochodnie stały w równym rzędzie tak by utworzyć ścieżkę prowadzącą do tronu króla.
Egir zrobił kilka kroków na czerwonym i bogato haftowanym dywanie i zbliżył się do przeciwległego końca sali, dostrzegł króla oraz dwóch barczystych Jarlingów stojących przed nim, wszyscy cicho rozmawiali. Egir stanął dyskretnie z boku i czekał aż rozpoznani przez niego Verdhog i Lothar skończą rozmowę z królem. W międzyczasie miał chwilę by podziwiać przepiękne elementy złotej zbroi którą obaj zbrojmistrze wspólnie wykuli na specjalne zamówienie Vardana Złotobrodego. Po chwili król zbliżył się do kowali i wręczył każdemu po małej pozłacanej skrzyni i skinął głową z ciepłym uśmiechem. Lohar i Verdhog skłonili się nisko i odeszli cichymi krokami do wyjścia.
Król Vardan spojrzał na Egira i przywołał go władczym gestem.
- Podejdź tu Egirze, rad jestem, że na me wezwanie szybko odpowiedziałeś - rzekł z uśmiechem na twarzy.
Egir podszedł do tronu Vardana, przyklęknął i oddał hołd należny monarsze.
- W czym Ci mogę pomóc mój władco ?
- Słyszałem, że obecnie w Garlan jesteś jednym z najlepszych strzelców, masz dobre oko i jak nikt znasz się na łukach, tedy pomyślałem sobię, że będziesz mógł mi coś doradzić - Vardan spojrzał wesoło na stojącego przed nim Egira i czekał na jego reakcję. Ten przez chwilę nie mógł wydusić siebie nawet jednego słowa.
- Cóż, rad jestem, że tak się o mnie mawia i przyrzekam, że zrobię wszystko byś był zadowolony królu - gdy Egir odzyskał głos zabrzmiała w nim nuta niepewności
- Cześć oręża wykuli już dla mnie Verdhog i Lothar, ale jednak to nie wszystko albowiem potrzebuję jeszcze łuku mój drogi - Vardan przerwał na chwilę, powstał z tronu i podszedł do stojącego nieopodal stołu, podniósł coś z niego i wrócił do Egira. Jak się okazało król niósł w dłoni wyjątkowo piękny egzemplarz starożytnego łuku, drewno mieniło się bajecznymi kolorami i było pokryte nieznanymi Egirowi znakami.
- Ten łuk ma długą historię którą nie zamierzam Cię zanudzać, mój Eustachy wykopał go spod stosu innych drogocennych przedmiotów w królewskim skarbcu i zastanawiam się czy owa broń nadaje się dla króla - Vardan zbliżył się do Egira i z wesołym uśmiechem wręczył my starożytny łuk.
Ten zaś zważył łuk w dłoniach, napiął cięciwę by sprawdzić jej giętkość i spojrzał z niedowierzaniem na Vardana.
- Królu, z wykonania to naprawdę wyborna broń ale trzeba także sprawdzić ją w boju.
- I to właśnie jest twoim zadaniem Egirze, weź ten łuk i idź z nim na polowanie. Chcę byś ustrzelił z niego lorda śnieżnych ogrów, dorosłego smoka i jakiegoś demona. Gdy już to zrobisz wróć do mnie i powiedz jak Ci się strzela w owej broni.
- Twe życzenie jest dla mnie rozkazem mój władco - Egir skłonił się z szacunkiem.
- Nie trwoń tedy czasu, Farve ! - pożegnał go król.
Egir przewiesił łuk przez szarfę na plecach i szybkim krokiem opuścił salę przyjęć.

***

W ciągu kilkunastu dni Egir wykonał powierzone mu przez króla zadanie, do Saew wyruszył w pojedynkę i tam ustrzelił nie jednego a czterech lordów śnieżnych ogrów. Kilka dni później zabrał się ze swoimi druhami - Vitoro, Mentorem Keriusem, Thorloffem, Erwinem, Ravilonem i innymi - do Smoczych Grot, tam po ciężkiej walce na niższych poziomach podziemi znalazł dorosłego smoka który srodze się poznajomił z królewskim łukiem. Najcięższym wyzwaniem było ustrzelenie demona, gdyż Egir chciał wybrać jednego z najbardziej groźnych i tak tedy po uprzednim zwołaniu drużyny wybrał się ze swoimi kamratami do Podziemi Zagłady jak były nazywane głębokie pieczary i lochy leżące pod Czarnym Zamkiem Garth. Tam też spotkał wiele demonów i wiele z nich padło albowiem królewski łuk przebijał nawet demonią skórę która słynie z niewiarygodnej wręcz twardości.

***

Słoneczny blask wpadał do sali przyjęć przez szeroko otwarte okiennice a powieszone przy nich kolorowe firany leniwie falowały bujane przez mroźne podmuchy. Sala była pusta jeśli nie liczyć tylko jednego człowieka siedzącego na krześle nieopodal pustego tronu. Ów człowiek trzymał na kolanach pięknie wykonany starożytny łuk i gładził go z uwielbieniem. Po dłuższej chwili w drzwiach do sali przyjęć ukazał się nie kto inny a sam król Vardan Złotobrody, prezentował się jeszcze dostojniej niż zwykle gdyż nosił już wyborną złotą zbroję wykutą przez Lothara i Verdhoga. Król zamaszystym krokiem podszedł do mężczyzny i spojrzał z uśmiechem na trzymany przez niego łuk.
- Bądź pozdrowiony mój królu ! - przywitał go owy z łukiem.
- Hilsning Egirze, widzę, żeś się postarał z tym łukiem tedy powiedz mi, czy sprawował się dobrze ? - Vardan usiadł na tronie i spojrzał na Egira.
- Tak królu, łuk jest dla Ciebie idealny albowiem strzały z niego posyłane trafiają prosto cel, tłuste cielsko lorda ogrów to dla tego łuku żadna przeszkoda, smocze łuki po których ześlizgują się prawie wszystkie pociski też mu ulegną i co najważniejsze nawet nie oprze mu się skóra demona twardsza od valorytu ! - jednym tchem wyrzucił z siebie zachwycony bronią Egir.
- Świetnie - Vardan zadowolony klasnął w dłonie - podaj mi tedy ten wspaniały łuk a ja nie omieszkam sowicie Cię wynagrodzić mój drogi strzelcu - król odebrał od Egira łuk i oparł go o tron a sam udał się do sąsiedniej komnaty by zaraz powrócić niosąc w ręku duże zawiniątko.
- Oto twoja nagroda, korzystaj z niej rozważnie Egirze - Vardan podał Egirowi zawiniątko z tajemniczym uśmiechem.
Ten zaś rozwinął jedwabny materiał i wydobył z niego łuk na widok którego zaniemówił.
- Na Pana...toż to... - Egir oniemiał z zachwytu.
- Tak, wiem co to jest, idź już tedy i wypróbuj go, żywię nadzieję, że będziesz z niego bardzo ale to bardzo zadowolony - Vardan uśmiechnął się ciepło - Farve mój drogi !
- Dziękuje Ci królu, to bezcenny dar, Farve - Egir pożegnał króla i powolnym krokiem wyszedł z zamku cały czas wpatrując się z niedowierzaniem w łuk który trzymał w drżących dłoniach.

Najpiękniejsze odkrycia

Przyroda czasem odpowiadała na pytania człowieka jednoznacznie i krótko.
Aby tak się stało, potrzeba było ciekawskiej duszy i kilku rzeczy znajdujących zwykle się pod ręką. Tak powstawała nauka.

Parę lat temu, gdy czytałem o superstrunach drgających w dziesięciu wymiarach albo o kwantowych komputerach rozwiązujących problemy w równoległych wszechświatach, zacząłem odczuwać pewną nostalgię. Uwielbiam wielkie spekulatywne teorie i podziwiam ich twórców, ale czasami ich poziom abstrakcji jest tak wysoki, że przyprawia o zawrót głowy. Stwierdziłem, że muszę wrócić na ziemię.

Złapałem się też na biadoleniu nad tym, jak dalece nauka stała się sportem zespołowym. Sławione tak często w gazetach eksperymenty, jak sekwencjonowanie genomu, udowodnienie istnienia najwyższego kwarku czy odkrycie nowej planety dzięki analizie drgań dalekiej gwiazdy, kosztują miliony funtów i prowadzone są przez zespoły, które urosły do wielkości małych korporacji. Zatęskniłem za dawnymi czasami, kiedy coś nowego o fundamentalnym znaczeniu mogło zostać wydarte naturze za sprawą pojedynczego umysłu i jednej pary rąk. Zacząłem więc układać listę, która przerodziła się w książkę zatytułowaną "Dziesięć najpiękniejszych eksperymentów".

Chodzi tu o piękno w klasycznym sensie. Logiczna prostota aparatury, podobnie jak logiczna prostota analizy są tak klarowne jak proporcje greckiej rzeźby. Chodzi niekoniecznie o historie wybitnych odkryć – nieraz niespodziewanych, tak jak w przypadku śledzenia przez Galileusza księżyców Jowisza czy obserwacji zięb przez Darwina. Wybrałem sytuacje, gdzie przy użyciu materiałów znajdujących się pod ręką ciekawska dusza znalazła sposób na zadanie pytania przyrodzie i otrzymała krótką, jednoznaczną odpowiedź.

1. Galileusz (1564-1642)

Jak głosi legenda, chcąc zbadać działanie przyciągania, Galileusz zrzucił z Krzywej Wieży w Pizie dwie kulki, jedną ciężką i drugą lekką, udowadniając, że spadają na ziemię w tym samym czasie. Historycy podważają tę wersję – mówią, że w rzeczywistości eksperyment był dużo lepszy. Włoski uczony wydrążył rowek wzdłuż środka deski o wymiarach około 6 metrów na 25 centymetrów. Potem postawił ją pod kątem i zmierzył, jak szybko kulki staczały się po wyżłobieniu. Odkrył, że pokonany dystans jest proporcjonalny do kwadratu czasu, który upłynął. Ale jakim cudem w erze przed zegarkami Galileusz wyliczył to tak precyzyjnie? Prawdopodobnie wykorzystał do tego muzykę. Na torze kulki umieścił progi z katgutu, podobne do tych na lutni. Gdy tocząca się kulka uderzała o progi, Galileusz śpiewał pieśń, używając przedtaktów do zmierzenia czasu ruchu i odkrycia nowego prawa.

2. William Harvey (1578-1657)

Galen nauczał, że ciało ludzkie zawiera dwa odrębne układy naczyniowe: niebieski, "wegetatywny" płyn, eliksir odżywiania i wzrostu, krążył w żyłach, podczas gdy jasnoczerwona "witalna" ciecz przemieszczała się w tętnicach, pobudzając mięśnie i stymulując ruch. Niewidzialne duchy, czyli "pneuma", powodowały ruch płynów w przód i w tył, podobnie jak dzieje się z przypływami. Serce, rozszerzające się i kurczące niczym miech, było tylko dodatkiem. Harvey miał co do tego wątpliwości. Rozciął ciało węża i za pomocą kleszczy przyszczypnął główną żyłę (vena cava) tuż przed jej wlotem do serca. Naczynia poniżej blokady opróżniły się z krwi, a serce stawało się coraz mniejsze i bledsze, jakby miało umrzeć. Kiedy Harvey puścił zacisk, napełniło się na nowo i powróciło do życia. Przyszczypnięcie głównej tętnicy serca dało odwrotny efekt: miejsce między kleszczami a sercem nabrzmiało krwią, nadmuchując się jak balon. To nie niewidzialne duchy, lecz serce stanowiło główny silnik, wysyłający czerwoną krew do najdalszych zakątków ciała, gdzie wpływała do niebieskawych żył, a potem wracała do serca, aby się odnowić. Był tylko jeden rodzaj krwi, który poruszał się w okręgu – innymi słowy: krążył.

3. Isaac Newton (1642-1727)

W tamtych czasach wielcy naukowcy europejscy sądzili, że białe światło jest czyste i pierwotne. Kiedy odbijało się od kolorowego przedmiotu albo przechodziło przez zabarwiony płyn lub szkło, nabierało w jakiś sposób koloru – czymkolwiek ów "kolor" był. Siedząc w ciemnym pokoju na swej rodzinnej farmie w Woolsthorpe, Newton wpadł na pewien pomysł. Wyciął dziurę w okiennicy i przepuścił promienie słoneczne przez pryzmat, rozszczepiając światło na podłużne widmo optyczne. Potem skierował je przez drugi pryzmat. Światło znów było białe.Wreszcie pozwolił przejść przez drugi pryzmat kolorom, jednemu po drugim. Począwszy od czerwieni, idąc w kierunku błękitu, każdy kolejny kolor był coraz bardziej złamany przez szkło. Światło, jak odkrył Newton, "składa się z promieni ulegających różnym załamaniom". Biały kolor okazał się mieszanką – nie zwykłą barwą, lecz kombinacją ich wszystkich, "heterogeniczną miksturą różnie załamujących się promieni".

4. Antoine-Laurent Lavoisier (1743-1794)

Popularny w XVIII wieku pogląd głosił, że rzeczy palą się, ponieważ zawierają składnik zwany flogistonem. Jeżeli podpaliło się kawałek drewna, wydzielał tę tajemniczą substancję pozostawiając tylko kupkę popiołu. Logiczne było więc, że drewno składało się z flogistonu i popiołu. Podobnie metal podgrzewany na intensywnym ogniu zmieniał się w kruchą, białawą substancję zwaną wapnem (calx). Metal składał się zatem z flogistonu i wapna. Ale Lavoisiera niepokoiła jedna rzecz: po wydzieleniu flogistonu wapno było cięższe od pierwotnego metalu. Jak więc flogiston mógł ważyć mniej niż zero? Podgrzewając w butli rtęć, uczony udowodnił, że przy formowaniu się wapna coś zostało wessane z otaczającego powietrza. Wyizolował ten gaz i podpalił knot, zauważając, że pali się z "olśniewającą jasnością". Wapno nie było metalem bez flogistonu, lecz metalem połączonym z substancją, którą Lavoisier nazwał później tlenem. W butli pozostał gaz, który gasił płomienie – nazywamy go azotem. Ogień i rdza wywoływały podobne reakcje. Lavoisier odkrył naturę utleniania oraz chemiczny skład powietrza.

5. Luigi Galvani (1737-1798)

Pewnego razu w Bolonii Galvani zauważył ze zdumieniem, że noga poćwiartowanej żaby drgnęła, gdy jego asystent uruchomił generator prądu statycznego w innej części laboratorium. Podobny efekt miał miejsce podczas burzy z piorunami. Co jeszcze bardziej niezwykłe, Galvani odkrył, że noga żaby najwyraźniej sama z siebie poruszała się, gdy zwisała z haka, nawet przy bezchmurnej pogodzie. Doszedł więc do wniosku, że zadziałało coś w rodzaju zwierzęcej elektryczności. Jego rodak Alessandro Volta był równie pewien, że elektryczność nie ma charakteru biologicznego, lecz pojawiła się wskutek zetknięcia dwóch różnych metali: noga żaby zwisała z mosiężnego haka na żelaznej szynie. Choć żaden z uczonych tego nie dostrzegł, obaj byli blisko prawdy. Volta potwierdził potem, że elektryczność może powstać przy kontakcie dwóch metali – wynalazł baterię. Ale Galvani pokazał, że elektryczność występuje również w ciele. Przy użyciu szklanego przyrządu w rozkrojonym ciele żaby naprowadził jeden zerwany nerw na drugi. Nie było kontaktu z żadnym metalem, ale gdy nerw dotknął nerwu, mięsień skurczył się tak gwałtownie, jak gdyby ktoś użył przełącznika.

6. Michael Faraday (1791-1867)

W młodości Faraday przeprowadził serię eksperymentów pokazujących związek między elektrycznością a magnetyzmem, konstruując przy okazji elektryczny silnik i dynamo. Jednak w wieku 53 lat wpadł w głęboką depresję. Być może dopiero zalotna korespondencja od lady Ady Lovelace, córki Byrona, pomogła mu wyjść z dołka. Postanowił wykazać, że elektryczność i magnetyzm są powiązane ze światłem. Używając lampy naftowej Arganda, Faraday puścił spolaryzowane światło przez bryłę szkła, obok której ustawił silny elektromagnes. Trzymając przy oku filtr polaryzujący, zwany pryzmatem Nicol, obracał go, aż światło zgasło. Potem włączył prąd. Obraz płomienia nagle pojawił się z powrotem. Wtedy wyłączył magnes i płomień zniknął. Wynalazca zrozumiał, że pole magnetyczne wykrzywiało snop światła – a kiedy biegunowość pola została odwrócona, promień światła obracał się w drugą stronę. Faradayowi udało się połączyć dwie siły i udowodnić, że światło jest w istocie formą elektromagnetyzmu.

7. James Joule (1818-1889)

Lavoisier rozprawił się wprawdzie z flogistonem, ale przed śmiercią zdążył wprowadzić pojęcie cieplika, niewidzialnej substancji – "delikatnej cieczy", która miała przenosić ciepło. Twierdził, że jeśli włożymy do ognia metalowy pogrzebacz, cieplik podejdzie wyżej, aż poczujemy ciepło w rączce. Według jego teorii rzeczy stają się gorące, gdy je pocieramy, ponieważ naruszamy powierzchnię i wypuszczamy trochę cieplika na zewnątrz. Ale dlaczego, bez względu na to, jak długo pocieramy, ciepło wciąż się wydziela? Albo w każdym przedmiocie są nieskończone zapasy cieplika, albo, jak podejrzewał Joule, ciepło jest czymś zupełnie innym. Za pomocą bloków i ciężarków zakręcił kołem łopatkowym wewnątrz naczynia z wodą i uważnie mierzył zmianę temperatury. Ruch koła ocieplał wodę, a zależność była jasno określona: ogrzanie jednego funta cieczy o jeden stopień wymagało 772 stopofuntów pracy. Joule odkrył, że ciepło nie jest rzeczą – jest postacią ruchu.

8. A.A. Michelson (1852-1931)

Dla żołnierza marynarki, takiego jak Michelson, niewyobrażalne było, by Ziemia mogła dryfować w bezkresie, bez punktów orientacyjnych pozwalających na pomiar. Postanowił więc udowodnić istnienie eteru, stałego składnika wszechświata i substancji, w której pływa nasza planeta, gdy porusza się w przestrzeni. W jego eksperymencie dwa promienie światła biegły w prostopadłych kierunkach. Snop poruszający się pod prąd, z orbitą ziemską, według Michelsona miał być spowolniony przez powiew eteru, podczas gdy drugi promień nie powinien podlegać aż takiemu wpływowi. Porównując ich prędkości za pomocą interferometru, badacz chciał obliczyć ruch Ziemi w stosunku do kosmosu. Coś jednak nie wyszło: szybkość obu promieni była taka sama. Z pomocą Edwarda Morleya Michelson wykonał dużo dokładniejsze pomiary. Wciąż nie natrafił na ślad eteru. W rzeczywistości eksperyment okazał się piękną porażką. Jak udowodnił później Einstein, nie jest możliwe istnienie stałej przestrzeni ani nawet stałego czasu. Kiedy poruszamy się we Wszechświecie, nasze miarki kurczą się i rozszerzają, nasze zegarki biegną szybciej i wolniej – wszystko po to, by zachować jedyny rzeczywisty standard, którym nie jest eter, lecz prędkość światła.

9. Iwan Pawłow (1849-1936)

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, Pawłow w swoich eksperymentach ze śliniącymi się psami prawie w ogóle nie używał dzwonków. Jego zwierzęta były bardziej wybredne. W słynnej "Wieży Ciszy", odizolowanej od zewnętrznych bodźców, rosyjski naukowiec i jego asystenci nauczyli czworonogi rozróżniać przedmioty obracające się zgodnie z ruchami wskazówek zegara i przeciwnie do nich, okręgi i elipsy, a nawet subtelne odcienie szarości. Jednak w swoim najbardziej fascynującym eksperymencie Pawłow wykorzystał muzykę. Najpierw sprawił, że pies ślinił się, gdy słyszał wznoszącą się, ale nie opadającą skalę. A co by się stało, pomyślał uczony, gdyby zwierzę słuchało innych kombinacji tych samych nut? Zagrano melodie – okazało się, że pies przydzielał słyszaną muzykę do jednej z dwóch kategorii w zależności od tego, czy skala w przeważającej mierze była wznosząca, czy opadająca. W ten sposób umysł stracił trochę ze swej zagadkowości. Pawłow pokazał, że uczenie się polega na tworzeniu nowych połączeń wewnątrz żywej maszyny.

10. Robert Millikan (1868-1953)

Zginając promienie katodowe za pomocą pola elektrycznego, uczony z Cambridge, J.J. Thompson udowodnił, że elektryczność jest formą materii, i zmierzył stosunek jej ładunku do masy. Wynikało z tego, że elektryczność składa się z cząstek, ale by przesądzić sprawę, ktoś musiał wyizolować i zmierzyć jedną z nich.W laboratorium Millikana w Chicago do stojaka przymocowano dwie okrągłe mosiężne płyty, z których górna miała w środku wywierconą dziurę, i oświetlono je z boku jasnym światłem. Płyty podłączono do 1000-woltowej baterii. Przy użyciu atomizera od perfum Millikan rozpylił trochę oleju nad aparaturą i patrzył przez teleskop, jak część kropelek, które wyglądały jak małe gwiazdki, opada w miejsce między płytami. Gdy zwiększył napięcie, zaobserwował, że niektóre kropelki były wolno popychane w górę, a pozostałe ściągane w dół. Przechodząc przez atomizer zjonizowały się, nabierając ujemnych lub dodatnich ładunków. Mierząc ich ruchy stoperem, uczony wykazał, że ładunki, podobnie jak monety, mają ustalone nominały. W ten sposób odkrył elektron.

George Johnson jest autorem artykułów z dziedziny nauki dla "New York Timesa". Jego nowa książka, "The Ten Most Beautiful Experiments", ukazała się niedawno w Wielkiej Brytanii.

Źródło: Daily Telegraph