przeciązenie sieci ???

Cytat:

:No to masz pecha. Na szczescie ja mieszkam w Poznaniu i mam ERE.
:BTSow od groma, jeden nawet 500m od mojego domu. W klozecie bez anteny
:mam stereo i w kolorze.
:

A ja w klozecie mam kafelki, zarowke, muszle, papier toaletowy i pare innych
wodotryskow. ;-)



A stojaka na gazety nie masz ?? Ja bez gazety to siedze godzine, a jak
sie zakceleruje graficznie to 5 minut i po klopocie.

Cytat:Pozdrowka.



Rowniez pozdrawiam

Archi

 

przeciązenie sieci ???

Cytat:| A ja w klozecie mam kafelki, zarowke, muszle, papier toaletowy i pare
innych
| wodotryskow. ;-)

A stojaka na gazety nie masz ?? Ja bez gazety to siedze godzine, a jak
sie zakceleruje graficznie to 5 minut i po klopocie.



To chyba wszystko jeszcze zależy od gazety ;-)))

Cytat:| Łącze pozdrowienia i różne inne wyrazy <<<



==================
|_TomekTwardawa***OWP Knurów***Foundation for Development of Knurow city***

|_http://free.ngo.pl/fnrrmk mob. +48 602 52 36 56 ICQ: 14339397

POZNAŃ CACIB 2008

Cytat:
A na straganikach było trochę szkocich przedmiotów



Super kolekcję w metaloplastyce mieli ludzie z Węgier! Ceny też super ale wyroby warte tych pieniędzy

ha ! kupiłam stojak na papier toaletowy . Toaleta stała się jakby dostojniejsza

Ile czasu zbieracie hełmy?

Cytat: Piotr, mozesz zapodac zdjecie samej podstawki??


Proszę bardzo.
To nic innego jak przystosowany (zagięty przeze mnie u góry)
stojak na... papier toaletowy (lub ręczniki kuchenne)
Myślę, że nie będzie to potraktowane jako reklama tej firmy :

Nabyłem ten wynalazek w markecie budowlanym po 6.99 zł za
sztukę.

Pozdrawiam.
Piotr.

 

nakladanie kolek na patyk

Cytat: Jacek pojechał do mechanika bo podobno tłumik był do wymiany a wrócił z zabawką edukacyjną dla dzieci, taką jaka jest nam potrzebna do tej sztuczki. Nie mógł sie opanować, więc kupił.



My raczej bedziemy mialy na poczatek wersje uproszczona: stojak na papier toaletowy i ringo

Ręczność

Ale jednak coś w tym jest. Bo to jest udowodnione, że leworęczni mają bardziej rozwiniętą prawą półkulę mózgu, a praworęczni lewą. A one są za coś odpowiedzialne.
Nie pamiętam już za co.

W każdym razie praworęczni mają lepiej, bo nie rozmazują atramentu ręką przy pisaniu, mają guziczki w telefonach z klapką, służące do jej otwierania po dobrej dla siebie stronie, mają dobre dla siebie nożyczki, łopatki i grabki i ołówki automatyczne z dobrze wyprofilowaną gumową częścią do trzymania. I stojak na papier toaletowy z prawej.

Chuck Norris

Dzięki za linka, roxy

A oto to, co jeszcze przyszło mi do głowy:

Chuck Norris a WZ

Wiecie czemu dziś toalety w budynku C były nieczynne Chuck Norris podczas wizyty w jednej z nich zauważył brak papieru toaletowego i postanowił zrobić rozpierduchę.
Rozbiórki ścian w starym budynku B dokonała firma "Chuck Norris sp. z o.o.".
Chuck Norris dostał zaliczenie z prawa cywilnego, pomimo, że na egzamin przyszedł bez legitymacji, bez kodeksu cywilnego, a nawet bez długopisu.
Jeśli grając w piłkę na wf-ie chcesz, aby twoja drużyna zachowała czyste konto postaw na bramce lub obronie Chucka Norrisa (o ile się zgodzi ) - nikt nie powinien nawet zbliżyć się pod twoje pole karne. Jesli natomiast chcesz szybko zdobyć bramkę ustaw Chucka na ataku i graj do niego półgórne piłki -> Norris idealnie strzela z półobrotu.
Wiecie czemu poprzedni członkowie samorządu zorganizowali stojak na rowery Bo doszły ich słuchy, że Chuck zamierza kupić sobie rower.

Chuck Norris a świat

Kiedyś Chuck Norris przebywając na Antarktydzie kopnął dla rozruchu Indie z półobrotu. Te z niebywałą szybkością przepłynęły przez Ocean Indyjski i uderzyły w Azję. Tak też powstały Himalaje.
Wiecie czemu wieża w Pizie jest krzywa Pewnego dnia Chuck Norris uznał, że jest badziewna i kopnął ją z półobrotu.
Czym różnią się siatka do siatkówki i Chuck Norris Do Chucka nikt nie podskoczy.
A czym różnią się prąd i Chuck Norris Prąd może kopnąć, ale nie z półobrotu.
Ile czynności wystarczy Chuckowi do wymiany żarówki Wystarczy jego wyraźne polecenie.

problem wychowaczy

Drogie Panie, odeszlyscie troche od tematu ale skoro juz...
Ja nie zabraniam Klarze i wole za nia chodzic krok w krok niz sluchac marudzenia a przede wszystkim ciesze sie jak widze ja zadowolona i odkrywcza
Lazienka u nas jest miejscem urokliwym i pozadanym. Wszystko jest fascynujace, woda, mydlo (mozna zjesc), stojak na pranie (mozna potrzasac), mokre pieluchy (mozna posciagac na podloge), papier toaletowy (mozna wrzucic do wody) itd itd
Znacie to na pewno
Ja tam wole z nia byc niz zabraniac choc oczywiscie sa momenty kiedy nie i juz.
Na placu zabaw wspinamy sie wspolnie na zjezdzalnie, Klara zjezdza na brzuchu po deskach od drugiej strony a ja patrze, trzymam za reke, podtrzymuje, lapie itp itp

Co innego takie zachowania a agresja wobec rodzicow czy innych dzieci (poki co to ostatnie jeszcze nie zaobserwowalam i oby nigdy nie zaistnialo).
Kiedy doswiadczenie otoczenia to naturalna potrzeba kazdego dziecka przemoc wobec najblizszych i testowanie ich reakcji to juz troche inna para kaloszy.

Ulmo Camaro - foty

Cytat:prawde mowiac nie sadze zeby Ulmo wniol cokolwkie dobrego do klubu. traktuje samochody jak papier toaletowy .



z samochodu mozna zrobić całkiem przyzwoite mebelki ;)))

na przykładzie firebirda 2 gen:
ze zuzytych tarcz hamulcowych stojaki pod kwiaty lub na popielniczki, z felgi stolik.. z dwóch felg , podszybia i kanapy - całkiem wygodną kanapkę do biura... a co ... :)

Program LISTY RÓŻOWEJ

Przedstawiamy program Listy Różowej:

1. Współpraca z listą Żółtą i Niebieską, KONIEC z podziałami!
2. Szeroka współpraca ze starostami grup (pragniemy żeby głównie studenci pierwszego roku byli na bieżąco o wszystkim informowani)
3. Kontynuacja Lexussa jako gazetki niezależnej od samorządu
4. Projekt karty rabatowej dla całego UW
5. Uchwalenie regulaminu samorządu WPIA
6. Aktywna reprezentacja Rady Wydziału
7. Powołanie pełnomocnika do spraw porozumienia ze studentami z programu Erasmus
8. ORGANIZACJA PRÓBNEGO EGZAMINU Z LOGIKI I NA APLIKACJE!
9. Zmiana regulaminu studiów i zasad studiowania, zwiększenie ilości wpisów warunkowych
10. Większa integracja ze studentami z administracji, pragniemy żeby mieli realny wpływ na wybór samorządu
11. Powołanie Wydziałowej Komisji Wyborczej – uniezależnienie się od Uczelnianej Komisji Wyborczej
12. Usprawnienie pracy komisji stypendialnej, ds. promocji i praktyk
13. Liczne akcje charytatywne, pomoc dzieciom z domów dziecka oraz bezdomnym zwierzętom
14. Student prodziekanem do spraw studenckich
15. Współpraca z klubem żeglarskim UW, liczne wyjazdy integracyjne np. rejs w weekend majowy
16. Organizacja imprez w większej ilości klubów niż dotychczas, imprezy tematyczne
17. Naprawa blatów w Collegium Iuridicum II
18. Stojaki na rowery przed wydziałem
19. Miękki różowy papier toaletowy oraz papierowe ręczniki w toalecie

nakladanie kolek na patyk

Cytat: My raczej bedziemy mialy na poczatek wersje uproszczona: stojak na papier toaletowy i ringo


Też chciałam ćwiczyć na czymś podobnym . Ale już mamy takie coś:

Nowa zabawka? Ale fajowa


To co mam z tym robić?


Plan ćwiczenia mam taki: najpierw targetowanie patyka, potem noszenie kółka w pycholku. A potem przejdziemy do targetowania przez Indianę kółkiem patyka.
Wczoraj zrobiliśmy dobry początek .

Zaczęłam od nagradzania Indiany za zainteresowanie podstawką zabawki
(umownie nazwijmy ją patykiem). Poszło bardzo szybko, bo to jest łatwe dla klikerowego pieska .

KROK 1 - targetowanie podstawki-patyka
sesja nr 1 -> http://www.youtube.com/watch?v=XvSZM2-I-Yg
sesja nr 2 -> http://www.youtube.com/watch?v=MkWB8mcEO0E

KROK 2 - przynoszenie kółka w pycholku
sesja nr 1 -> http://www.youtube.com/watch?v=_wzjgsGPirY

Na początku klikałam, jak zwykle, zainteresowanie przedmiotem, potem dotykanie nosem. Dotykanie łapą ignorowałam, aby uświadomić Indianie, że ma pracować głową, nie łapą. I jak widać na filmiku, dość szybko doszliśmy do noszenia kółka w zębach. Na razie klikałam/nagradzałam każde niesienie kółka, bez względu na to, czy Indiana dobrze czy źle je trzymał.

A więc łatwy początek za nami .
Teraz zamierzam poprawić trzymanie kółka oraz przejdę do KROKU 3, czyli...

KROK 3 - Podążanie z kółkiem w pysku do patyka

c.d.n.

Honorowe dany w Oyama Karate?

KIRIN - w sekretariacie czy to KK czy Oyama nikt nie pracuje bezinteresownie tylko za co miesięczna kasę i to niezłą.

A po drugie to te honorowe dany mi nie przeszkadzaja kiedy daje się je ważnym osobistością , a nie jakims podżędnym instruktora ,którzy prowadzą kluby.

PS.Dlamnie i napewno dla wielu jest dziwne ,że najpierw instruktor Oyama dostaje honorowy czarny pas , a nagle po jakimś czasie zdaje na 2 dan czy 3 ? Chyba sam przznasz rację ,że to dziwne i nie ma smaku

Może w KK rzeczywiście macie armię dobrze opłacanyh urzędników, ale Oyama jest mniejszą organizacja i nie stać nas na takie luksusy. Sekretariat prowadzi shihan Dyduch wspomagany p-rzez swą małżonkę, szefowie ośrodków radzą sobie jak mogą, ale i tak to nasi "shihanostwo" musza objąć całość. A taka np. wizyta Shigeru Oyamy to juz spory wysiłek... Cóż tak o już jest: jedni dostają rządową forsę i mogą nią szastać, a inni gonią w pocie czoła własnymi siłami

Hmmm... Powiem więcej - niewielu znam instruktorów, którzy utrzymują się jedynie z prowadzenia sekcji, dla więksdzości głównym źródłem dochodów jest wykonywanie innego zawodu. W Polsce na karate ciężko jest zarobić, a juz na pewno nie zrobisz na nim fortuny - pod tym względem Oyama nie różni się od KK.

Jeśli chodzi o Jerzego Walaszczyka to na pewno nie jest on podrzędnym instruktorem. Świadczy o tym choćby poziom jego uczniów , których wyszkolenie techniczne jest wzorcowe - od lat utrzymują się w ścisłej czołówce zawodów kata.

Chyba nie zrozumiałes mojej wypowiedzi : pan Walaszczyk zdawał na 2 dan, mimo, że otrzymał go juz honorowo - chyba nie ma nic złego w tym, że facet chce zasłużyć na stopień, że zdaje sobie sprawę, że dan honorowy to jedynie czysta uprzejmość, która nie świadczy o poziomie posiadacza.
Poza tym Walaszczyk już miał czarny pas ZANIM przyznano mu 2 dan.

Zgodzę się, że list gratulacyjny był by wystarczający, jeśli jednak chodzi o te miecze : może PZK stać na takie prezenty - nas nie.

To Mateusz Wilk : nazwiska ludzi , którzy posiadają chonorowe stopnie dan jest oficjalnie podana na stronie www.oyama-karate.pl

Może od końca :
miecze kosztuja niespełna 250 złoty z ładnym stojakiem i Was nie stać jak płacicie po 2 -3 tysiące za sponsorowane artykuły o waszej organizacji Oyama.
- W sekretariacie KK pracuje tyle osób gdyż jest tyle pracy i nikt nikogo nie trzyma dla przyjemności ! ale to jedynie świadczy o wielkości tej organizacji i jej potrzebach.
- Co do honorowych danów to po co je nadawali jezeli potem klijent zdawał na nie.Przy takim nie właściwym rozdziale tych pasków to ich wartośc jest taka co papieru toaletowego !
O wiztyach Sigeru nie wspominaj ,gdyż cały prawie ciężar spoczywa na klubach ,które go przyjmująw kraju ! A poza tym to już sie znudziło jak ktos tylko przebywa w europie i to ciągle w Polsce to oczyms świadczy.

Tu Es Petrus

ja teraz poszaleję i się rozpiszę(a tego to możecie nie przetrzymać, ale to już wasz problem) 13 grudnia-jak dla mnie pamiętana data...o tym koncercie dowiedziałam się jakiś miesiąc przed tym "przedsięwzięciem" więc poczęłam zbierać pieniążki 4 grudnia uzbierałam sobie 55 zł i postanowiłam, że 6 grudnia ( środa, Mikołaj) pojadę na miasto po bilet. Okazało się ze moja koleżanka z klasy (Madzia) też chce iść na ten koncert (oczywiście ze względu na p.Janusza) więc zadzwoniłam do mojej sister Kini, czy chce iść z nami na koncert. Po jakiś 2 h Kinia zadzwoniła i oznajmiła mi, ze biletów nie ma od dawna. Postanowiłam z Madzią stać pod areną(bo tam był własnie koncert).
Spotkałyśmy się o 18.30 przed wejściem A. I tu winna wam jestem wyjaśnienia; do areny prowadzą trzy wejścia, wejście A-główne, wejście B-boczne, wejście C-dla artystów) Madzia przybyła z mamą, bo ta chciała ją odprowadzić. Mama Madzi powiedziała, że może będziemy miały szczęście i trafimy na "koników"-tzn. kogoś, kto bedzie miał bilety i nam odsprzeda. No to we mnie i Madzi napłynęła na nowo wiara w cuda.
O 19 koncert. Minęła 19. A my dalej pod areną...Już na scenę wyszedł facet, który tam wymienia sponsorów itp itd. Ja z Madzią, przyklejone do wejścia od areny miałyśmy łzy w oczach. I nagle >jak by anioł z nieba< podeszła do nas jakaś babka i zapytała się nam czy mamy bilet. My na to, że też chcemy od kogoś odkupić. Ona powiedziała, że może nam dać 1 (!) bilet. My na to, że troche szkoda, ze tylko jeden, bo byłyby potrzebne dwa, no ale zawsze coś.
Podbiegłyśmy do ochroniarza. Bardzo fajny facet, ale nie przekupny ( na początku ). No i my sie go pytamy czy by nas dwie nie wpuścił na jeden bilet,a on na to, że nie ma takiej możliwości. Ja tak patrze co już w arenie się dzieje, a tu już "Zdumienie" śpiewają...No to wpadłam w furię. Wychodziłam ze skóry, zeby tylko się tam dostać. No to zaczyna się "Strumień" i ochroniarz do nas, że mamy podejść pod wejście B. No to my biegiem pod B i nas wpuścił...Dosłownie miałam ochotę rzucić mu się na szyję
Tylko powiedział, ze nie mamy siadać na miejscu, które jest na bilecie. Więc bilet był za 55zł a my usiadłyśmy na miejscu za jakieś 70zł co najmniej
Koncert był miodzio. Na "litanii do każdziutkiego na ziemi" się poryczałam z Madzią. Na bisach Madzia tak zwinnie przedostała się pod scenę, że przesunęła kolumnę :oops:
Bisy wyglądały tak:
1. Niech mówią, ze
2. Będziesz miłował
3.Psalm dla ciebie
4.Niech mówią, że(w wykonaniu p.Janusza, Rubika, Jaremy i chyba Szomańskiej)
Tak się przyjrzałam Jaremie, ze zauważyłam, ze jest w ciąży
Po koncercie pobiegłyśmy pod C...Tam stała grupa z 6-7 dziewczyn. Podjechała taka cieżarówka, do cięższych instrumentów i facet zaczął wyjmować z niej takie materace, zeby się grajotka za bardzo nie potłukły. Na to tamte dziewczyny do niego, ze bardzo miłe ale nie zamierzamy tutaj spać. Na to on tak zaczął się z nas śmiać. Potem jedna z nich zaczęła im tam pomagać wkładac do środka jakieś stojaki czy pulpity na nuty.
I podjechała taka extra bryka. Wypolerowana, czarna, błyszczaca a za sterami jakaś blondyna. Potem się okazało, ze to Paskudzka.
Potem wyszła Słowińska, w genialnej czapce. Bardzo podobał się jej mój notatnik. Potem z areny wyszedł Rubik, pod obstawa ochroniarzy. No to ja do niego biegnę, on banan na twarzy, bierze długopis, już zaczyna jakby coś pisać, odkłada i idzie w długą. No to ja na głos :,,Rubik mnie olał!!!".
Z areny jako kolejny wyszedł Branny. I taki zdziwiony : ,,Pada? Idźcie do domu,bo zmokniecie" No to my do niego ,,Ale my na (p.) Radka czekamy" No to on się odwraca i woła ,,RADEK!!!"
Potem wybiegł Miecznikowski w genialnym, pomarańczowym szaliku. Napisał mi i Madzi autograf, no to ja mu ,,Bardzo dziękuję!" a on ,,Bo wy takie grzeczne..."
No i w końcu wyszedł MISTRZUNIO! W końcu tam do Niego podeszłam i mu daje notatnik. W ręce miał jakis wypisany długopis i tak próbuje cos nagryzmolić ale mu nie idzie i tak do mnie: ,,Kto coś takiego wymyślił? Przecież to jest jak papier toaletowy"! Dałam mu mój lepszy długopis, podpisał się i pojechał taxi...KONIEC :sunny:

STYCZNIÓWKI / LUTÓWKI 2007

No to macie jak chciałyście (((:
Zaznaczam, ze to jest moja osobista lista i jest tam pare rzeczy ktorych nie potrzebujecie pewnie (np krople Otrivin, bo ja mam zatkany nos a przy porodzie trzeba nosem oddechy brac). Welflony tez mam bo polozna prosila z tego szpitala u nas zeby kupic (takie dziadostwo) wiec kupilam, ale w innych szpitalach nie trzeba.

LISTA RZECZY

1. Kocyk mały gruby
2. Kocyk mały cienki
3. Wanienka
4. Stojak pod wanienkę
5. Leżaczek do wanienki
6. Wózek
7. Pieluchy tetrowe
8. Komplet biały ciepły po wyjściu ze szpitala
9. Pajac ciepły frotowy (56, 62, 68 )
10. Pajace bawełniane długi rękaw (2x rozmiar)
11. Koszulki bawełniane 3x
12. Śpiochy bawełniane 3x
13. Rękawiczki niedrapki 1x
14. Buciki polarowe, materiałowe 2x
15. Czapeczki wiązane 2x
16. Czapeczki bez wiązania 2x
17. Szczoteczka + grzebyk 1x
18. Nożyczki do paznokci 1x
19. Komplety koszulka + spodenki 2x
20. Skarpeteczki malutkie 1x
21. Body długi rękaw 3x
22. Ręcznik kąpielowy z kapturkiem duży 2x
23. Rożek z usztywnieniem
24. Łóżeczko
25. Materacyk
26. Komplety pościeli (całość 2x)
27. Poszewki na pościel (1x)
28. Pampersy New born (rozmiar 1 2x, 2 1x)
29. Przewijak do łóżeczka
30. Huśtawka mała plastikowa
31. Karuzela do łóżeczka 1x
32. Smoczki 1x
33. Butelki 1x (mr browns)
34. Podgrzewacz do butelek 1x
35. Termometr do czoła 1x
36. Kosmetyki po urodzeniu (mydełko Bambino, oliwka Bambino)
37. Majtki jednorazowe po porodzie
38. Proszek do prania dla niemowląt (Dzidziuś)
39. Koszula z rozcięciem do karmienia
40. Biustonosze do karmienia 2x
41. Wkładki laktacyjne do stanika
42. Termometr do wanienki
43. Ceratka na łóżeczko
44. Ceratka do wózka
45. Pościel do wózka
46. Gruszka z końcówka do noska
47. Pokrowiec na przewijak x3
48. Pieluszki flanelowe 3x
49. Laktator po porodzie jeśli potrzebny
50. Pieluchy Bella (2x)
51. Podkład fizelinowy molinea lub Semi 5x
52. Rektonal– lewatywa
53. Chusteczki nawilżające
54. Alantan
55. Linomag
56. Sudokrem
57. Aphtin
58. Jałowe gaziki
59. Saszetki leko
60. Spirytus
61. Ręczniki papierowe miękkie
62. Waciki
63. Tantum rosa 6x

Skład torby do porodu. Kupione Spakowane

1. Lewatywa
2. Wkłady poporodowe Bella 2x
3. Podkłady na łóżko 5x
4. Ręczniki papierowe miękkie
5. Chusteczki nawilżające 1 paczka
6. Pieluszki pampers 24x
7. Pieluchy tetrowe 5x
8. Wkładki laktacyjne
9. Koszulki do porodu zwykłe 3x
10. Koszule do karmienia 2x
11. Majtki bawełniane 2x
12. Majtki jednorazowe 1op.
13. Klapki pod prysznic
14. Ciepłe papucie
15. Skarpetki ciepłe 3x
16. Szlafrok
17. Płyn do higieny intymnej
18. Pasta do zębów
19. Szczoteczka
20. Mydło delikatne
21. Welflony 2x (różowe)
22. Szczotka, grzebień
23. Kosmetyki
24. Ubranka dla dziecka do wyjścia
25. Biustonosze do karmienia 2x
26. Dowód osobisty
27. Legitymacja podbita
28. Karta ciąży
29. Tantum rosa 2x
30. Wyniki badań (owa, hbs, grupa krwi, krew, mocz, krzepliwość, glukoza)
31. Klapki dla męża
32. Kocyk dla dziecka
33. Krople do nosa Otrivin
34. Woda mineralna niegazowana
35. Alantan
36. Akt małżeństwa
37. Papier toaletowy 2x
38. Chusteczki higieniczne
39. Ręcznik zwykły duży i mały

3 - codzienne życie z króliczkiem

1.Gdzie króliczek spędza większość dnia?
Zdecydowanie poza klatką.

2.Czy na noc króliczek zamykany jest w klatce?
Zawsze jest zamykany na noc.

3.Jeżeli króliczek mieszka w klatce, to ile godzin dziennie króliczek spędza poza klatką?
Puszczany jest o 10, 11, a zamykany w klatce, gdy idę spać, czyli koło 21-22, w weekendy lub święta gania nawet do 1 w nocy.

4.Czy jakoś zabezpieczali Państwo miejsca, do których ma dostęp króliczek?
Tak. Kable są zabezpieczone plastikowymi rurami. Pokój, do którego Fibi ma zakaz wstępu odgradza metalowyt, ażurowy "płotek". Na moim łóżku cały czas musi leżec folia, ponieważ Fibi często siusia na to łóżko. Nie potrafię jej tego oduczyć. Poza tym wszelkie kwiatki i rośliny przeniesione zostały na wyższe półki i stojaki, żeby Fibi ich nie mogła zjeść.

5.Czy króliczek niszczy coś w domu? Jeśli tak to co?
Uwielbia kable, wyskubywać nitki z dywanu oraz w nim kopać pazurkami, gryźć wiklinowy koszyk na gazety oraz wszelkie kartonowe pudełka, które znajdą sie w miejscu dla niej dostępnym. Lubi gryźć skórzane kapcie oraz trochę "podjada" buty. Trzeba na nie cały czas uważać, jeśli stoją na przedpokoju. Lubi gryźć także listwy podłogowe, a czasem serwetkę, która zwisa ze stoliku. Trochę też pogryzła zasłonę

6.Czy króliczek dostaje jakieś przedmioty, które może gryźć. Jeśli tak to jakie?
Dostaje rolki po papierze toaletowym, kartonowe pudełka i wiklinowe koszyki. Dostaje także gałązki wierzby i brzozy. Ma też swoją drewnianą szpulkę po niciach i dużą szyszkę pinii, którą także czasami się bawi. Dostaje także husteczki higieniczne, które uwielbia rozrywać.

7.Czy króliczek ma jakieś swoje ulubione miejsce w mieszkaniu? Jakie?
Ma kilka swoich ulubionych miejsc.
Pierwszym z nich jest na pewno klatka, która znajduje się w moim pokoju. Kiedyś całymi dniami przesiadywała pod moim łóżkiem na dywanie. Naprzeciwko ma wtedy mnie, gdy siedzę na krześle przed komputerem. Siedzi tam także, gdy leżę na łóżku w ciagu dnia. Drugim jej ulubionym pomieszczeniem jest duży pokój, gdzie ma 4 ulubione miejsca. Lubi siedzieć na małym dywaniku pod balkonem i za firanką. Po południu jest tam słońce, w którym lubi się wygrzewać. Ma miejsce pod komodą, gdzie nawet położyliśmy jej ręcznik, żeby nie musiała leżeć na podłodze i było jej wygodnie. Całymi dniami potrafi przesiadywać na rożku dywanu pod telewizorem i regałem. Czasem przemieści się na drugi kraniec dywanu, ale cały czas pod regałem. Gdy leży na tych rożkach ma widok na wejscie do pokoju. W rogu pod telewizorem widzi dodatkowo przedpokój.
Nie lubi wchodzić do kuchni! Tzn. kuchnia jest cały czas otwarta, ale ani razu do niej nie weszła! Nie wiem dlaczego. Czasami próbuje, ale nie wchodzi dalej niż pół metra od drzwi. Bardzo to dziwne. A jest z nami już od roku.

8.Gdzie załatwia się króliczek? (proszę napisać zarówno o kupkach jak i o siusiu)
Do kuwety, która stoi w jej klatce i do kąta na przeciwko. Czasem zrobi takze siusiu na ręcznik, który leży w klatce. Bobkuje po całej klatce. Czasem, ale rzadko załatwi się na podłogę w pobliżu klatki. Tam też wykle można znaleźć bobki. Lubi także siusiać i bobkowac na moim łóżku Tak jak pisałam wyżej, nie mogę jej tego oduczyć i cały czas leży na nim folia, by je chroniła. Gdy biega po całym mieszkaniu bardzo, bardzo rzadko zdarza się, żeby gdzieś zgubiła bobka. Nigdy także nie nasiusiała. Wogóle nie widać, żeby w domu był królik.

9.Jeśli był uczony załatwiania się do kuwetki, to w jaki sposób? Gdzie stoi kuweta?
Gdy Fibi gdzieś nasiusiała, to wycierałam mocz husteczką higieniczną i wrzucałam jej do kuwety. Zbierałam także jej wszystkie bobki i wrzucałam do kuwety. Mocz i bobki zrobione w nieodpowiednim miejscu były z niego od razu usuwane, żeby nie przyzwyczaiła się, że w tym miejscu mogą być. Gdy widziałam, że Fibi zaczyna siusiać w jakimś innym miejscu do szybko ją łapałam i sadzałam na kuwecie.

(rel) turystyczny majowy weekend / dlugie dosyc

Witam
Podrozowalem troche przy uzyciu biletu turystycznego w ciagu czterech dni
naszego najdluzszego weekendu w roku. Chcialbym wiec sie podzielic z wami
moimi spostrzezeniami i doswiadczeniami.

Dzien 0 Sroda
w przeddzien wyjazdu poszedlem zaopatrzyc sie w stosowny bilet do kasy na
dworcu w Wejherowie. Rozbawila mnie sytuacja w ktorej na moje "poprosze
bilet turystyczny", pani kasjerka spytala sie "dokad?" :) Po krotkiej
rozmowie i podaniu pani kodu 77 wydrukowala mi dwa bilety dla mnie i dla
kolegi. Wzbudzilo to jednak takie zainteresowanie, ze druga pani przyszla z
zaplecza zobaczyc co sie dzieje.

Dzien 1 Czwartek
Wyjazd zaplanowalem o 7.11 SKMka z Wejherowa, jeszcze bilet na SKM za 4zl
(!!!!!!) do Gdyni i w droge.
W Gdyni na peron czwarty skad udawalismy sie Mieszkiem (8.12). Frekwencja
dosyc znaczna juz w samej Gdyni, dobrze ze wybralem SKMke nie czekajac na
opoznionego Bursztyna ze Slupska, moglem przynajmniej fajne miejsca wybrac
:)
Z Gdyni wystartowalismy +5min. Do Gdanska sklad sie napelnial, az sie
wypelnil! W Tczewie juz pierwsze stojaki. Im dalej jechalismy tym w pociagu
miejsca wiecej...
Konduktor zorientowana w sprawie biletu turystycznego, wiedzail ze cztery
dni obowiazuje, ogolnie oki, obsluga mila, zdiwil mnie tez fakt iz w
Mieszku, oprocz dosyc wysokiego standardu wagonow (zreszta juz od lat) mamy
zaczerpniety z IC i EX pomysl informacji podroznych o odjazdach i
przyjazdach oraz o opoznieniu przez glosniczki w przedzialach.
Na trasie do Poznania atrakcji niewiele, szlakowa tutaj z roku na rok jest
coraz gorsza, od Gniezna jazda niewlasciwym (cos tam na trakcji robili). (w
miedzyczasie padla mi komorka-moje biedactwo ;) W Poznaniu punktualnie-
tutaj spacerek do centrum (wyjazd nie byl typowo kolejowy-kolega nieMK-
raczej bardziej turystyczny).
Z Poznania udawalismy sie do Leszna do mojej kuzynki na nocleg. Tym razem to
juz osobowka 15.55. Trzy prawie puste sklady EN57 pedzace przez wielkopolske

jest. Podroz troche nuzaca ale do zniesienia... Leszno powoli zaczyna byc
jakies lekko ospale, coraz mniej lokow, kiedys na szopie bylo pelono teraz
minimalne stany, nawet zadnego brutta na postojowych. Dzien pierwszy
zakonczony na kolejowo o 17.51!

Dzien 2 piatek
Start Swiatowidem z Leszna o 10.04, ze wzgledu na zaduch i spacych
(smierdzacych potem) ludzi w przedzialach (do tego jeszcze wroce coby
smiesznie bylo) oraz na niechec w dosc niezle zapelnionym pociagu udalismy
sie do Warsu. Kupilismy sobie po soczku za 4zl i tak dojechalismy do
Wroclawia. Kondi szybko i sprawnie sprawdzil bilety, posmailismy sie z tego
ze mamy nieaktualne cegly bo nie chce nam sie poprawek wpisywac i poszedl
dalej. Mielismy jechac dalej, ale Marek zechcial wyskoczyc do miasta....
Zatem szybko na starowke, pare fotek, zaopatrzenie w spozywczym i czym
predzej na Hetmana na 12.40. Jako ze jechalismy do Wroclawia Warsem nie
mialem odniesienia co do standardu pociagow, ale co do Mieszka to sie wogole
nie rownaja.
W skroc ie brudno i nieweslol, ale pogoda byla genialna wiec tym wsztyko
nadrabialismy :) Przez cala prawie droge do Krakowa stalem w oknie na
korytarzu. Pani konduktor chyba pierwszy raz taki bilet widziala na oczy :)
Jakos to przezyla jednak.
Co zasluguje na uwage to prace torowe na tej trasie, jak ktos chcialby sie
poduczyc to mozna zauwazyc tu kazda poszczegolna warstwe z jakiej zbudowane
sa nasze kolejowe trakty (no moze nie wszystkie), mimo iz wiekszosc robot
bylo na czas dlugiego weekendu wstrzymane to bylo co poogladac. Pociag nie
mial dodtakowych postojow tak jak pociagi do Wroclawia, mimo wszytko zalapal
przez jazdy wezykiem na niektorych stacyjkach 10 minut obsuwy w Gliwicach.
Tutaj jednak zalapal kolejne 10 minut dodatkowego postoju, gdyz ruch w
kierunku katowic na jakims odcinku odbywal sie jednotorowo. Za Gliwicami
wiele opuszczonych nastawni w bardzo klimatycznych miejscach gdzeis w srodku
lasu, tak z kolega myslelismy gdzie cos takiego mozna kupic i za ile? Za
Katowicami kolejna konmtrola biletow i jestesmy w Krakowie +20 minut. Szybki

peronie tlum ludzi, lekko sie przerazilem gdyz Giewont juz kogos tam ze
slaska przywiezie. Po wyswietleniu na klapkach okazalo sie ze ci ludzie to w
wiekszosci na Bieszczady czekalo. Do ED72 wsiadlo tylko kilka osob, ogolnie
w pociagu malo osob, mocno sie zdiwilem, myslalem ze wiecej ludzikow do
zakopca sie uda, a tu rozczarowanie. Szyby w pociagu byly prawie ze
nieprzezroczyste, parowaly od srodka i mialy wewnetrzne zacieki, jakas wada
konstrukcyjna okien? Nie sa szczelne? Po przejechaniu zakopianki zwyklym
pociagiem i ED72 doceniam zaley jednostek na gorskich trasach, jakos to to
sobie radzi i jezdzi efektowniej.
Zakopane punktualnie! Zrobilo sie ciemno, zaopatrzylismy sie w jedzonko
ktore spozylismy na przystanu PKS, za pozno zdecydowalismy sie na wyjazd z
zakopanego pospiesznym do Gdyni 22.35 i noc musielismy spedzic w zakopanem,
nie dosc tego rozpadalo sie jak cholera, tak wiec lipa z nocno/porannej
wycieczkiw gory. Trzba sie gdzeis przekimac.....

Dzien 3 sobota
...jak dlugo mozna siedziec pod daszkiem jakiegos spozywczego na Krupowkach
z grupka osob spozywajacych wodke z dodatkiem soku jablłkowego. Okolo
pierwszej w nocy zdecydowalismy sie pojsc na dworzec PKP. Po dojsciu okazalo
sie ze wszystkie miejsca siedzace w holu zajete byly przez lezace osoby (nie
tylko meneli)! No to na peron, ale tutaj znowu zimno bylo i deszcz padal. W
akcie desperacji wlamalem sie z kolega do stojacego przy peronie skladu EN71
za pomoca recznego rozsuwania drzwi wejsciowych (to nie te mechanizmy co
EW58), wiec latwo je otworzyc. Pociag odjezdzal o 5.09. spalismy w
przedziale sluzbowym, oprocz nas do pociagu dostaly sie jeszcze dwie osoby.
Pobudka o 4.50, wtedy to w pociagu zapalily sie swiatla i otworzyly sie
drzwi. Bylo cholernie zimno i padalo... tak wiec spadamy z Zakopanego do
Krakowa, po drodze duzo spalem, a pociag w koncu dojechal do Plaszowa. Tutaj
na pospiecha do Wroclawia i wysiadka w Krakowie Glownym. Glowne atrakcje
zaliczone w miescie, a cos trzeba robic, tak wiec szybko na dworzec i...
Warmia 12.05 do Olsztyna. Pociag to lekk dezelownia i troche w nim
smierdzialo, ale za to byl papier w toalecie, czego nawet nie bylo w Mieszku
:) Wogole z toalet to najladniejsze byly te w jednostkach do i z zakopca.
Wehikulem tym przy niewielkiej frekwencji dojechalismy do kielc i jako ze
nigdy tu nie bylem postanowilem wysiasc, na moje nieszczescie. Miasto
niemlze martwe, zero ludzi na ulicach, jakies podejrzane typki, nic
cieakwego, ale bylem.
O 15.25 uciekamy z tej smutnej miesciny osobowka do Deblina, nie jechalo sie
najgorzej, choc w kilku miejscach nadzwyczaj wolno, dlugi postoj w Skrzysku
i jestesmy w Radomiu. Tutaj out na osobowke 17.21 do stolicy.Frekwencja 100%
udalo nam sie znalezc miejsca siedziace, naprawde nie spodziewalem sie
takiego oblozenia, tymbardziej ze wiekszosc ludzi jechalo do stolicy i
chocby dla niech ten pociag powinien jezdzic o wiele szybciej. Ogolnie rzecz
borac MASAKRA, wolno wolno i jeszcze raz wolno. Nie moglbym chyba 2 godziny
do pracy w jedna strone jezdzic. Starszy bardzo mily konduktor podbil nam
bilety, cos o nich slyszal, ale pierszy raz chyba widzial. Warszawa
Srodmiescie. Pociag zatrzymal sie do wagonu wpadla za kims policja i sok my
wyszlismy i ucieklismy z tej kolebki bezdomnych i ludzi szczesliwych
inaczej. Dluuuuuuuuugo krecilismy sie po Wawce, miomo iz atrakcji tam
niewiele, oprocz zaczepiajacych cie kolo DH Centrum, pijanych lysych ktorzy
chca zabrac Ci telefon :) Nie dali rady, nawet nie stosowalismy przemocy :)
Bylismy dosyc zmeczeni o oczekiwanie na pociag do Kolobrzegu 23.28 bylo dosc
uciazliwe. Na peronie mnostwo ludzi, a pociag dodatkowo przyjechal prawie
wypelniony! Jako nieliczni jednak usiedlismy, dobrze biegamy po peronie,
szczegolne w sytuacji gdy ludzi na peronie stoja w jednej grupie a wagony
drugiej klasy zatrzymuja sie daleko od tej grupy :) W przedziale swietlowka
wypalal moje galki oczne, jak sie ja przekrecalo to piszczala, a pokretel od
temperatury glosnik i swiatla nie bylo, w przedzaile male dzeicko wiec zero
otwierania okna. Temperatura byla dla mnie za wysoka, na saune nie mialem
checi, wyszedlem wiec na korytarz. Podczas sprawdzania biletow poprosiloem
kondiego zeby wylaczyl to cholerne swiatlo i jakism tam kwadratem to zrobil.
Wrocilem do przedzailu uchylilem lekko drzwi wejsciowe i zasnalem....
spalem....

Dzien 4 niedziela
Modlin..... znow zasnalem...
Nasielsk..... spie...... Prabuty...... spie...... Malbork malzenstwo z
dzieckiem wychodzi....spie..... tczew...... spie Gdynia. Od tej chwili juz
nie spie :) W Wejherowie punktualnie :) I do domku- trzeba sie w koncu
wykapac....... :)

Odnosnie tych spoconych i smerdzuacych ludzi w swiatowidzie, to przepraszam
za to ze bylem zapewne smierdzacy i spocony przez cala sobote i czesc
niedzieli, ale nie codzien nocuje sie w zimnym pociagu w zakopanem :)

Co do biletu Turystycznego to coz.... kiedy nastepny tak dlugi weekend? Boze
cialo+pt+weekend? Bo jak tak to na pewno znow gdzies jade!!!!!!!! Moze tym
razem bardziej MK :)

pozdrawiam i sorki za zasmiecenie grupy :)
dawno tu nie pisalem

THE END

Jeszcze o pedofili wśród kleru

Cytat:| PRL byl tolerancyjny swiatopogladowo i nie interesowal sie
przekonaniami
| religijnymi obywateli.

| :-))))))))))))) Ale bzdety.

bzdet to ty jestes katabasie.

zakladach i
__nigdy nikt__ nie interesowal sie moimi przekonaniami religijnymi.
Nigdy!



A wiesz to na pewno bo miałeś wgląd do swojej teczki?

Cytat:Zapamietaj!
Nigdy tez nie spotkalem w zakladzie pracy, szkole, urzedzie, szpitalu
zadnych
symboli religijnych, czy innych oznak nietolerancji i braku swieckosci



panstwa.

Może ty nie mieszkałeś w PRLu? Nie widziałeś swojego krzyża? Sierp i młot.
Gwiazdy też nigdzie nie było?

Ale co ty mozesz pamietac jak masz 30

Cytat:latek i wtedy byles dzieckiem.



O! Kolejny jasnowidz.:-)))

Cytat:| Dlatego dyrektorzy , policja i zolnierze
| chrzcili swoje dzieci po cichu, za miastem?

Nie wiesz czego? Bo to byly obludne katolskie kurwy, a nie komunisci
oddani
sercem wladzy ludowej.



Ależ sercem , sercem byli oddani władzy ludowej. Udowadniali to przy byle
okazji a nawet bez okazji.

Ty lepiej gadaj kto [...] kazal zapisywac sie do PZPR, czy isc do policji,
wojska i chronic wladze

Cytat:ludowa?



Faktycznie , to wielki grzech być członkiem przestępczej organizacji . Tyle
, że każdy chce jeśc i nie zawsze tylko salceson z papierem toaletowym.

Pracy nie brakowalo mozna bylo dowolnie wybierac, a robotnik zarabial

Cytat:nieraz lepiej niz dyrektor. Kto im kazal?



Zapominasz o talonach , wyjazdach do Bułgarii, Odessy. Tam nie jeździli
robotnicy. Zapomniałeś ,że pieniądze 'za komuny ' to nie wszystko? Trzeba
było mieć dojście do towaru.

Cytat:Porzadni ludzie - takze katole - nie zapisywali sie do PZPR i zyli
pieknie,
bezstresowo, dostatnie, bez wzgledu na wyznawany swiatopoglad. Nie wiesz o



tym?

Wiem ,że tacy byli. Rezygnowali z propozycji awansu na kierownika produkcji
byleby nie być w partii. Nie było to jednak zycie bezstresowe i dostatnie.

Cytat:I teraz juz wiesz dlaczego tak piekna idee jaka jest komunizm,



Komunizm jest złem od początku do końca. Nie ma ani jednej częsci dobrej w
komuniźmie.

Cytat:A poza tym porzadni ludzie nie chrzcza bachorow, tym bardziej komunisci.



Komuniści nie są pożądnymi ludźmi.

Cytat:| Dlatego pracowników na stanowiskach kierowniczych bez partyjnej szmaty
mozna
| bylo szukac ze swieca?xc

Znowu nie wiesz?
Bo katolskie kurwy pchaly sie wszedzie, [...]



Ty masz jakąś manie prześladowczą? W ZSMP katole? Może w ORMO? Nie słyszałęs
o kadrowcach pracujących z racji wykształcenia na dwu etatach?
Donosicielstwo to cos co komuchy b. lubia (Pawka M.:-) ).

Cytat:Nie wiesz tego?
Uczciwe katoliki nie udajace komunistow, chrzcily bachory bez cykora,
jawnie.
Nie wiesz tego? I ty mowisz klamco, ze pamietasz?



Bardziej pasuje słowo odważni a własciwie odważne. Odważne katoliki nie
udają komunistów. Ludzie z regóły sa nastawieni na ochrone własnej rodziny a
przynależnosć w tej ochronie pomagała.

Cytat:Powtarzam:

PRL byl tolerancyjny swiatopogladowo i nie interesowal sie przekonaniami
religijnymi obywateli.



Powtarzaj. Zgodnie z teoria Gebelsa "kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje
się prawda".

Cytat:Zapamietaj!

W przeciwienstwie do ciebie twierdze to z __wlanego doswiadczenia__ a
przezylem
w PRL ze dwa razy tyle lat co ty i nie jako dziecko.



Zapamiętaj!
Moje doswiadczenie z tym systemem nie jest małe. Podobnie doświadczenia
innych ludzi ,którzy jakoś starali sie przezyc i nie byłi specjalnie
'polityczni' ot czasem RWE.

Cytat:Nawet nie wiesz kto to (c)Maciek.



No taa. To dyskredytacja. Wiem za to kto to Edward.

Uswiadomie cie po raz ostatni. Uswiadomie,

Cytat:choc jestes seksistowskim chujem nie wartym spluniecia,



A co ma do tego "seksistowski"??

ks. Maciek, to byly

Cytat:ksiadz z Watykanu mieszkajacy dzisiaj we Francji.



To ma wszystko wyjasnić? Kpisz? Nie interesuje mnie gdzie on mieszka .

Cytat:Nawet nie wiesz, lub tylko udajesz , ze nie wiesz, ze za komuny wybudowano
wiecej kosciolow niz przez cale wczesniejsze 1000 lat katolstwa.



O tym juz pisaliśmy ?

Cytat:Nie klam wiec, ze pamietasz komune 30 latku, bo za Gierka wchodziles pod
szfe
na stojaka, a za Gomulki zwyczajnie nie bylo cie na swiecie.



:-)))) O jasnowidzeniu tez?
Cytat:f.
"Wiec klne cie: Wojtylo! Zdechnij parchu wreszcie!"
(te-theueta Techta tehtate Holiptikhatholiptica)



long horn

Cytat:Taksik:

Wracając do domu zobaczyłem stojak reklamowy przed sklepem. Na nim jakaś
promocyjna cena chleba i dość dużymi literami tekścik: - CHLEB OD
BEDNARZA -.



Dla chętnych w Geant'cie w aktualnej promocji (serio, serio)  "Jaja
Królewskie"
smacznego
Piteq

Tax (ulga dla niepełnosprawnych umysłowo odliczona)

Teksty na automatyczną sekretarkę:
===================
   Czesc. Automat zgloszeniowy Johna jest zepsuty.
   Mowi jego lodowka. Po uslyszeniu sygnalu zostaw
   wiadomosc, kiedy tylko ja spisze, przyczepie sobie
   magnesem na drzwiach.
   ==================
   Czesc. Mowi John. Prawdopodobnie jestem w domu
   ale unikam rozmowy z kims, kogo nie lubie. Zostaw
   wiadomosc - jesli nie oddzwonie, to znaczy, ze mowa
   byla o tobie.
   ===================
   Czesc. Mowi John. Wlasnie zastrzelilem wszystkich,
   ktorzy mi sie dotychczas nagrali. Teraz biore pare
   prochow na uspokojenie, umyje sie i ide spac.
   Jak wstane znowu odslucham sekretarke...
   ==================
   Czesc. Tu sekretarka automatyczna Johna.
   John wlasnie sra. Jesli na rolce jest jeszcze
   odrobina papieru toaletowego, to moze zdazy.
   ...
   Chyba jednak nie ma papieru. Musisz zostawic
   wiadomosc.
   ==================
   Dzien dobry. Tu Ambasada Iraku. Wlasnie znow
   wyjechalismy z Saddamem zaatakowac Kuwejt.
   Wrocimy jak nas Jankesi znowu stamtad wykopia.
   Na razie prosze zostawic wiadomosc.
   ==================
   Tu aparat zgloszeniowy posterunku przy Hill Street.
   Masz prawo zachowac milczenie. Od tej pory
   wszystko co powiesz, zostanie nagrane i moze
   byc uzyte przeciwko tobie.
   ==================
   Tu calkowicie elektroniczna sekretarka. Wszystko
   zostanie nagrane elektronicznie. Nawet sygnal, ktory
   za chwile uslyszysz nie jest zwyklym BEEP, lecz
   elektronicznie zarejestrowanym pierdnieciem.
   ==================
   Dobry wieczor. Witamy w radiu Hot Sex. Dzis w nocy
   rozmawiamy o naszych najwiekszych doznaniach.
   erotycznych. Wlasnie zadzwonil nastepny sluchacz.
   Prosze mowic, jest pan na antenie...BEEP
   ==================
   Numer pod ktory panstwo dzwonicie - 555-1234 - ulegl
   zmianie. Nowy, prawidlowy numer to 55-51-234. Prosze
   zadzwonic pod nowy numer lub zostawic wiadomosc.
   ==================

   ==================
   Wszystkie nasze automaty zgloszeniowe sa zajete...
   Prosze czekac... Wszystkie nasze automaty zgloszeniowe
   sa zajete... Prosze czekac... Wszystkie nasze automaty
   zgloszeniowe sa zajete... Prosze czekac... Tu automat
   zgloszeniowy Johna. Prosze zostawic wiadomosc.
   ===================
   Tu numer 555-1234. Niestety soft twojego telefonu
   nie obsluguje ramek. Prosze zainstalowac
   wersje 3.0 lub wyzsza i zadzwonic ponownie.
   ==================
   Czesc Tato. Znowu mnie nie ma. Nie uwazasz, ze
   moglbys mi kupic telefon komorkowy? Niedlugo
   mam urodziny. Na razie zostaw wiadomosc.
   ==================
   To moze byc miejsce na twoja reklame za jedyne
   10 dolcow tygodniowo. Jesli jestes zainteresowany
   zostaw wiadomosc.
   ==================
   Jezeli masz zla wiadomosc, nagraj ja teraz. Jesli
   wiadomosc jest dobra - zaczekaj na sygnal.
   ===================
   Czesc. Jestem sekretarka automatyczna Johna.
   A ty? Czym jestes?
   ==================
   Czesc. Mowi John. Wlasnie bije rekord Guinessa
   w ilosci nieodebranych rozmow telefonicznych.
   Wiec nie przejmuj sie, nie jestes sam. Ale jak
   juz bede slawny, to pewnie oddzwonie.
   ==================
   Czesc, tu John. Oto odpowiedzi na nagrane w zeszlym
   tygodniu pytania. Podaje w kolejnosci ich naplywania:
   Tak. Byc moze. O siodmej. Bylem. Podaj mi ten numer.
   Anna. Napewno. Sam. Jesli ktoras z nich pasuje do
   twojego pytania, mozesz ja smialo wybrac.
   W razie watpliwosci zostaw kolejna wiadomosc.
   ==================
   Szanowny wlamywaczu. Nie mozemy odebrac chwilowo
   telefonu, bo wlasnie siedzimy i czyscimy bron. Ale mozesz
   zostawic swoja wiadomosc na tasmie.
   ==================
   Dodzwoniliscie sie panstwo do numeru 555-1234.
   A po co?... BEEP
   ==================
   Tu mowi John. Jesli masz dla mnie wiadomosc, to ta
   wiadomosc jest dla ciebie...BEEP
   ==================
   Moja zona i ja nie mozemy podejsc w tej chwili
   do telefonu. Zostaw wiadomosc, a oddzwonimy
   zaraz jak tylko skonczymy...
   ==================
   Czesc. Tu mowi John. Mozesz smialo nagrac
   wszystko co myslisz o tych pieprzonych sekretarkach
   automatycznych.
   ==================
   Dzien dobry. W zwiazku z panstwa licznymi sugestiami
   brzmiacymi najczesciej - "Czy nie mozna po prostu
   nagrac krotkiego - prosze zostawic wiadomosc",
   postanowilismy dokonac daleko idacych ciec
   w zapowiedzi zastosowanej na naszej sekretarce
   automatycznej. Obecnie nie zadamy juz na przyklad
   pozostawiania informacji o porze dokonywanego
   nagrania, tylko prosimy o nazwisko i numer telefonu.
   Pragniemy takze zwrocic uwage, ze i sam BEEP
   ulegl znacznemu skroceniu. Dziekujemy za zaszczycenie
   nas swoim telefonem. Zawsze staramy sie poprawic
   jakosc naszych uslug. Do uslyszenia.
   ==================
   To NIE JEST sekretarka automatyczna. Tu telepatyczny
   rejestrator mysli. Po uslyszeniu sygnalu prosze pomyslec
   o swoim nazwisku, numerze telefonu i sprawie w jakiej
   dzwonicie, a my pomyslimy czy do was oddzwonic.
   ==================
   Tu automat zgloszeniowy Ambasady Rosji. Niestety nie
   ma w biurze w tej chwili zadnych szpieg.. to znaczy
   dyplomatow. Po uslyszeniu sygnalu prosze zostawic
   informacje o tajemnicach, jakie chcielibyscie panstwo
   nam sprzedac.
   ==================
   Dodzwoniliscie sie panstwo do kwatery glownej NATO.
   Niestety jestesmy wszyscy w Jugoslawii i nie mozemy
   w tej chwili podjac rozmowy.
   Prosze nagrac na tasmie kraj, lub liste krajow,
   ktore chcecie panstwo abysmy zaatakowali,
   a uczynimy to najszybciej jak tylko mozliwe.
   ==================
   Nazywam sie Bond, James Bond. Jesli chcesz
   bym wykonal dla ciebie jakas misje, zostaw
   swoje nazwisko i numer telefonu.
   ==================
   Czesc. Nie moge w tej chwili odebrac telefonu
   bo Oni znowu zamienili mnie w jaszczurke.
   Oddzwonie jak tylko mi sie poprawi.
   =================
   Dzien dobry. Tu niebo. Mowi Pan Bog.
   Zostaw swoje nazwisko, numer telefonu i prosbe.
   Odpowiadam na wszystkie prosby. Ale czasem
   odpowiedz brzmi - NIE.
   ==================
   Mowi Lucyfer. Czego chcesz do diabla?
   ==================
   Szczesc Boze. Tu Radio Maryja. Niestety Ojciec
   Rydzyk nie moze w tej chwili podejsc do telefonu.
   Ale mozesz uzyskac rozgrzeszenie po wyznaniu
   wszystkich swoich grzechow po uslyszeniu sygnalu.
   Pamietaj tylko, ze spowiedz nie bedzie wazna,
   jezeli zataisz najbardziej pikantne szczegoly.
   Szczesc Boze.
   ==================
   Dziekujemy za polaczenie sie ze Zborem Badaczy
   Pisma Swietego. Przykazaniem na dzis, jest
   Przykazanie Szoste : Nie bedziesz... eerrr.... Nie wolno...
   aaa... Powinienes... yyy... Cholera! Ooops! Przepraszam!
   Po szczegoly odsylamy do Pisma Swietego. Na razie

   =================
   Witamy w Centrum Zapobiegania Samobojstwom.
   Niestety, wszyscy konsultanci sa w tej chwili zajeci.
   Prosze zostawic swoje nazwisko i adres, ktos z nas
   pozniej przyjedzie i cie odetnie.
   ==================
   Dzien dobry. Tu goraca linia psychiatryczna.
   Jesli twoj problem to impulsywnosc, walnij w klawisz
   z cyfra 1.
   Jesli masz kompleks nizszosci, niech ktos lepszy wcisnie
   za ciebie klawisz 2.
   Jezeli masz rozdwojenie jazni, wcisnij klawisze
   3 i 4 jednoczesnie.
   Jezeli cierpisz na manie przesladowcza, nacisnij
   5, ale skad wiesz co sie wtedy stanie?
   Gdy twoj problem to schizofrenia, Glosy same ci
   podpowiedza, ktory klawisz nalezy przycisnac.
   Jesli zas cierpisz na psychoze maniakalno-
   depresyjna to i tak nikt z toba nie bedzie gadal.
   W pozostalych przypadkach zostaw wiadomosc
   na tasmie.
   =================
   Nadlesnictwo Stogi. Niestety tego jelenia
   nie ma. Zostaw dla niego wiadomosc.
   ==================
   Witamy w serialu "Sekretarka Automatyczna".
   W dzisiejszym odcinku:
   John postanawia nie odbierac telefonow.
   W zwiazku z tym, prosi wszystkich, ktorzy
   dzwonia, by zostawili nagrana wiadomosc.
   Wie, ze do jego prosby zastosuja sie znajomi,
   wszyscy - procz Anny.
   Sponsorem serialu jest TP S.A.
   ==================
   Tu rezydencja Brown'ow. Polaczyles sie akurat
   w trakcie naszej kolejnej klotni. Zostaw wiadomosc
   na tasmie, a oddzwoni to z nas, ktore sie tym razem
   nie wyprowadzi do matki.
   ==================
   Johna niestety nie ma w domu poniewaz zostal
   porwany. Prosze zostawic swoje nazwisko, numer
   telefonu i 100.000 $ w uzywanych banknotach

[Czytelnia] Ziemiański Andrzej - "Toy wars"

Każdy chce zabić swojego szefa

– Przecież wie pan o mnie wszystko.
Przytaknął.
– Wszystko to może przesada – zakpił delikatnie. – Nie wiem na przykład, o czym śniła pani dzisiejszej nocy...
Boże. Człowiek składał się z dokumentów. Nie mięśnie, kości, żyły, tkanki miękkie, nie szare komórki, nie płyn rdzeniowy ani DNA... Człowiek to po prostu zbiór dokumentów. Akta na policji, teczka w ubezpieczalni, karty chorobowe, zeznania podatkowe, zbiory FBI, notatki kuratora z odwykówki, wypełnione dawno temu ankiety, metryka urodzenia, baza danych domu dziecka, urząd statystyczny, rejestrator jej lekarza, wydruki z bankomatów i sklepów, w których płaci się kartą. Toy nie była istotą białkową. Była człowiekiem zbudowanym z papieru i twardych dysków. Jeśli ktoś miał władzę równą Caltronowi, mógł wiedzieć o niej więcej niż ona o sobie wiedziała. Mógł wiedzieć, kiedy ma okres, a kiedy dni płodne, czy lubi czekoladę, czy raczej hamburgery, czy bardziej odpowiadają jej rośli blondyni, czy też preferuje grubych Murzynów, czy siedząc w fotelu i dłubiąc w nosie, ogląda wypożyczone filmy, czy raczej kładzie nogi na biurko i czyta gazety, czy woli papier toaletowy rumiankowy, czy bezzapachowy, jaki jest stan fory bakteryjnej w jej pochwie, czy jeżeli mruży oczy, jest zdenerwowana, czy przeciwnie – podniecona, czy jeśli swędzi ją tyłek, to znak, że ma grzybicę, czy też po prostu włożyła za ciasne majtki...
Higgins wiedział o Toy wszystko. Trochę więcej niż Bóg. Wiedział, że się zgodzi. Miał rozliczenie wydatków firmy „Iceberg & Vixen”. Miał w ręku charakterystykę psychologiczną dziewczyny. Miał dokładny opis tego, co zdziałała w kosmicznym walcu Moonsunga. Wiedział, w jaki sposób jako niemowlak zwracała uwagę mamy, choć ona sama swojej własnej mamy nie pamiętała. Wiedział, ile razy narobiła w pieluchę dwadzieścia lat temu, wiedział, że w luksusowej pseudoeuropejskiej restauracji będzie się czuła onieśmielona, wiedział, co włoży na siebie tego dnia. Miał ją na widelcu. Pan Bóg w porównaniu z Higginsem był po prostu niedoinformowany. No trudno, pójdzie do piekła. Pan Szatan też miał tysiące programistów do dyspozycji i całkiem niezłe komputery. Jego personel w każdym razie rozgrywał sprawy dużo lepiej niż aniołowie korzystający ciągle z drewnianych liczydeł. Przeciętny anioł na przykład nie wiedział, że miała właśnie „stan wzmożonego napięcia przedmiesiączkowego połączony z obniżoną tolerancją na stres”. Pan Szatan i pan Higgins wiedzieli o tym doskonale. I dlatego wybrali ten dzień na decydujące o jej dalszym życiu spotkanie. Zabębniła palcami w blat stołu. Ciekawe, ile miesięcy temu Higgins wiedział, że zabębni w ten sposób podczas pierwszego spotkania?
Pan Bóg nie liczył się w dalszej rozgrywce. Korzystał facet po prostu z przestarzałego sprzętu. Jakieś tam staromodne abakusy wykonane przez Izrael w czasach przekraczania Morza Czerwonego przez Mojżesza. Niczyja wina. Teraz Higgins i Szatan. Ci dwaj chłopcy nadążali za rozwojem techniki. Było ich na to stać. Odpowiednie wpływy, odpowiednie konta we właściwych bankach, nie to co utarg z tacy. Higgins & Szatan rulez! Takie napisy powinny się pojawiać na ścianach rządowych budynków. Z tym, że Higgins był trochę bogatszy niż rząd Stanów Zjednoczonych. Był troszeczkę lepiej poinformowany niż prezydent. Ciekawe, czy był bogatszy od pana Szatana? Cholera go wie. Może korzystali obaj z usług tej samej kancelarii adwokackiej? A może upili się kiedyś w jakiejś tawernie i kulturalnie podzielili strefy wpływów? Jak biznesmen z biznesmenem? Jak żołnierz Triad z członkiem mafii? „Tu twoje, a tu moje”. „Wszystko w końcu będzie moje, kotek!” – powiedział pewnie wtedy szatan. „Śnisz, idioto! – ryknął chyba śmiechem Higgins. – Wszystko będzie moje! Ubiłem doskonały interes, głupi diable. I moja rada na koniec: nie kupuj więcej tajwańskiego szajsu - niby tańsze, a ty jednak wyszedłeś jak dupek na tym interesie!”
Higgins w każdym razie nie przyszedł tu nadaremno... Tfu! Nadaremnie! Może lepiej nie stosować przestarzałego słownictwa Biblii, równie zdezaktualizowanego jak zeszłoroczne oprogramowanie.
Toy przekonała się już, co potrafi firma Moonsung. Kilka miesięcy po akcji, do której wynajął ją Pat Dante, przekonała się, że firma, jeśli jest tylko odpowiednio duża, może podnieść się z każdego upadku. Prasa i telewizja nie zostawiły na nich suchej nitki, sądy dosłownie rozsmarowały zarząd i przydzieliły ludziom z walca miliardowe odszkodowania... I co? Moonsung dalej trwał alive and well. Ludzi z walca leczono właśnie w szpitalach psychiatrycznych rozsianych na terenie całego kraju. A... A Moonsung przy Caltronie był niczym Kazachstan przy Rosji, niczym Walia wobec Anglii, był równie wielki jak Litwa w porównaniu z Polską...
Pozostawało więc do zadania jedno jedyne pytanie. Dlaczego wybrali właśnie ją? Czego chcieli od byłej prostytutki, byłej narkomanki?
- Dlaczego ja? - spytała więc. Higgins nawet nie podniósł oczu.
- To trochę skomplikowana kwestia. Wojskowy implant nie jest jeszcze sprawdzony. Rząd przerwał nam badania w najciekawszym momencie, jeśli można się tak wyrazić. Słynna ustawa o granicach ingerencji w umysł. Wszczepiliśmy go jednak paru osobom.
– On ci zaraz powie, że nikt nie przeżył – mruknęła Shainee. Miała nieprawdopodobną intuicję. – Toy, zrezygnuj z tego, proszę!
Higgins zerknął z zaciekawieniem na Shainee.
– Nikt nie przeżył – powiedział cicho. – Implant w trakcie aktywacji niszczy zbyt wielkie obszary mózgu. Można skończyć jako roślinka, można umrzeć.
– Jakoś nie słyszałam o serii procesów „rodziny zmarłych kontra Caltron”.
– Istotnie. To byli ochotnicy, osoby nieuleczalnie chore, które implant mógł uratować. Wszystkie papiery mamy w porządku.
– Toy. Chodźmy stąd! – poprosiła Shainee. – Ten człowiek cię zabije.
– Powiedział pan trzydzieści tysięcy plus... – Toy zawiesiła głos.
– Plus sam implant, który będzie już pani własnością do końca życia – powtórzył. – Jest wart kilka ładnych milionów dolarów.
– Toy, proszę cię. – Shainee zagryzła wargi. – Skoro już pan jest taki uprzejmy, weźmy te pięćset i chodźmy do domu!
– Czekaj, kotek. Skoro on chce mi go wszczepić, to przecież nie po to, żeby znaleźć kolejnego ochotnika do badań. Czegoś od nas chce. – Zerknęła na Tally-Ho, która również zaprzeczyła dyskretnym gestem i wskazała drzwi wyjściowe. – OK. Jaka jest szansa, że przeżyję i będę normalna?
– Ogromna. Implant niszczy te partie mózgu, które i tak pani ma już zniszczone przez kokainę. To po pierwsze. – Higgins upił znowu mały łyk wody. – Po drugie, pani ma już nasz implant w głowie. Po trzecie, jest pani uwarunkowana i jest eksnarkomanką. Co pani brała? S-7? Słynną „siódemkę”, prawda? To coś wypaliło już pani dość sporo pod czaszką... Dobrze, mógłbym wziąć dowolnego narkomana i wszczepić mu implant. Duża szansa, że przeżyje w przeciwieństwie do człowieka normalnego, gdzie zanotujemy zgon z powodu nadmiernego szoku. Ale po co mi narkoman? Chcę panią. Po pierwsze, jest pani już uwarunkowana, a nam się spieszy. Po drugie, przeczytałem wszystko o tym, co pani zrobiła dla Dantego. – Wyjął z kieszeni małe płaskie pudełko. – Proszę położyć na tym dłoń i powiedzieć, że się pani zgadza.
– Nie, Toy! – krzyknęła Tally-Ho.
– Nie, siostro. Pod żadnym pozorem. – Shainee szarpnęła Toy za ramię. – Chodźmy stąd. Proszę!
Toy położyła dłoń na analizatorze. Zeskanował wszystkie impulsy wysyłane przez jej organizm i pobrał próbkę krwi z palca, która miała być dowodem Caltronu w ewentualnej rozprawie sądowej o odszkodowanie. Podpisała więc krwią, że nie jest pod wpływem żadnych środków psychotropowych. Nowoczesna wersja cyrografu.
– Zgadzam się – powiedziała, patrząc Higginsowi prosto w oczy. – Co mi wszczepicie?
Ani na chwilę nie odwrócił wzroku.
– To coś jest implantem mózgowo-rdzeniowym. Nazywa się... Zresztą, mniejsza o nazwę.
Skinął na kelnera, który zabrał prawie nietknięte gotowane warzywa ze stołu. Zabrał też szklankę z wodą i przyniósł następną, mimo że z poprzedniej Higgins zdążył upić zaledwie trzy łyki.
– To ostateczne rozwiązanie kwestii inżynierii genetycznej naszej kochanej cywilizacji.
– Głupia! – Shainee straciła apetyt. Przez chwilę sprawiała wrażenie, że się rozpłacze. – To nie jest dobry człowiek.
Higgins starł palcem niewidzialny pyłek z lśniącego obrusu.
– Teraz mogę wyjawić cel naszego spotkania – powiedział cicho. – To będzie dłuższa opowieść, więc może zamówią panie coś jeszcze?
Toy poprosiła o wódkę. Shainee nic nie chciała. Zamknęła oczy i przytuliła się do ramienia Tally-Ho smutna. Łzy zbierały jej się pod powiekami.
– Zabiją ją – szeptała. – On ją zabije.
Higgins nie zwracał uwagi na dwie dziewczyny. Patrzył prosto w twarz Toy.
– Cała historia ma początek w zeszłym stuleciu – zaczął. – Od prób stworzenia technologii zwanej VR. „Wirtualna rzeczywistość” – zakpił. – Do dziś nie udało się jej stworzyć. Wbrew głośnym kampaniom reklamowym różne firmy skonstruowały „V”, ale nie mogą sobie poradzić z „R”. – Uśmiechnął się ciepło. – Bo co to jest wirtualna rzeczywistość w obecnym wydaniu? Idzie pani do salonu gier, nakłada kombinezon, hełm, uprząż, podwieszają panią do specjalnych szelek na stojaku. Już w tym momencie wszystkim rozsądnym ludziom chce się śmiać, gdy widzą wierzgające nogami postaci obok i słyszą ich kretyńskie okrzyki w rodzaju: „Ach! Stój, gnoju! Będę strzelał! Chodź, pindo...” albo wręcz „Och, och, och...”. Mniejsza z tym. Pracownik podłącza pani zbroję do komputera i... znajduje się pani w VR. Ha, ha, ha... Ale dobrze.
Widzi pani jakieś potwory, strzela, krew tryska hektolitrami. Boże! Sprowadziłem sobie kiedyś taki sprzęt. Bo nie zdecydowałbym się nigdy na włożenie przepoconego kombinezonu z publicznych salonów. Nie wiem, czym oni to czyszczą... Myślałem, że „rumieńce wstydu” zostaną mi już do końca życia. Czułem się jak idiota. Niby gdzieś tam biegłem, strzelając do czego popadnie, ale wiedziałem przecież, że tak naprawdę tylko ruszam nogami podwieszony na uprzęży przypiętej do stelaża. Koledzy wyli ze śmiechu.
Higgins zaczerpnął tchu.
– Spróbowałem potem seksualnej VR. Rzeczywiście, udało im się mnie podniecić – wyznał szczerze. – Ale co z tego, skoro do niczego konkretnego nie mogło dojść? Wiem, wiem... Są chińskie urządzenia z wbudowanymi onanizatorami. Serdecznie za to dziękuję. Nie mam najmniejszej ochoty, żeby onanizowało mnie urządzenie o wyglądzie gruszki do lewatywy, wyświetlając w hełmie ruchome obrazki panienek z Playboya.
Shainee oderwała się od ramienia Tally-Ho i przełknęła ślinę przerażona.
– Nie, nie, nie... – kontynuował Higgins. – To nie dla mnie. To nie jest do przyjęcia dla większości mężczyzn na świecie. Spróbowałem więc gry strategicznej. Spróbowałem „Moonsung Overdrive”. – Uśmiechnął się i mrugnął do Toy. – To gra oparta na kanwie pani przygód.
Wybałuszyła oczy.
– Jest gra o mnie?!
– Oczywiście. Nie rozumiem pani zdziwienia. Afera z kosmicznym walcem była tak głośna w mediach, że gra pojawiła się natychmiast. Wyprodukowali ją piraci i w związku z tym nie zapłacono wam praw autorskich do postaci. Żeby uniknąć procesów, zmieniono nazwiska i wygląd zewnętrzny ludzi. Ale można wcielić się w każdego. Zamiast „Toy Iceberg” jest „Toye Titanic”, zamiast „Shainee” jest „Shining”, zamiast „Tally-Ho” jest „Action--Station”. Można też wcielić się w Pata Dantego zwanego dla niepoznaki „Joe Petrarka”. Można zostać „panem Brownem”, który w grze nazywa się „panem Smithem”... Koszmar. Uważam się za człowieka inteligentnego, nigdy nie brałem narkotyków, więc, proszę wybaczyć, rozwiązałem aferę, powiedzmy, sto razy szybciej niż pani w rzeczywistości. Ale gra nie dopuszczała takiego rozwiązania. Przegrałem. Programiści uznali, że albo rozwiążę problem tak, jak zrobiła to pani, albo przegrywam. Idiotyzm. No cóż. Nośniki pamięci mają jednak określoną pojemność. Nie da się wymyślić i zapisać wszystkich możliwych rozwiązań do wyboru. Zresztą... Zacząłem znęcać się nad grą. Na przykład na Księżycu poszedłem do najbliższego biura podróży i poprosiłem o bilet na prom do Chin. Wyświetlił się napis „Nielegalna komenda”. OK. Podczas pierwszego spotkania zastrzeliłem Pata Dantego. O przepraszam... „Joego Petrarkę”. Dowiedziałem się, że „Użytkownik wykonał nielegalną operację”. Skoczyłem więc z okna pani biura. Gra zawiesiła się i musiałem wzywać obsługę techniczną. To zbiór bzdur. Kompletny shit software. Jeżeli świat VR to na przykład Nowy Jork, a ja chcę lecieć do Nijmeegen, oczywiście VR zaczyna się sypać. Nie można wirtualnej rzeczywistości zaimplantować w komputerach całego świata. Obawiam się, że nigdy nie można będzie tego zrobić. Bo powiedzmy: gra toczy się w L.A., zakładam istnienie przyszłych, „cudownych” komputerów i chce pani polecieć do Paryża. Leci pani, powiedzmy, że taka technologia pojawi się za kilkadziesiąt lat, i sprawdza napis na murze, który namazała podczas ostatnich wakacji: „Higgins jezd gupi!”. I co? W VR napisu nie będzie! Choćby zeskanowali „cudownie” cały Paryż, napisu nie będzie. Tego się nie da zrobić. Trzeba byłoby skanować Paryż co sekundę. A tu już jesteśmy zbyt blisko schizofrenii, żeby rozmawiać o tym poważnie...
Znowu odetchnął głęboko.
– Zresztą VR to i tak totalna bzdura. Za drogi sprzęt. Można oczywiście fundnąć sobie hełm i rękawice, a nawet kombinezon do domu, ale... W VR czuje pani mniej więcej tyle. – Klepnął ją palcami w dłoń. – I już. Jeśli ktoś panią postrzeli, nie poczuje pani wielkiego bólu, jedynie słaby ucisk kombinezonu. Po drugie, w VR przez cały czas wie pani, że to tylko sofware i serwomechanizmy. Po trzecie, co to za „rzeczywistość”, w której nie mogę niczego polizać, kochać się z kobietą, wymyślić samemu, jak zastrzelić prezydenta i zrealizować ten plan?
Cały problem z wirtualną rzeczywistością polega na tym, że jej uczestnik doskonale wie, że to żadna „rzeczywistość”. Sprawę dałoby się załatwić wszczepianiem do głów implantów, lecz... Kto o zdrowych zmysłach pozwoli sobie wszczepić procesor do mózgu, jeśli nie jest to absolutnie konieczne? Odpowiedź wydaje się prosta – tylko urodzony idiota. Idiotów co prawda na świecie nie brakuje. Niemniej po kilku tygodniach pojawią się przecież nowe procesory, oferujące nowe możliwości. I co? Należy przeprowadzić nową operację na otwartym mózgu? Nie. To koszmar. Caltron zainteresował się rynkiem z powodu jego pojemności...
Higgins przerwał nagle. Pociągnął łyk wody ze stojącej przed nim szklanki. Potem kontynuował.
– Poszliśmy inną drogą. Zadaliśmy sobie pytanie, po co produkować kosztowne urządzenia albo wszczepiać ludziom implanty VR. Czy nie lepiej wykorzystać mechanizm VR, który każdy człowiek już ma w swojej głowie?
– Jaki? – Toy aż podskoczyła na krześle. Tally-Ho i Shainee również popatrzyły zaciekawione.
– Każdy człowiek ma już zaimplementowany system wirtualnej rzeczywistości w głowie – powtórzył Higgins.
Tally-Ho skubnęła coś z talerza. Zastanawiała się gorączkowo.
– Mózg? Umysł?
– Ciepło, ciepło.
– Co to jest?
Higgins upił kolejny łyk wody. Kelner natychmiast zmienił szklankę na nową.
– Sen.
– Proszę?
– Sen.
Higgins nachylił się nad stołem.
– Sen – powtórzył. – Zwykły, normalny, ludzki sen. Przecież, gdy ktoś śni, to wydaje mu się, że wszystko odbywa się naprawdę. Mam rację?
– Owszem.
– Sprokurowaliśmy... – zerknął na Toy, uśmiechnął się &agrave; propos poprzedniej wpadki z wyrażeniem „spieszę wyjaśnić”. – Wyprodukowaliśmy urządzenie, które wprowadza człowieka do świata snu. Wszystko wydaje się naturalne. Wszystko prawdziwe. Po prostu śni się sen. – Znowu pokazał swoje olśniewające zęby. – Tak realny jak tylko sen może być. Wszystko „dzieje się naprawdę”. Można odczuwać ból, strach, przyjemność, można się kochać. Naprawdę. – Potarł wargi. – Ile razy miała pani orgazm podczas snu?
Toy przełknęła ślinę, trochę zszokowana.
– No, parę razy. – Usiłowała się nie zaczerwienić.
– Parę?
– No, dobra. Trochę razy więcej niż trochę. Młoda jeszcze jestem – wyjaśniła, jakby mogło to być wyjaśnieniem. – Śnią mi się różne rzeczy z mężczyznami.
– O, właśnie. Czy to był prawdziwy orgazm?
– Tak. – Spuściła oczy skonfundowana. Przynajmniej nie kłamała. Ale bała się podnieść wzrok. Cholera jasna, no, miała orgazm kilka... kilkanaście... kilkadziesiąt... No, dobra. Miewała orgazmy we śnie. I taka jest nasza linia obrony, wysoki sądzie. Na to się nie ma wpływu.
– Sama więc pani widzi, że we śnie można zrobić wszystko. Można być bogiem, można diabłem, można złodziejem, można świętym. I wszystko jest realne. – Odsunął się od blatu. – Można też umrzeć, zginąć, zostać zamordowanym, spalonym żywcem, zostać nabitym na pal. Co kto lubi. Śmierć we śnie jednak nie ma żadnych konsekwencji w rzeczywistości. Po prostu człowiek się budzi. I już.
– Slogan reklamowy: „Możesz przeżyć własną śmierć”?
– Nie tylko. „Miłość z Marilyn Monroe”, „Jak zastrzeliłem papieża”, „Dlaczego jako prezydent nakazałem koniec świata”. I tak dalej.
– Domyślam się, że każdy chce zabić swojego szefa. To też możliwe?
– Owszem. I to bez żadnych konsekwencji, a wrażenie takie, jakby się to zrobiło naprawdę.

-------------

W tym momencie zadzwonił telefon...

W tym momencie we wnętrzu stalkera coś wybuchło. Podmuch zgasił płomień na kombinezonie Winniego i rzucił go na ziemię. To był jedyny facet, który mógł przeżyć z całej załogi. Reszta, rekruci, zostali w środku.
Tally-Ho wysunęła głowę z wnętrza pojazdu.
– Czy ktoś strzela? – spytała.
– Nie – odpowiedziała odruchowo Toy. – To jakiś wypadek.
– Gówno wypadek! – zawyła Maybe Not. – Chodu!!!
Ruszyła biegiem w kierunku zarośli nad rzeką. Cadillac oparł swój erkaem o pancerz mardera i spojrzał na Toy.
– No co tak na mnie patrzysz?! – wrzasnęła. – Nie wiem, kurwa, co się dzieje!
– Co się dzieje? – Z wnętrza wysunęła się głowa Mobutu. – Coś wybuchło?
– Odpieprzcie się! Winnie-Winnie się fajczył.
– Nie mogli sfajczyć Hot Doga? Musieli akurat Winniego?
Maybe Not dobiegła właśnie do zarośli. Clash ciągnął Australijczyka w osmalonym kombinezonie za nogi. Na drugim brzegu rzeki coś błyskało. Ich marder dostał okrutnie w płytę czołową. Targnęło nim w tył o dobre pół metra, aż Toy i Cadillacowi wytrąciło broń z rąk. Mobutu, Tally-Ho, Lady i jakiś chłopak wyskoczyli na zewnątrz. Reszta zaczęła się palić. Toy spanikowana chwyciła gaśnicę i... Chryste! Po prostu wrzuciła ją do środka. Zamiast wyrwać zawleczkę i wpuścić tam strugę piany, ona... po prostu wrzuciła do transportera całą zabezpieczoną gaśnicę. Jezu... Cadillac podał jej karabin, chwycił erkaem i zaczął walić, niezbyt celując. Żar z płonącego mardera zmusił Toy do cofnięcia się o kilka kroków od transportera. Momentalnie oberwała w brzuch. Pocisk spłaszczył się na kamizelce, nie robiąc większej krzywdy, ale dziewczyną targnęło w tył, upadła na plecy, znowu wypuszczając z rąk karabin. Kątem oka zauważyła, że Yellow uderzeniem pięści włączył radar w swoim humvee i wyskoczył z pojazdu. Sekundę później hummer zamienił się w kulę ognia, lecz radar zdążył przekazać dane do komputerów transporterów, ponieważ w piekielnym huku wystartowało z nich jakieś sześćdziesiąt rakiet, celując w miejsca, skąd strzelano, i to idealnie, mierząc po torach nadlatujących pocisków. Na drugim brzegu zagotowało się nagle. Yellow w płonącym ghillie suit czołgał się do drzew. Ogień przeciwnika nagle osłabł, by po chwili się wzmóc i znowu osłabnąć, kiedy jedyny ocalały stalker zaczął walić ze wszystkiego, co miał na wyposażeniu. Toy ogłuszona totalnie chwyciła karabin i swoje klamoty. Podniosła się niemrawo. Usiłowała biec w kierunku drzew, kaszląc i dusząc się coraz bardziej. Zderzyła się z kimś. Chyba z jakimś rosłym facetem, bo ponownie rzuciło ją na ziemię. I całe szczęście, ponieważ tamtego właśnie prawie przepołowiła seria dużego kalibru. Rozpłakała się. Coś eksplodowało za jej głową. Nie słyszała już niczego, tylko uporczywe dzwonienie w uszach. Dwa mardery płonęły – cofając, zderzyły się ze sobą i tak już zostały. Stalker walił z czegoś, co Toy odczuwała aż w kościach jako potworne dudnienie. Trackwolfy wiały na pełnej szybkości. Nad miejscem ich postoju uniósł się ognisty grzyb wybuchu, którego nie powstydziłaby się mała bomba atomowa. To wybuchła ciężarówka z paliwem...
Toy uparcie czołgała się w stronę zarośli. Dostała jeszcze dwukrotnie. Raz w nogę, konkretnie w ochraniacz na udzie, drugi raz w hełm. Zwymiotowała gwałtownie. Zerwała maskę i w idiotycznym odruchu wytarła usta chustką. Zobaczyła jakichś ludzi biegnących w jej kierunku. Odrzuciła plecak i klamoty, chwyciła karabin, zerwała się i przerażona zaczęła biec. Dopadła zbawczych zarośli nad rzeką tuż przy trackwolfe, który tam ugrzązł na samym początku i właśnie się dopalał. Toy przeładowała i wpakowała serię w kogoś, kto zaatakował z boku. Wielką postać odrzuciło o dobry metr. Toy struchlała nagle. Mobutu, wyjąc przez radio, zdjęła maskę i hełm. Beczała na cały głos.
– Toy, kurwa!!! – W irracjonalnym odruchu ściągała z siebie ghillie suit. – Odpaliłaś mi w brzuch sto pocisków!
– Jezus... Jezus. Żyjesz?
– Boże! Boże!!! – Mobutu odpinała rzepy kamizelki kuloodpornej. – Dostałam stówę na korpus! Jezus... Walnęło w jakąś szczelinę? Widzisz krew, kretynko?
– Mobutu! Przepraszam! Przepraszam!!!
– Jezu, widzisz krew, oślico? – Mobutu, łykając łzy, rozpinała kurtkę.
– Nie widzę, bo jesteś czarna! – Toy trzęsącymi się rękami pomagała jej zdejmować mundur. – Chodź bliżej.
Maybe Not wychyliła się spod jakiegoś krzaka.
– To były igłowe z chwytu – powiedziała. – Inaczej już byś nie żyła, durna dupo.
Hot Dog dopadł do nich, ciągnąc razem z Clashem niezbyt przytomnego Winniego.
– No... główki nisko, baby. Teraz się zacznie.
Mobutu, ciągle płacząc, obmacywała się i oklepywała wszędzie. Przypalony Australijczyk jęczał, Toy beczała razem ze swoją koleżanką. Tally-Ho siedziała na brzegu z rozrzuconymi nogami i waliła seriami ze swojego HK, wrzeszcząc:
– Ale fajnie! Ale fajnie!!!
Lady uratowała jej życie, waląc z byka w brzuch i przewracając w krzaki. Potem spadł na nie granat fosforowy. Na szczęście nie wybuchł. Obie aż podskoczyły z okrzykiem przestrachu. Hot Dog i Yellow również wrzeszczeli, ilekroć musieli się odkleić od ziemi, żeby odpalić z granatnika.
W tym momencie zadzwonił telefon Toy. Odruchowo go wyjęła i przyłożyła do ucha.
– Słucham?
Granat odłamkowy wybuchł tuż obok, obsypując ich zwałami ziemi. Toy usiłowała wypluć piasek.
– To ty, Shainee? Co? Kuchenka się pali?
Ich stalker wycofał się pomiędzy drzewa. Potem odpalił pociski rozpryskowe. Wydawało się, że na drugim brzegu pojawiła się dziwna mgła.
– Nie, nie płaczę, Shainee. Jezu, co z dzieckiem? Może się zaczadzić!
Hot Dog nareszcie coś trafił z granatnika. Widać było eksplozję na drugim brzegu. Sam dostał w ochraniacz na ramieniu. Zwymiotował, kiedy Yellow wsunął mu pod kevlar woreczek z absorbentem.
– Shainee, wezwij straż pożarną i natychmiast wynieś dziecko z biura!
Rozległ się dziwny szum. Coś przelatywało górą.
- Do wody! - ryknął Clash. - Teraz napalm!
- Jezu, Shainee, czy ty naprawdę opowiadasz mi tylko film w telewizji?
- Do wody! - krzyknął Cadillac. - Tu zaraz nie będzie czym oddychać!
Chwycił Winniego za kołnierz i pociągnął do rzeki.
- Kotku, wiem, że film o płonącej kuchence jest fajny... Nakarmiłaś dziecko?
Wpadła do wody razem z ostatnią grupą rekrutów. Za ich plecami pojawiła się ściana ognia. Stalker i ocalałe humvee odpowiedziały zmasowanym ostrzałem.
Toy o mało nie utonęła przy samym brzegu, bo miała otwarte usta. Zdążyła jeszcze zauważyć, że ich ogień sprawił, iż niewidoczny do tej pory przeciwnik również wbiegał do rzeki. Widziała wroga. Widziała wroga pod wodą. Byli dziwnie blisko, prawie na wyciągnięcie ręki. Dziwne, rozmazane sylwetki. Przełączyła ogień na ciągły, zasilanie z magazynka w kolbie. Przerażona nacisnęła spust.
Bum... bum... bum... Jezu. Strzelanie pod wodą. Pociski sunęły w zwolnionym tempie. Bum. Przerwa. Bum. Przerwa. Bum. Przerwa... Widziała poruszające się w tył i w przód suwadło zamka swojego karabinu, widziała dosłownie tory pocisków, widziała bąbelki gazu wydostające się z lufy. Widziała też fontanny czegoś, co zaczęło wypływać z ludzi naprzeciwko. Widziała nawet pomarańczową mgłę - dowód na to, że ktoś zsikał się ze strachu. Zupełnie to nierealne, ale widziała!
Bum... bum... bum...
Buch!
Toy dostała w lewe ramię. Powoli, powolutku obróciło ją o sto osiemdziesiąt stopni. Straciła grunt pod nogami. Wydusiło jej powietrze z płuc.
Buch!
Dostała w plecy, gdzieś nisko, aż jej uniosło nogi. Zaczęła tonąć. Ból promieniował pod kevlarowymi ochraniaczami i kamizelką. Powietrza! Cudem odbiła się od dna. Wyprysnęła na powierzchnię, zaczerpnęła haust powietrza i... Szlag! Nie potrafiła zanurzyć się z powrotem. Zadziałał strach, który spętał jej ciało. Wreszcie się opanowała. Wyjąc ze złości na siebie, zanurkowała.
Buch!
Dostała w przeponę. Widziała, dosłownie widziała ten pocisk. Uderzyła twarzą w muliste dno. Podniosła się w ślimaczym tempie.
Bum. Przerwa. Bum. Przerwa. Bum... Suwadło jej karabinu ociężale przesuwało się w tył i w przód. Jezus! Zaraz jakiś panikarz rzuci granat i wszyscy zginiemy!
Wyprysnęła na powierzchnię razem z którymś z rekrutów. Oboje otworzyli usta, żeby zaczerpnąć tchu. On w te usta dostał. Zamarł z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy. Zaczął się powoli zanurzać. Toy zrobiła to szybciej.
Bum... Bum... Bum... Suwadło powolutku przemierzało swą drogę. Pociski leciały... tfu! płynęły, znacząc swój ślad pęcherzykami gazu. Caddie chciał walnąć z erkaemu, ale pod wodą zacięła mu się taśma.
Bum... Bum... Bum... Toy skończyła się amunicja w kolbie. Szlag! Jeśli rzeczywiście ktoś spanikuje i wrzuci granat, będzie masa trupów. Przełączyła na chwyt.
Igłowe pociski utworzyły jedynie mgiełkę przed lufą. Tamci atakowali bagnetami, już z bliska. I tu się przeliczyli. Mobutu, wysoka jak wieża Eifla, a poza tym silna jak koń zachlastała dwóch nożem, zanim zdołali się do niej zbliżyć na odległość ich krótkich rąk. Hot Dog atakował z byka.
Znowu musiała zaczerpnąć oddechu, odbiła się od dna. Przez ułamek sekundy na powierzchni, przez zalane brudną wodą oczy zobaczyła dwóch przeciwników na brzegu, którzy włożyli lufy karabinów do wody, by wspomóc kolegów. Obydwa karabiny eksplodowały. Tak samo jak broń rekruta obok, który wystawił lufę z wody. Zanurkowała znowu, zanurzając się w świat onirycznych dźwięków, bulgocących wrzasków, spowolnionych wystrzałów...
Czuła, że znosi ją prąd. Była z całym sprzętem za ciężka, żeby utrzymać się na powierzchni. I nie umiała pływać. Gorączkowo szukała nogami czegoś, od czego mogłaby się odbić i zaczerpnąć powietrza. Znalazła. Odbiła się od mułu, ale nie dotarła do powierzchni. Spróbowała jeszcze raz. Nic z tego. Niosło ją na głęboką wodę. Boże, zaraz się udusi. Była zbyt słaba, żeby choć próbować płynąć z tym wszystkim, co miała na sobie. Czując, że paraliżujący strach zaczyna ją dusić równie mocno jak brak tlenu, spróbowała jeszcze raz. Znowu nic. Odrzuciła karabin i zaczęła szamotać się z ghillie suit. Nóż. Gdzie jest nóż? Spokojnie. Przecież nie rozetnie całej tej siatki. Usiłując powstrzymać skurcz obolałych płuc, ściągnęła z siebie maskujący mundur. Coś ciągnęło w dół, coraz szybszy nurt obracał Toy powoli, paraliżująca panika ogarniała umysł. Zrzuciła kamizelkę kuloodporną, pas, ochraniacze... Zaraz zwymiotuje i się udusi! Zrzuciła kurtkę, buty i spodnie. Dlaczego to idzie tak powoli? Właściwie pozbyła się wszystkiego i, waląc nogami oraz rękami, jakoś wydostała się na powierzchnię. Pierwszy łyk powietrza dosłownie ją oszołomił. Kaszlała wodą, pluła, prychała, lecz oddychała!
Szkoda, że nie umiała pływać. Jako wychowanka domu dziecka z kiepskiej dzielnicy nigdy nie była nawet na basenie. Czuła, że tonie i że coś jej przeszkadza. Nurt niósł szybko w dół rzeki. Zanurzała się jeszcze szybciej. Odbić się od dna, wyskoczyć na powierzchnię i zdobyć choć jeden oddech. Ni cholery nie wychodziło. Była za lekka, żeby odbić się od dna, a za ciężka, żeby ją wyrzuciło na powierzchnię niczym korek i kompletnie nie umiała pływać.
Trudno, Toy, musisz pożegnać się z tym głupim światem. Obojętniała powoli. Jej ruchy były coraz mniej gwałtowne. W brzuchu strasznie bolało, zaraz się zrzyga, wciągnie to do płuc i umrze. Nie miała siły już się kontrolować. Trudno...
Plecami uderzyła w jakiś kamień. Niemrawo usiłowała go chwycić, ale nic z tego nie wyszło. Teraz uderzyła w coś kolanami. Odruchowo otworzyła usta, wciągnęła wodę do płuc. Koniec. W ataku paniki wyprostowała gwałtownie nogi i... wstała. Woda sięgała jej zaledwie do połowy ud. Rozlewisko. No i co z tego? Dalej nie mogła zaczerpnąć oddechu. Coś utkwiło w płucach, usiłowała odkaszlnąć. Ni cholery. Nachyliła się, chcąc wykrztusić to wszystko, jednak się nie udało. Czerwone cienie pod powiekami nie pozwalały się skupić. Zdesperowana przyłożyła czołem w najbliższy kamień. Ból i krew spływająca po policzkach otrzeźwiły ją na ułamek sekundy. Zaczęła kaszleć. Chrypiała, charczała, słabła, dławiła się, lecz... odkrztuszała powoli drobne porcje wody z płuc. Coś rzęziło w niej gdzieś głęboko.
Była tak słaba, że kiedy tylko odzyskała możliwość oddychania, na razie samymi szczytami płuc, objęła najbliższy kamień i zemdlała albo zasnęła. To nie był dobry sen, ponieważ budziła się co chwilę, krztusząc się i kaszląc, ze zbolałym umysłem, który natrętnie wynajdował wszystkie pierdoły z jej przeszłości, o których chciała zapomnieć, ale... Ale przeżyła. Przeżyła.
Wciąż jeszcze niezbyt przytomna powlokła się na brzeg. Zrozumiała, co jej tak bardzo przeszkadzało w wodzie. Przez cały ten czas trzymała w lewej dłoni telefon komórkowy. Zrezygnowana zwinęła się w kłębek pod najbliższym krzakiem. Nie mogła zasnąć, choć cały jej zdezelowany organizm domagał się odpoczynku. Sama pozbawiła się w rzece całego ekwipunku, w tym najbardziej teraz potrzebnego GPS-a. Była zagubiona gdzieś w Afryce, zdezorientowana i przerażona. Trzeba tu jakoś przeżyć. A do tego celu musiały jej służyć jedynie trzy rzeczy, jakie przy sobie miała. Bielizna, przyklejone do skroni okulary oraz telefon.
Komórka jednak nie działała. Przyciśnięcie czegokolwiek powodowało tylko drażniący dźwięk i dość głośny komunikat, że aparat został uszkodzony. Toy zawsze zastanawiało, dlaczego część elektroniki zwykle okazywała się wodoodporna, a część nie.
Wstała, dłonie oparła o trzęsące się uda. Wokół było cicho. Żadnych odgłosów bitwy w pobliżu, żadnych zwierząt, ćwierkania ptaszków, nic. I niby co miała zrobić bez zapasów, bez jakichkolwiek środków, bez paszportu? Nawet nie miała pojęcia, ile przedrzemała czy przeleżała nieprzytomna z głową opartą na kamieniu. Właśnie zapadał wieczór. Nie miała pojęcia, czy to dzień, w którym toczyła się bitwa w rzece, czy następny. Ruszyła wzdłuż drogi, którą posuwali się wcześniej. Teoretycznie najlepiej byłoby wrócić na pole bitwy, może tam udałoby się znaleźć coś z wyposażenia. Lecz jeśli wygrał ich nieznany przeciwnik i czekał tam jeszcze, byłaby to stuprocentowa recepta na popełnienie samobójstwa. Szła więc w drugą stronę, kalecząc bose stopy o rozpadające się drobinki asfaltu. Myślała cały czas o tych litrach wody, które miała w ustach, w płucach i w brzuchu. Wody z rzeki. A skoro w Maroku kazali zalepiać usta plastrem, nawet biorąc prysznic, to teraz... Teraz już miała w sobie te wszystkie świństwa, cholera wie, bakterie, wirusy, drobnoustroje czy pasożyty. Szlag...
Wybawienie czekało na nią już za zakrętem. Najpierw usłyszała głośny krzyk, a potem serię z broni automatycznej. Ukryła się w krzakach. Znowu przed jej oczami pojawiły się te wszystkie uporczywe pierdoły z przeszłości. Nie oddała długu bliskiej koleżance – jako dziecko pożyczyła od niej jedenaście kapsli od coli, żeby zagrać w autostradę, i wszystkie przegrała. Kapsli nie oddała. Boże, błagam, nie karz mnie za to!!! Wrzeszczała bez powodu na swoją najbliższą koleżankę. Popełniła tysiąc świństw, jak choćby stłuczenie tego głupiego kubeczka Tally-Ho, który tamta przywiozła z Księżyca na pamiątkę. Jezu, jak jej głupio. Jak jej głupio teraz, gdy już strzelają nad głową. Zrobiła milion głupstw w życiu. Nic mądrego. Niczego po sobie nie pozostawi. Pójdzie do grobu razem z milionami świństw, które uczynili jej inni. Na nikim się nie odegra, nikomu nie przebaczy.

Źródło: katedra.nast.pl

Więcej o książce Ziemiańskiego przeczytasz tutaj.